fbpx

Damon Stoudamire: The Mighty Mouse

11

ds

Sprawa wygląda tak: spędzisz w NBA 13 lat, ale twoje życie będzie nieustannie oceniane przez pryzmat tego co dzieje się z tobą, kiedy piłka przestaje kozłować…

~

Takie oto słowa skreślił Damon Stoudamire w liście do samego siebie sprzed lat. W innym miejscu tego samego dokumentu napisał:

Kiedy zgłosisz się do Draftu NBA w 1995, po swoim juniorskim roku w koledżu, będziesz myślał, że jesteś gotowy. O, chłopcze, nie jesteś na to gotowy.

~

Bo czy można w ogóle być na to gotowym? Czy ktokolwiek może sprawić, że młodego, mierzącego 177 cm wzrostu, chłopaka z Oregonu nie ściśnie w gardle kiedy sam Isiah Thomas, jego największy idol z dzieciństwa, sięgnie po niego w drafcie z siódmym pickiem? A to dopiero początek…

Spotkałem się ostatnio z dawno niewidzianym kumplem i, jak to zwykle bywa w takich wypadkach, po kilku głębszych, dyskusja zahaczyła o wspomnienia i historię NBA. Trochę nam zeszło, nim rozmowa dobrnęła do postaci bohatera tego artykułu. Traf chciał, że usiedliśmy w irlandzkim pubie, więc powodów do wspominania różnych rzeczy, chociażby dawnych Celtics, było aż nadto. Śmialiśmy się z tego, jak Red Auerbach odpalał cygaro w czasie meczów, siedząc jeszcze na ławce trenerskiej Bostonu, kiedy Celtycki walec rozjeżdżał kolejnych oponentów. Uśmiechnąłem się sam do siebie pod nosem, zastanawiając się jakie miny musieli mieć wówczas sędziowie, a jeszcze lepiej kibice drużyn przeciwnych. Po chwili moje myśli zaprzątnęło cygaro inne niż auerbachowskie. “Ludzkie Cygaro Zwycięstwa” (Human Vitory Cigar, tak właśnie był nazywany) czyli nieszczęsny Darko Milicić. Jego postać wróciła ostatnio dwukrotnie w medialnych doniesieniach. Po pierwsze, z powodu LeBrona, który stwierdził, że przed końcem kariery chciałby zagrać w jednej drużynie razem z Melo, Wadem i CP3 i że byłby nawet gotów na obniżkę wynagrodzenia, byleby tylko taka inicjatywa mogła dojść do skutku.

cp

Media, które zaczęły się z tego powodu zastanawiać  “co by było gdyby”, rozgrzebały raz jeszcze sprawę nieszczęsnego Draftu 2003, a raczej feralnego picku Pistons i wskazania na Milicića, kosztem chociażby Melo czy Wade’a. Anthony, zagadnięty o całą sytuację potwierdził, że on to w ogóle w 2003 chciał właśnie do Pistons, na co Chauncey Billups stwierdził, że z Anthonym na pokładzie to oni by mieli “not one, not two…”  ale i ze trzy pierścienie mistrzowskie, już nie wspominając o tym, że sam Melo nie byłby takim ballhogiem, tylko jeszcze lepszym zawodnikiem. Ech, ten Darko, przez niego Melo musi się teraz użerać w jakimś Nowym Yorku bez szans na pierścień… Po raz drugi Milicić wrócił ostatnio ze względu na wywiad, jakiego udzielił serbskiej gazecie. Tak oto mówił o ostrych regułach gry w zawodowym sporcie:

Ich system jest brutalny i tego nie lubię. Jeśli gracz nie robi postępów, stawia się na nim krzyżyk. Gracze wybierani z pierwszym czy drugim numerem draftu powinni dostawać szansę gry, ja jej nie otrzymałem. LeBron jest teraz świetny, on dostał szansę, jako rookie. Jeśli chciał, mógł nawet rzucać z trybun, ja nie miałem co liczyć na taki komfort. Pamiętam sytuację z Orlando, kiedy rzucałem z przedpola a trener Hill darł się “podaj do Howarda!”

~

No cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Jestem jednak ciekaw, jakie Wy macie doświadczenia z tak wychwalanym przez Milicića europejskim systemem szkoleniowym, bo na moje oko wygląda to tak, że 90% ganiających za pomarańczową piłką chłopaków albo słyszy, że są za niscy i nic z tego, albo pcha się ich na siłę pod kosz, bo są wyżsi niż kilku ich młodych kolegów. Nieważne, że zatrzymają się na 190-195 cm i tyle z tego będzie. A palili się do rozgrywania…

Tak, czy inaczej, marzyć nikt nie zabroni, a od tego właśnie wszystko się zaczyna. Takim marzycielem był też filigranowy Damon Stoudamire, kiedy sam ze sobą grał 5×5, rzucając długie podania i alleye do Jerome Kerseya i Clyde Drexlera. Oczywiście ani jednego, ani drugiego tam wówczas nie było, a jedyną publikę Dame’a stanowiła jego babcia, Wanda, która bujała się w swym fotelu na ganku 30 metrów dalej, żując tytoń, po który chłopak biegał jej do sklepu z odręcznie wypisanym pozwoleniem. Tak właśnie wyglądały długie popołudnia w Oregonie.

By móc chodzić do lepszej szkoły, Dame codziennie rano spędzał 90 minut w miejskim autobusie, który wiózł go po wszystkich dzielnicach Portland aż do liceum imienia Woodrowa Wilsona. Chłopak był strasznie dumny gdy na meczu mogła zjawić się Wanda. Rzucał wtedy nieszczęśnikom po 40 punktów w dwie kwarty, aż litościwy trener sadzał go na ławce, by nie zabijać ducha sportowej rywalizacji u przeciwników. Przeciwnicy przerastali go wzrostem, on górował nad nimi talentem. Dynamiczny cross i ostry jak brzytwa spin move pozwalały sadzać na glebę lub gubić obrońców, przy których Damon wyglądał niemal jak z kreskówki. To dlatego (i z powodu dziary) przylgnęła do niego ksywka “The Mighty Mouse”

Z czasem do myszki na jednym bicepsie, dołączyła podobizna babci Wandy i napis “Damon” na drugim ramieniu. Szkoda, że babcia nigdy nie zobaczyła jak Damon zakłada swoją koszulkę rozmiaru “M” z haftowanym napisem BLAZERS i nazwiskiem Stoudamire na plecach.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

11 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Stupak
    Odpowiedz

    Nie ma to jak historia opisana przez BLC 😀 Nic, tylko nalać sobie czegoś z procentem, podgryźć kiełbasę wielkanocną i czytać co nowego ma nam do opowiedzenia nasz MegaReporter 😀
    Pozdrawiam 🙂

    (112)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Camesik

    I to jak grał!! tym bardziej nie rozumiem jak można napisać Quyntell, gość ma na imię Qyntel i był zapewne najbardziej utalentowanym koszykarzem biegającym po naszych rodzimych parkietach…

    (11)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Drogi BLC,
    przyłączając się do propsów pozostałych użytkowników, chciałem przestrzec przed popłyniecięm zbyt bardzo w fantasy. Jesteś na dobrej drodze do zgromadzenia sporej rzeszy wyczekujących czytelników, zachowaj tylko balans 🙂 keep up the good work

    (7)

Gwiazdy Basketu