fbpx

Gatorade League: wylęgarnia talentów NBA!

19

Od kilku lat utarło się w NBA powiedzenie, że droga do mistrzostwa prowadzi przez LeBrona Jamesa. No cóż, na przestrzeni ostatnich dziesięciu sezonów, dziewięciokrotnie mistrzem zostawał albo on albo ktoś, kto go pokonał…

Patrząc jednak na tegoroczną potyczkę na najwyższym szczeblu NBA trudno nie odnieść wrażenia, że już niedługo może zostać ukute inne powiedzonko. Być może wkrótce zaczniemy mówić, że droga do mistrzostwa prowadzi przez… G-League. W NBA trwają obecnie próby przemodelowania nieco koncepcji G-League. Adam Silver ze współpracownikami chcą uczynić zeń konkurentkę dla NCAA i innych (ewentualnych) alternatyw, jak zawodowy kontrakt w Europie czy skompromitowana całkowicie i zamknięta JBA. Czy to się powiedzie? Wyjdzie w praniu, póki co jednak widzimy czarno na białym, że prawie połowa zawodników w tych finałach ma za sobą epizod w “lidze rozwojowej” stanowiącej zaplecze NBA.

Kto to taki? Już wymieniam: Alex Caruso, Kendrick Nunn, Duncan Robinson, Danny Green… to poważne nazwiska i trudno podejrzewać, że do wszystkiego doprowadził łut szczęścia. O tym pierwszym LeBron powiedział ostatnio, że

…jest to sztandarowy przykład tego, co dzieje się, gdy przygotowanie (preparation) spotyka się z okazją (opportunity).

Alex Caruso pilnie pracował na swoją szansę, a kiedy ją dostał, udowodnił ile jest wart. To jego pierwsze NBA playoffs w karierze. Przypomnę może, że w meczu otwarcia z Los Angeles Clippers trener Vogel, uznał że nie będzie przydatny (zero minut) a niemal dwanaście miesięcy później, a w Finałach Caruso biegał po parkiecie średnio przed dwie kwarty i był kluczową postacią dla a) obrony b) wsparcia rozegrania c) utrzymania wysokiej energii zespołu. Cichy facet o umiarkowanym talencie, ale bez żadnej rażącej słabości, grający z sercem na ramieniu. Takich ludzi się szanuje, w każdej pracy.

GOAT gifs!

#Początki G-League

Liga Rozwoju, bo tak się pierwotnie nazywała, powstała w 2001 roku, jako National Basketball Development League. Skupiała w swym szeregu bodaj osiem ekip, z czego wszystkie mieściły się na południowym wschodzie USA. Od tamtej pory potencjał G-League bardzo się rozwinął, aktualnie zrzesza 28 drużyn, a kolejne, w tym ekipa z Mexico City, czekają na dołączenie do rozgrywek.

Gdy myślę o Gatorade League, pierwszym zawodnikiem, który przychodzi mi na myśl jest Andre Ingram, którego historią jak z bajki o Kopciuszku żyła swego czasu cała NBA. Była ona jednak równie spektakularna co krótka i nie zrodziło się w jej wyniku nic wielkiego. Teraz jest inaczej, a zawodnicy wychowani na G-League coraz częściej stanowią realne wzmocnienie dla swoich zespołów i alternatywę wobec draftu.

Sukces G-League zasadza się na kilku filarach, a jednym z najważniejszych jest szansa na bycie dostrzeżonym przez trenerów NBA i przywołanym do drużyny. No cóż, patrząc na aktualny stan rzeczy, nie są to odosobnione przypadki -> ośmiu zawodników Lakers i Miami, biorąc pod uwagę tylko tych, którzy dostali już minuty na finałowym parkiecie, ma za sobą staż w G-League. Licząc szerokie kadry, do listy dopisać można kolejnych siedmiu.

#Danny Green

Przypadek Danny’ego Greena był jednym z pierwszych sukcesów zawodnika po Development League. Chłop miał ledwo 22 mecze rozegrane w NBA, w barwach Cleveland i San Antonio, którzy mu podziękowali za usługi. Na szczęście, na sezon 2010/2011 załapał się do Reno Bighorns. Tam błyszczał, zdobywając po 20 punktów na mecz. To spowodowało, że ponownie zwrócili się do niego Spurs. W kolejnym sezonie był już ich podstawowym rzucającym obrońcą, a w 2013 roku ustalił rekord rzutów za trzy (27/49) w NBA Finals (trzy lata później pobił go dopiero Steph Curry). Dziś ma w gablocie już dwa pierścienie mistrzowskie i szykuje miejsce na trzeci. Tradycją jest, że mistrzowie pierścienie otrzymują w kolejce otwarcia kolejnego sezonu.

Myślę, że osłodzi mu to “groźby śmierci” jakie pod jego adresem kierowali kibice gdy w Game 5. spudłował rzut na zwycięstwo. Niektórzy naprawdę nie powinni mieć dostępu do klawiatury. W szóstym meczu zaliczył 3/7 zza łuku, dołożył 5 zbiórek oraz klasycznie, natarczywą obronę, której ostatecznie nie sprostali Heat.

#Alex Caruso

Caruso nie był wyróżniającym się graczem uniwersyteckim, przez co w drafcie 2016 roku przeleciał pod radarem. Szansę w Summer League dali mu przedstawiciele Philadelphii i Oklahomy, ale rozgrywki 2016/2017 rozpoczynał jako zawodnik Oklahoma City Blue, dostarczając 11.9 punktów 5.2 asyst i 3.9 zbiórek.

Kolejno, w 2017 roku zwrócili się do niego Lakers z ofertą dwustronnej umowy, i na takim właśnie kontrakcie zleciały kolejne dwa lata. Grał ogony w LA Lakers oraz liderował w South Bay Lakers. Łącznie na zapleczu NBA rozegrał 56 spotkań. W tym sezonie zaczął być pełnoprawnym zawodnikiem dużej ligi, a nawet jednym z kluczowych graczy LAL.

GOAT gifs vol. 2

#Kendrick Nunn

To kolejny przykład zawodnika, dla którego droga do NBA nie była usłana różami i kontraktami sponsorskimi. Do G-League dołączył na sezon 2018/2019 po tym gdy przed startem rozgrywek, za usługi podziękowali mu Golden State Warriors. Dzięki temu mógł jednak trafić do ich ekipy Santa Cruz. Tam udowodnił wszystkim swój talent ofensywny, zdobywając średnio 19.3 punktów i 2.8 asyst w meczu. To spowodowało, że zainteresowali się nim włodarze Miami, prędziutko oferując mu kontrakt, żeby nikt im nie zdmuchnął z rynku takiego cacuszka. Teraz po swoim pierwszym pełnoprawnym sezonie w NBA, Nunn ma już nominację do All-Rookie First i statystyki na poziomie 15.3/3.3/2.7

Talent ofensywny na kształt Lou Williamsa, ale mocniejszy fizycznie, będą z niego ludzie!

#Others

Inni zawodnicy Heat z przeszłością w G-League to chociażby Jae Crowder (Texas Legends) czy Solomon Hill (Fort Wayne Mad Ants). Swoje wylatali też Derrick Jones Junior – 48 meczów w okresie 2016/2018 czy Duncan Robinson, który nastukał 33 meczów. Jego samego, w sezonie 2018/2019 Heat pozyskali ze Sioux Fall Skyforce, gdzie Eric Spolestra osobiście prosił go o odważniejsze podejście do rzutów za trzy, ażeby zapewnić sobie miejsce w NBA. Robinson załapał się do All G-League Third w 2019 roku trafiając zza łuku ze skutecznością na poziomie 48%!

Tegoroczne finały, rekordowe pod względem graczy z G-League, stanowią też w pewnym sensie obietnicę szansy dla graczy ze Starego Kontynentu, w tym także Polski, dla których draft to wciąż w przeważającej liczbie przypadków za wysokie progi. Mam nadzieję, że tego samego nie napiszę niedługo o Lidze Development, bo bardzo chciałbym zobaczyć w NBA kolejnego rodaka.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Sezon ogórkowy się zaczął wraz z bańką. Świadczy o tym oglądalność nba. Nawet finały nie przyciągnęły kibiców. Ich oglądalność nawet w połowie nie zbliżyła się do sukcesu i oglądalności the last dance. Świadczy to o tym że to MJ jest nadal najbardziej rozpoznawalną marką nba i to w ponad 20 lat po ostatnim mistrzostwie. Nie ma się jednak dziwić. To najlepszy koszykarz w historii a następcy nie widać.

    (-14)
    • Array ( )

      Dobre prowo z ostatnim zdaniem 🙂 popularność nie jest jedynym czynnikiem warunkujacym czy ktoś jest najlepszy.

      (4)
    • Array ( )

      Czy wy serio musicie tego dżordana wszędzie wpychać na siłę? Machina marketingowa zrobiła z niego bożka, którego wszyscy bronią. I każdy komentarz “fana majkela” wygląda identycznie: 6-0, 2xthreepeat, urodzony zwycięzca i inne tego typu wysrywy. Do tego oczywiście umniejszenie LeBronowi i innym “panienkom” które by sobie nie poradziły w fizycznych latach 90 przeciwko mechanikom samochodowym.

      (-2)
    • Array ( )

      Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Wystarczyła lekka prowokacja Conrado, zwłaszcza w słowach o następcy, a już pojawił się Nick Pielęgniarka ze swoim komentarzem pełnym jadu. Powiedz mi chłopie. Z jakiego powodu tak bardzo nienawidzisz Jordana? To tak ciężko przyznać, że był świetnym graczem? Każdy komentarz jego fana wygląda identycznie? A mnie się wydaje, że Conrado słowem nie wspomniał o mistrzostwach MJ-a. To właśnie Ty to zrobiłeś. I jeżeli to są dla Ciebie “wysrywy”, to sam sobie takim tekstem wystawiasz opinie. To z mechanikami samochodowymi też dobre. Szczęście, że są w tej lidze jeszcze tacy mechanicy jak np. Steven Adams, bo na zachowanie całkiem niestety pokaźnej armii płaczków często nie da się patrzeć. Oczywiście nie umniejszam tu umiejętnościom jakiegokolwiek koszykarza, chodziło mi tylko i wyłącznie o zachowanie.

      (-2)
    • Array ( )

      Proszę Cię, finały nikogo nie zainteresowały, bo wiadomo jaką była myśl przewodnia-LB Goat – prawda jest taka, że wszystkie konkretne zespoły poodpadaly, zostało a tylko 1/2 Miami i faworyzowane od początku Lakers- przecież od początku było wiadomo , o co chodzi

      (-1)
    • Array ( )

      Jesteś jakąś rodziną Conrado, że tak bronisz jego marnego (naprawdę marnego) prowo? 😀 Idąc Twoim tokiem rozumowania Nick nigdzie nie napisał, że nienawidzi Jordana, a Ty płaczesz bez powodu. To było słabe prowo, Nick niepotrzebnie na nie w ogóle odpisywał, już nie dorabiaj do tego filozofii.

      (2)
    • Array ( )

      Nikt Ci nie każe oglądać obecnej ligi. Spokojnie możesz odgrzebać stary odtwarzacz video i lecieć na vhs’ach z lat 90’tych. Baa, nawet możesz założyć swój portal i relacjonować mecz po meczu jak to by się działo dziś

      (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Lakers na sezon 2020/21 mają zagwarantowane płatności w wysokosci 65,415 mln dolarów co oznacza, ze do progu salary cap (109) mogą zatrudniać wolnych agentów, a starych Davisa, Kcp, Rondo przedluzyc na koncu korzystajac z praw Birda! To oznacza, ze maja ok 33,5 mln wolnych srodkow by podisac nowych graczy. Wow przeciez to bedzie miazga, a zadne podatki od luksusu im nie straszne.

    (6)
    • Array ( )

      Zakładam, że roster niewiele się zmieni, część zawodników dostanie podwyżki i dłuższe umowy. Pewnie Lakers powinni rozważyć pożegnanie się z Dudleyem i Cookiem – skoro są pieniądze, to nie trzeba trzymać ludzi na minimach tylko po to żeby nie blokowali salary.

      (0)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    To nie jest tak, że w g-league grają sporo słabsi gracze niż rezerwy NBA, rezerwy dobiera się tak aby pasowali do zespołu. Inna sprawa, że to co odróżnia najlepszych w NBA od pozostałych to powtarzalność. Jak mają 20 lat to rok w rok jest progress, jak wejdą w prime to się tam dłużej utrzymują. A jednak większość graczy z g-league to chwilowe “gwiazdki”, które często trafiły w setup, zmieniają po roku czy dwóch zespół i już nie jest tak kolorowo.

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    W ramach sprostowania. Nikogo nie prowokowałem. Przytoczyłem fakty. Ze statystyk oglądalności wynika, że ludziom nie podoba się obecną koszykówka. Co najwyżej podobnym dzieciakom co siedzą na GWB. To są konkursy za 3pkt bez defensywy. Dlaczego oglądalność spadała ? Odpowiedzcie i tylko nie mieszajcie w to polityki bo marna to wymówka. Mało kto chce oglądać taki basket jak jest teraz. W końcu to zrozumcie. Nba to zrozumie jak zaczną zyski spadać. Dlaczego nie wzrosła oglądalność skoro nie ma ludzi na trybunach? W piłce noznej było odwrotnie. Ludzie poszli przed telewizory a ich właściciele zacierają ręce. Fakt jest jeden mało kto chce oglądać bieganie od linii za 3 do linii przeciwnika. Polecam też obejrzeć hejt park z udziałem Cezarego Trybańskiego. Może koszykarzem wielkim nie był ale mądrze tam prawi. Teraz mamy pseudo koszykówkę. Spuścizna po Larrym Birdzie Magicu Johnsonsonie i showhtime lakers bad boys pistons i wielkich bykach została zaprzepaszczona. Nawet wg dzieciaków GWB wielki GOAT LBJ powoduje że oglądalność pikuje w dół. Od 10 lat się sprzedaje byle tylko mieć szanse na tytuł. Jego spuścizna może być taka że koszykówka pójdzie totalnie niszowy sport. To na co pracowali gracze lat 80-90 pójdzie na marne. A zrobili to bez internetu social media itp. Pozdrawiam wszystkich dzieciaków. Naczelny hejter i fan męskiej koszykówki Conrado. Ps. Obecna jest very soft jak wasz idol

    (0)
    • Array ( )

      Ogladalnosc spadla, bo NBA na sile wciskala wszedzie tresci pro BLM. Czy to dobrze czy zle to inna kwestia, ale stad Lysy usuwa juz pewne elementy pro BLM z przyszlego sezonu

      (0)
    • Array ( )

      Nareszcie ktoś to napisał, zgadzam się, NBA stała się cipowata ligą, od około 2011-2012 bym powiedział. Jeśli 23 oznacza twój wiek, tym bardziej szacunek, że jesteś fanem starszej NBA. Wg mnie ostatnie lata męskiej NBA z klasycznym podziałem na role i defensywę to były lata gdzie nasz Gortat grał e finałach, do 2010 roku około.

      (0)

Gwiazdy Basketu