fbpx

NBA: rookie Ja Morant – jesteś przereklamowany

45

Oto jest historia o tym jak “trzecia opcja” prowincjonalnej uczelni w jednego ciągu roku przeistoczyła się w drugi numer draftu NBA. Przez dwanaście miesięcy nastoletni Ja zdołał podwoić swoje zdobycze punktowe w barwach Murray State z 12.7 do 24.5 punktów. Wskaźnik asyst wzrósł o niemal 4 na mecz, z 6.3 na okrągłe 9.0. W międzyczasie ustanowił rekord strzelecki w wysokości 40 oczek i jednego wieczoru rozdał 18 kluczowych podań. Komentatorzy zaczęli zachodzić w głowę – skąd on się wziął, jak to możliwe? Tylko rodzina Morantów spodziewała się tego sukcesu i dobrze wiedziała, że talent, który widzieli na przydomowym boisku, musi wypalić.

Jesteś przereklamowany

Południowa Kalifornia, klimat znany z filmów: miasteczko, w którym wszyscy wiedzą o sobie wszystko, chociaż gospodarstwa oddzielone są od siebie kilometrami. Wietrzne drogi, pył i piach.

Ja Morant najpierw grał w lidze kościelnej w swoi miasteczku, następnie w ramach AAU ojciec samochodem dostawczym zawoził go wraz kolegami na wszelkie liczące się turnieje w stanie. Najważniejsze jednak mecze rozgrywali przeciwko sobie i sąsiadom na przydomowym boisku. Choć Ja był najmłodszy i najdrobniejszy, ojciec zabronił mu choćby szeptem wspomnieć słowa faul. Po niecelnych rzutach młodego patrzył mu w oczy i mówił – Nic jeszcze nie osiągnąłeś. Gdy odbierał szkolne pucharki i statuetki, pojawiał się ojciec i mówił cicho, ale dobitnie, tak by syn usłyszał każde słowo –> “Jesteś przereklamowany”. Wariat? Być może, ale z solidnymi koszykarskimi podstawami i co więcej, z sukcesem wychowawczym w postaci dziecka występującego dziś w Memphis Grizzlies, które wciąż jest mu wdzięczne i z przyjemnością wpada w odwiedziny.

Tee Morant sam grał kiedyś na poziomie NCAA, a w liceum występował u boku Raya Allena! Nie przekonał jednak skautów na tyle by grać w NBA toteż powędrował szukać koszykarskiego szczęścia za oceanem. Przygodę tę przerwała pewna informacja od ukochanej, dobrze znane wszem i wobec: “jestem w ciąży”. Spakował więc plecak, kilka zdobytych trofeów i wsiadł do samolotu. Jego wybranka, Jamie Morant, w liceum również grała w kosza, w koledżu skupiła się głównie na siatkówce, a w domu kręcąc głową obserwowała męża wymyślającego dla Ja i jego siostry kolejne ćwiczenia. W piekarniku powoli dojrzewał ulubiony sernik rodzeństwa, w półmiskach leżał już bananowy pudding. Oni jednak nie przerywali treningu, a Jamie wracała do kuchni, bowiem wieczorem miał odbyć się kolejny grill, a zdarzały się takie odwiedziny, w których trzeba było ugościć ponad pięćdziesiąt osób!

Traktorowe opony

Zapach sernika stymulował nozdrza coraz bardziej kiedy Ja skakał przez traktorowe opony, których średnica była dłuższa niż on sam. Podczas ćwiczeń postawy defensywnej dźwigał na głowie ciężkie piłki lekarskie, biegał dwie i pół mili do najbliższej głównej drogi i wracał z powrotem. Później robiło się tak ciemno, że ledwo widział swoje białe tenisówki, wtedy trafiał ostatni rzut i wracał do domu na ostatni kawałek ciasta – większość spałaszowali sąsiedzi.

Ojciec wciąż nie był usatysfakcjonowany, jego dawni szkoleniowcy wspominali go podobnie, czy wygrywał dwudziestoma czy tyleż samo był w plecy, zawsze uważał się za najlepszego na parkiecie. Dużo gadał, wymagał. Ja na boisku jest inny niż tata, raczej chichy, najbardziej cieszył się, gdy po jego podaniu padał łatwy kosz. Irytowało go coś zupełnie innego niż narzekanie Tee: pomimo wybitnych osiągnięć, żadna z większych uczelni nie zaprosiła go choćby na rozmowę!

Spokój odnajdywał w rozmowach ze starszym kuzynem Trey’em, który stanowił pozaboiskowy wzór dla Ja. Niestety chłopak zginął w wypadku motocyklowym i to właśnie jemu Morant zadedykował wybór z drugim numerem draftu. Póki co jednak, wróćmy do Ja siedzącego po nocy nad puddingiem i rozmyślającego:

Gram świetnie. Trenuję najciężej jak mogę. Do cholery, jestem w tym dobry. Czemu nikt nie dzwoni?

Koło zapasowe

List, który pojawił się w końcu w skrzynce zapraszał zawodnika do Murray State. Jak już trafiła się zainteresowana uczelnia, to działała z rozmachem. Podczas pierwszej wizyty Ja został przyjęty przez cały sztab szkoleniowy, który podkreślił, że jest dla nich zdecydowanym numerem jeden i planują dla niego rolę startera. Kolejno chłopak odwiedził gabinet dyrektora i szefa działu akademickiego. Oni również potwierdzili, że dla Murray State jest kimś wyjątkowym, brakowało jedynie czerwonego dywanu.

Obyło się bez scen rodem z “He got a Game” by przekonać Moranta do wyboru tej właśnie szkoły… cóż, wiele ofert poza tym nie miał. Zgodnie z obietnicą trenerów otrzymał miejsce w podstawowym składzie, ale grał dopiero trzecie skrzypce w zespole, a jego głównym zadaniem było obsługiwanie podaniami starszych, jak wówczas myślano – bardziej uzdolnionych kolegów.

Ciężko w to dziś uwierzyć, ale w naszym zespole był raczej kołem zapasowym. Nie wiedzieliśmy, że jednego roku dokonana takiego postępu, choć jego etyka pracy i umiejętności dawały pewne nadzieje [Casey Long, asystent trenera w Murray State]

Dobrze znał swoje miejsce, wiedział, że mamy już dwóch zawodników odpowiedzialnych za zdobycze punktowe. Rozumiał kto jest liderami zespołu, dostarczał im więc piłkę i czekał na swój moment [asystent trenera, Tim Kaine]

This is my time

W drugim sezonie gry stado opuściły samce alfa, a przywództwo zostało przekazane w ręce Ja, który odwdzięczył się pierwszym awansem do drugiej rundy March Madness od 2012 roku. Zaliczył także pierwsze triple-double w tych rozgrywkach od sezonu 1983-1984. Nic dziwnego, że cała społeczność miasteczka kibicująca Racers szczerze go pokochała.

Koszykówka była tematem kolejek w sklepach, rozmawiano o niej u fryzjera, nawet w miejscowej eleganckiej kawiarence wisiały plakaty Moranta. W dniu draftu sprzedawano bilety by ceremonię draftu móc obejrzeć na sali, w której JA rozgrywał swoje szkolne mecze. Wszyscy pamiętali jego rekordowe zdobycze, jako plotkę powtarzano, że na treningu zapakował piłkę ponad czwórką graczy, z szacunku dla nich wymawiano głośno tylko numery koszulek. Dla Racers grali wcześniej uznani w NBA zawodnicy, między innymi Popeye Jones, Marcus Brown czy Isaiah Canaan, ale tylko dla Moranta na mecze przyjeżdżali ludzie z odległych miast.

Moja osobowość pasowała do tej uczelni, nie jestem typem z Hollywood, który nosi głowę wysoko. Interakcja z fanami sprawiała mi dużą przyjemność, do dziś staram się utrzymywać z nimi kontakt [Ja Morant]

Trenerzy podkreślali, że nigdy nie słyszeli by mówił – “jestem lepszy od tego zawodnika, należy mi się więcej minut, więcej zagrywek rozpisanych pode mnie”. Jedyny problem jaki sprawiał to notoryczne podkradanie kluczy od siłowni i prowadzenie indywidualnych treningów przed i po lekcjach.

Memphis Grizzlies

Oto znalazł się w mieście Elvisa Presleya, gdzie drużyna koszykarska Memphis Grizzlies na nowo stara się odnaleźć swą tożsamość. Czasy koszykówki pod tytułem Grit&Grind przeszły do historii wraz z transferem Marca Gasola i Mike Conleya. Pierwszy z nich na przestrzeni paru miesięcy został mistrzem NBA oraz mistrzem świata. Drugiemu również marzy się pierścień w nowym klubie z Salt Lake City.

Tymczasem przywitać Moranta przyszli wszyscy istotni dla organizacji ludzie, starając się w bezpośredniej rozmowie potwierdzić swoje założenia. Ich lista mogła wyglądać mniej więcej tak:

  • będzie dobrym partnerem do gry dla Jarena Jacksona Juniora
  • może stać się potencjalną twarzą będącej w przebudowie organizacji
  • nie przeszkadza mu małe miasto i mniejszy rynek medialny

Ja rozwiał wszelkie obawy, mówiąc między innymi:

Nie interesuje mnie gadanie o medialności danego miasta. Chcę najpierw trafić do NBA, wyrobić sobie w niej własną markę i przede wszystkim – zapewnić stawiającej na mnie drużynie zwycięstwa. Owszem, umiem rzucać, ale największą przyjemność sprawiają mi asysty, widzę siebie raczej jako rozgrywającego wpierw myślącego o kolegach z zespołu. Najbardziej dumny jestem z boiskowego IQ [Morant]

No fake idols

W przeciwieństwie do Coby’ego White, o którym pisałem ostatnio, Ja pytany o ulubionych graczy i idoli stwierdził, że nie posiada takowych. Ogląda dużo basketu na wszelkim poziomie, czerpie garściami zagrania różnych koszykarzy, ale swój styl buduje bez wsparcia zewnętrznych autorytetów, wyłączając gadatliwego ojca, rzecz jasna. Potwierdził to w meczu z Brooklynem, gdzie bez pardonu ścigał się w pojedynku strzeleckim z Kyrie Irvingiem, rozgrywając większość kluczowych akcji w czwartej kwarcie i dogrywce, w tym blokując lidera Nets przy ostatnim rzucie regulaminowego czasu gry.

Po czterech meczach jego statystyki wynoszą 17.5 punktów 5 asyst i 3.5 zbiórki. To dokładnie o 17.5 punktów 5 asyst i 3.5 zbiórek więcej niż Zion Williamson, niezwykle promowana jedynka draftu. Spokojnie panowie, nie zjedzcie mnie w komentarzach, to tylko żart, czas rozstrzygnie kogo lepiej zapamiętamy z tegorocznego rocznika kotów NBA.

Morant został pominięty na pewnym etapie kariery, wciąż drzemie w nim silna chęć udowodnienia wszystkim wokół, że wybór z drugim numerem draftu nie był przypadkiem. Już na studiach prosił trenerów by pozwolili mu kryć najlepszych zawodników przeciwnika. Lubił się sprawdzać. NBA to najlepsza możliwa arena do zaprezentowania swojego potencjału.

Zostawiam was z tym cytatem, jakże odmiennym od sztampowej gadki podczas media day:

Szczerze mówiąc, ta cała sytuacja jest dość szalona. Podróż od bycia poza radarem jakiejkolwiek uczelni, do czołówki draftu nie była prosta. Wciąż się do tego przyzwyczajam i równie mocno czekam na nadchodzący czas [Morant]

[Grzesiek]

Ostatnie Wpisy

45 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Zawsze byłem pod wrażeniem tego, że ktoś ma w sobie tyle samozaparcia, by całe dni poświęcać na doskonalenie siebie – mi tego zawsze niestety brakowało. Połączenie pracowitości z chłodną głową i właściwym nastawieniem może wiele zdziałać. Liczę na to, że jeszcze nie raz nas zadziwi.
    Generalnie ten draft wydaje się mega mocny, za kilkanaście lat możemy do niego wracać, jako jednego z najlepszych w historii.

    (20)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Całe życie ciężko pracuje, nie gwiazdorzy, a jego słowa to: “Najbardziej dumny jestem z boiskowego IQ” damn, już jestem fanem. Dzięki Ekipa Gwba

    (11)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Pytanie do Grzegorza
    Jeżeli to nie tajemnica, skąd bierzesz takie informacje na temat danych graczy?
    Na pewno wywiady (dużo ich przeglądasz?), informacje w na innych stronach? Coś jeszcze do tego dochodzi i ogólnie taki art ile Ci schodzi?
    No i świetna robota, przyjemnie się czyta przyjemną historie

    Pytanie do innych
    Jak widzicie Memphis Grizzlies w najbliższych latach? Czemu Iggy nie gra?

    (8)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł .
    Historie młodych kotów inspirują mnie najbardziej . W przypadku zmiany branży na nową czy nauke nowych umiejętności kazdy z nas jest młodym kotem . Wspaniale sie czyta o tych najlepszych .
    Dziekuke !

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Kurcze, przedwczoraj pisalem o tym ze Coby White to moj ulubiony Rookie tegorocznego draftu – po przeczytaniu tego artykulu zrozumialem jak duzo nie wiedzialem o Ja i jak fajnym jest gosciem!

    Szacun – #JestemFanem

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Super tekst, również czuje się zachęcony do głębszego śledzenia jego dalszej kariery, Memphis wygląda naprawdę ciekawie. Dzięki!

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    “Wskaźnik asyst wzrósł o niemal 4 na mecz, z 6.3 na okrągłe 9.0.”

    W matematykę to tu tak ktoś średnio xD
    Jak na moje to jest wzrost o 2.7, czyli niemal 3, a nie 4

    (12)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    jego gra robi wrazenie juz na tym etapie
    nie byl hypowany jak Zion i to na dobre mu tylko wyjdzie.

    Brzmi rozsadnie wiec jest szansa ze nie przepadnie bo mu sie w glowie przewroci

    (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Z racji, ze bardzo mocno mu kibicuje (gdzieś tam w się z Nim utożsamiam) to napisze coś dodatkowego.
    Pełne imie i nazwisko to Temetrius Jamel Morant.
    Swojego czasu jak zerkałem na stronki przedstawiające debiutantów Morant był nawet sygnowany przez chwile na numer jeden draftu przed Williamsem.
    Warto zauważyć, ze pomimo, ze daje o sobie znać poprzez emocje i liderowanie na boisku to jednak nie potrzebuje poklasku i fleszy to ciekawe połączenie. Wielka kariera przed Nim. Widać na meczach świetna prace nóg i to, ze jest lekki tez mu to bardzo pomaga. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby go zaproszono na Slam Dunk Contest

    (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Fantastyczny artykuł, mam wrażenie że w Ja drzemie trochę mentalności G&G, z której słynęli Grizzlies z początku dekady.
    Przed Grizz wielka przyszłość z nim i JJem u sterów, ważny jest teraz ich spokojny rozwój.

    (0)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Super fajny zawodnik. Ten Barret z Knicks też się fajnie zapowiada, taki był hype na Ziona A sie okaze że Knicks mieli szczęście, że nie wylosowali 1.

    (0)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo fajny zawodnik, w mieście Elvisa moga miec z niego ucieche. No i gada rozsadnie jak na takiego młodziaka.
    Ogólnie ciekawi mnie caly ten rocznik draftu. Bo chłopaki prezentuja sie puki co na prawdę nieźle. Czekac tylko na Ziona co pokaże.

    (0)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    to chyba najmocniejsza grupa młodych na przestrzeni ostatnich lat . świetnie prezentuje się MORAT , HERRO NUNN, PJ WASCHINGTON ,WHITE .Morata się świetnie ogląda

    (-1)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawy zawodnik. Miło by było, jakby więcej talentów nie zwracało uwagi na blask fleszy i zasilało małe rynki. W ostatnich sezonach zespoły typu NYK czy LAL kiepsko sobie radziły, co było bardzo miłe.

    (0)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    “Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości.” Morant wydaje się skrojony pod potrzeby i kulturę Grizzlies. Zaciąg olbrzymich talentów na pozycji PG trwa w najlepsze.

    (2)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Też coś postanowiłem napisać na fazie by podbić komentarze – wejście Moranta, gdy po locie w trumnie kończy prawą ręką (vs Brooklyn) – miodzio!

    (0)

Gwiazdy Basketu