fbpx

Role players: najlepsi “zadaniowcy” w branży NBA

33

Jestem przekonany, że każdy z nas spotkał się z następującą sytuacją. Postanawiacie zagrać sobie mecz w dowolnej dyscyplinie czy to na lekcji WF czy na dworze czy w wynajętej wraz z grupą znajomych sali. Znacie się na tyle, że dobrze wiadomo, kto jest gwiazdą w tej rozgrywce, kto średniakiem, a kto po prostu zapewnia fajną atmosferę. Przychodzi taki moment, kiedy wybieracie zespoły, atmosfera się zagęszcza, ty jesteś kapitanem więc na twoich barkach spoczywa odpowiedzialność za skład. Najpierw wybierasz najlepszych, ale nie takich, którzy by ci potencjalnie odebrali splendor. Oczywiście liczy się wynik, ale jeszcze ważniejsze jest własne samopoczucie. Niech każdy ma swoje zadania: ten do zbiórek, ten do rzucania trójek (jak mu podam), ten do biegania do przodu, ten do obrony, piłka będzie ze mną.

Tak w uproszczeniu wygląda proces budowania zespołów. Sztaby klubów koszykarskich na całym świecie rządzone są przez ludzi. Ostatecznie decyduje jednostka. Ze wszystkimi swoimi przeszłymi doświadczeniami, uprzedzeniami, wizją gry. Z dostępnych na rynku zasobów lepią zespoły. Jeden lubi nisko i szybko, drugi wysoko i wolno. Trzeci gra pod koszem, czwarty rzuca z ośmiu metrów, piąty kryje trzy pozycje, szósty ma pierwszy krok nie do zatrzymania, siódmy za to żelazne zdrowie, ósmy to walczak, słucha poleceń, dziewiąty rozkwita pod presją, dziesiąty gaśnie, ale za to wielu błędów nie popełnia i koszykarskie IQ ma dobre.

Koniec końców podział jest prosty: gwiazda, ewentualnie druga gwiazda oraz gracze od zadań specjalnych, czyli “zadaniowcy”. Specjaliści w danym aspekcie rzemiosła. Gwarantujący profesjonalizm i pokorne przyjmujący swą rolę w ekipie. Niniejszy tekst dedykuję właśnie role-playerom. Oto mój własny, subiektywny ranking najlepszych “zadaniowców” równie subiektywnie podzielonych na kilka kategorii. Ciekawi mnie czy zgadniecie o kim mowa (odpowiedzi w kolejnej zakładce).

1. Zdobywanie punktów

W tej kategorii zwycięzca mógł być tylko jeden. 185 centymetrowy shooter. Arystokrata wśród rezerwowych. Ponad 964 rozegrane spotkania w tylko 114 jako starter. Czy z własnej woli ? Jak sam mówi, nikt z nim nie ustalał takiej roli w zespole ale akceptuje ją jako profesjonalista. Jego wysoko energetyczne zmiany od wielu lat procentują w postaci dużych wolumenów punktowych. Gdzie się nie pojawia, jego wybitna plastyka ruchów połączona z techniką dostarczają średnio 15 punktów w meczu. Gracz niesamowity na atakowanej połowie, na przestrzeni dwóch kwart spędzonych na parkiecie potrafi dostarczyć 30 punktów i/lub wygrać mecz w wyrównanej końcówce. Minusy to stosunkowe wątłe ciało, niskie defensywne IQ oraz naturalna niechęć do kontaktu fizycznego. Ma 33 lata, ale w bieżącym zespole jest ofensywnie niezbędny.

2. Obrona i pomoc defensywna

W tej niewdzięcznej roli “obsadzam” zawodnika, który wiele w swej karierze za oceanem przeszedł, zanim został użyteczną, a przynajmniej docenioną postacią w zespole NBA. Do draftu zgłosił się w dość późnym wieku, miał już 21 lat. W drugiej rundzie wybrali go Toronto Raptors. Niestety jego ekipa nie widziała w nim wielkich perspektyw rozwojowych więc trochę mu zeszło na tułaczce po G-League a 5-minutowymi epizodami w najlepszej ligi świata. Wreszcie zwolnili go z obowiązku pracy.

Nie było sensu się mazać ani próbować na siłę. Występował w lidze greckiej, w Izraelu czy u naszych wschodnich sąsiadów na Ukrainie. W sumie pięć lat strawiły wojaże po Starym Kontynencie, ale nauka nie poszła na marne. Okrzepł, ograł się, nabrał doświadczenia. W 2012 roku rękę wyciągnęli po niego Phoenix Suns pragnący uzupełnić skład o wszechstronnego defensora. Początkowo występował jako stoper na pozycji SG gnębiąc najgroźniejszych strzelców przeciwnika. Przy okazji sam coraz lepiej mierzył zza łuku, głównie ze stacjonarnych pozycji, ale zawsze.

W 2017 roku podpisał wart 32 miliony dolarów kontrakt z Houston Rockets, którzy widzieli w nim silne skrzydło. Ma 34 lat na karku, ale nieustannie gra grube minuty w wyjściowym składzie. Rokrocznie pojawia się w ligowej czołówce zawodników najlepiej broniących linię 7.24 metra oraz wymuszających szarże przeciwnika. W rzutach z rogów parkietu zalicza średnio 43% skuteczności!

3. Zarządzanie grą, przywództwo  drugiego składu

Długa nazwa pokazuje tylko jak szerokie wymagania stawia się playmakerom drugiego składu. Spokojny i wyważony profesjonalista kontrolujący tempo meczu kozłem, podaniem i rzutem. Potrafi wykreować pozycję rzutową, nieźle broni, dokłada solidną skuteczność zza łuku. Nauki bycia rozgrywającym pobierał w San Antonio pod czujnym okiem reżimu treningowego Gregga Popovicha. Trzy pierwsze lata spędzone w Ostrogach stworzyły więcej niż solidnego gracza, który po przenosinach na Wschód rokrocznie walczył o wysokie miejsca w playoffs. Pięknie też się zestarzał, transformacja z etatowego startera na światowej klasy “zadaniowca” przyszła naturalnie. W obecnym klubie pełni rolę drugiego rozgrywającego. W ciągu 21 minut spędzanych na parkiecie dostarcza średnio 10 punktów 3 asysty i 3 zbiórki na bajecznej skuteczności 56/53/84. Świeci przykładem dla młodszych kolegów i nie jest bez szans na mistrzowski pierścień w tym roku. Byłby to pierwszy w jego karierze.

4. Rim Protection

Rewolucja stylu uprawiania koszykówki na przestrzeni ostatnich lat spowodowała zmianę taktyki wielu zespołów. Coraz rzadziej kluby opierają swoją grę na podkoszowych, cumujących na kotwicy pod samym koszem i poruszających wyłącznie w obrębie pomalowanego.

Przeniesienie ciężaru gatunkowego na łuk złamało wiele wspaniałych karier podkoszowych bangerów, a przynajmniej zakończyło je przedwcześnie. Większość nie nadążyła za zmianą lub po prostu zignorowała przesłanki o niechybnej przemianie. Joakim Noah, Timofey Mozgov, Andray Blatche, Kenneth Feried, Greg Monroe czy Marcin Gortat to tylko czubeczek góry lodowej. Rzecz jasna na każdym nieszczęściu ktoś zyskuje: Al Horford, Domantas Sabonis, Brook Lopez, Aron Baynes czy Derick Favors – ci panowie pracowali nad swoim warsztatem by wciąż pasować do nowych standardów.

Nasz bohater do NBA przyszedł w 2010 roku, wybrany przez New Jersey Nets w pierwszej rundzie i to z wysokim, trzecim numerem. Początki kariery to bardzo solidna gra na pozycji PF, gdzie dał się poznać z dobrej strony jako obrońca o szybkich nogach, potrafiący dobrze zbierać i szybko uruchamiać podaniem kontrataki. Lwią część kariery spędził w Salt Lake City jako etatowy starter ze średnimi 12.6 punktów 7.5 zbiórek 1.7 bloków. Potem stało się jasne, że lepiej pasuje na środek. Długo szukał nowego klubu, a dziś znów jest na liście transferowej. Idę o zakład, że jego nazwisko znajduje się na liście życzeń 95% zespołów mających widoki by powalczyć w playoffs oraz potrzebujący potężniejszego podkoszowego (np. Boston Celtics). To pokazuje jaką renomą cieszy się ten gracz.

5. Rzuty trzypunktowe

Nie potrafisz rzucać, nie istniejesz w dzisiejszej NBA. Jak ważny jest spacing i kompetencje strzeleckie dobitnie pokazały zeszłoroczne Finały w których pozbawione strzelców Golden State została fizycznie zdmuchnięta przez Toronto Raptors. Innym przykładem z trochę bardziej odległej historii jest legendarna trójka Raya Allena dająca zwycięstwo Miami Heat na 5 sekund przed końcem Game 6. Toć obsługa hali już wyciągała maszynę do konfetti by wręczyć San Antonio mistrzowski tytuł, pamiętacie czy nie?

Mój “zadaniowiec” ma więc automatyczny nadgarstek oraz chłodną głowę. Jedenastu numer draftu, wybrany przez Orlando, lata świetlne temu. Wiele lat pracował na zaufanie trenerów i wykuwał formę. Grał w Finałach, był trzy mecze od pierścienia. Kolejnym etapem w jego karierze był awans na startera, ale to po przenosinach do Los Angeles Clippers, którzy potrzebowali by wykreował nieco przestrzeni do pracy dla dwójki swych atletów pod koszem. W średnim czasie 30 minut osiągał 16 punktów na skuteczności 46/44/89%. Rokrocznie grał w playoffs. Kolejnym przystankiem w jego karierze byli przebudowywani Sixers. Skusili go do przeprowadzki super wypłatą i obietnicą dużej ekspozycji w rozkwitającym, młodym zespole. Wyszło średnio, niekompatybilność i wewnętrzne tarcia doprowadziły do rozłamu. Dziś reprezentuje barwy Pelicans i jak możecie się domyśleć, niczego nie stracił ze swej produktywności. Mając 34 lata jest wciąż niezwykle niewdzięczny do krycia, wytrzymały, wiecznie w ruchu i cwaniacko uwalniający się zasłoną od obrońcy.

Podsumowując

Wiecie, pokuszę się o stwierdzenie, że “zadaniowcy” są równie ważnym elementem zespołu co 1-2 najbardziej utalentowane gwiazdy. To oni sprawiają, że gwiazdy mogą błyszczeć pełnym blaskiem, a maszyna zwycięstw pracuje bez zacinania i przestojów. Szanujmy ich, bo kawał brudnej roboty wykonują.

[Autorem pomysłu i większości tekstu jest czytelnik Michał P]

A teraz zgadnijcie o kim była mowa:

ZOBACZ ODPOWIEDZI >>

1 2

Ostatnie Wpisy

33 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    3/5, Favors i Hill nie do odgadnięcia dla mnie bez szperania w sieci. Fajny artykuł, nie tylko do przeczytania, ale w jakiś sposób zmuszający do zastanowienia się. Oby tak dalej 🙂

    (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    fajny art 5/5, ale mi brakuje jeszcze jednego typu gracza to jest energizer jak np Harrell, kiedys Faried czy teraz nawet Holmes. Raczej wysoki ktory biega i skacze we wszystkie strony. Javal dzieki takiej roli odbudowal sie w NBA w GSW oczywiscie.

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    5/5. Małe zawahanie przy Favorsie bo został wymieniony nieco wyżej we własnym akapicie, ale fakt że lwią część kariery spędził w Utah był zbyt jednoznaczny 😛

    (11)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    3/5 akurat dla mnie J. J. nie byl trudny, bo pamietam jak gral dla Orlando (tak istnieja tak starzy ludzie 😎).
    Artykul na 5-, bo brakuje kategorii sixth man for sixthmans czyli ludzi typu Iguodala czyli taki troche combo od wszystkiego i potrafi wniesc spokoj i inteligencje. Inni w tej kategorii to np. Ray Allen, Patrick Beverley, Toni Kukoc, Lamar Odom.
    A alternatywna piatka pasujaca do argumentow autora:
    Ray Allen
    Lamar Odom
    Patty Mills/ FVV
    Ben Wallace/S. Adams
    Rick Fox

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Odnośnie wstepu i wybierania skladu moje zdanie troche rozni sie od autora, bo na poczatku zawsze wybiera sie “duzego”, bo ich zawsze brakuje…gwiazd jest za to pod dostatkiem😉

    (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajnie napisane, dziękuję, ale Panie redaktorze to GWBA, tu są maniacy, 5/5 nawet nie zaglądam na strone z odpowiedziami. Tylko przy Hillu musiałem się “sekundę” zastanowić. Miałem nadzieję na artykuł z mniej docenianymi lub rzadziej wspominanymi rolsami. Tj. Thadeus Young, Danny Green, Mike Scott, Joe Harris, Marvin Williams, Matthew Dellavedova, Maxi Kleber czy Will Barton. Tę piątkę wiekszość zna na wylot, bo często jest tu o nich pisane.

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Spoko wszystko….ale Smarta brak,..w tym sezonie Dennis Rozrabiaka z OKC, od wielu sezonów Korver, D. Rose hehe, ..fajnie grał wiele lat Ariza, DJ .Augustin, T.Gibson, …ale najlepszy Lue Will i Andre no i swój dobry czas miał Eric Gordon.

    (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Księciunio Iguodala. Uniósł sie honorem i nie gra dla Memphis- przez to nie trawię rego gościa. Pewnie teraz pluje sobie w brode jak widzi jaki team urósł u boku Ja Moranta.
    A dla pana druga runda max Chrisa Paula szacun za to ze gra i pokazuje kawal swietnej koszykowki w OKC.

    (-1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    fajny art 5/5, ale mi brakuje jeszcze jednego typu gracza to jest energizer jak np Harrell, kiedys Faried czy teraz nawet Holmes. Raczej wysoki ktory biega i skacze we wszystkie strony. Javal dzieki takiej roli odbudowal sie w NBA w GSW oczywiscie

    (0)

Gwiazdy Basketu