NBA Finals 2026: dwunasta z rzędu wygrana Knicks | pan kapitan Jalen Brunson

14

Witamy w serii finałowej, spieszę donieść, że ósmy rok z rzędu mistrzem NBA będzie ktoś inny. Powtórek nie ma, to nie są czasy koszykarskich dynastii, świat za szybko się zmienia, leci do przodu, choć San Antonio Spurs pewnie chcieliby zadać kłam temu twierdzeniu. Mówi się o tym, że zdominują ligę na lata. Są młodzi, dynamiczni i głodni sukcesów. Ich średnia wieku to 25 lat, ale kluczowym postaciom bliżej do średniej 22 czy 23 lat.

Hej! To pierwszy tego rodzaju przypadek by do NBA Finals przedostała się drużyna, której dwaj czołowi strzelcy (w tym wypadku Wembanyama i Castle) mieli po 22 lub mniej lat. No i właśnie… nadal nie wiem co o tym wszystkim myśleć, awans Spurs do rundy finałowej w dalszym ciągu uważam za pewnego rodzaju anomalię, z którą trudno mi się pogodzić. Tłumaczę to kontuzjami dotychczasowych rywali, ale nie wiem czy nie popełniam błędu. 

Czy odrzucamy całkowicie element „doświadczenia”? Nie jest już potrzebny do osiągania najwyższych sukcesów? Można w pierwszych rozgrywanych playoffs przejść cztery rundy i pokazać wszystkim palec środkowy? Owszem, macie rację, rookie Magic Johnson wziął na plecy Los Angeles Lakers w finałach, gdy kontuzji doznał Kareem Abdul Jabbar, ale to było prawie pięćdziesiąt lat temu, to były inne czasy, tego nie można w ogóle porównywać.

Przyjmuję do wiadomości, że w dzisiejszym baskecie liczy się talent, warunki, dopasowanie, wizja, mądra praca sztabu kadrowo-szkoleniowego, a przede wszystkim liczy się zdrowie. Liczą się silne nogi gotowe do walki na śmierć i życie co drugi dzień i tak przez miesiąc z okładem. Przy tego rodzaju intensywności zdarza się, że doświadczenie klęka przed młodością. Oczywiście, ale to nie wszystko. 

Z tego co mi wiadomo, mężczyzna osiąga swe fizyczne maksimum, swój fizyczny „prime” w okolicach 26-28 roku życia. Zmieniło się coś w tej materii?  Nie? No więc jak te chłopaki, co to jeszcze piwa sobie w Stanach kupić nie mogą, nie w pełni jeszcze wykształcone: siłowo, wydolnościowo i technicznie chcą już tu i teraz zabrać dla siebie pas mistrzowski NBA? 

Ostatnią „twierdzą” tychże teorii są New York Knicks. Ostatnim razem w NBA Finals grali zanim pierwsza piątka Spurs w ogóle przyszła na świat. Najważniejsza różnica jest taka, że kluczowi gracze Knicks zdążyli już „życia posmakować”, włącznie z niepowodzeniami i całą masą upokorzeń gdzieś po drodze. Oni stawkę tej rywalizacji muszą rozumieć pełniej. Dla panów Brunsona (29) Townsa (30) Harta (31) Bridgesa (29) Anunoby (29) Clarksona (34) Alvarado (28) McBride’a (26) Robinsona (28) i Shameta (29) już czasu nie ma. Oni lepsi już nigdy nie będą. Oni mogą już przed podobną szansą nigdy nie stanąć.

Jesteśmy na hali Frost Bank Center w Teksasie, trybuny poprzebierane są sektorami w barwy zespołu: różowe, seledynowe, miodowe. Atmosfera podniesiona, bardzo są pobudzeni na starcie gospodarze, jakby nawąchali się soli trzeźwiących czy co tam jeszcze. I oto niespodzianka: podczas prezentacji pierwszej piątki Knicks, z głośników dobiega muzyka dla dzieci, jakaś Świnka Peppa, Kicia Kocia czy inne domowe przedszkole. Spurs znani są z tego rodzaju „nieszkodliwych” numerów. Oby się zaraz nie doigrali, goście miny mają raczej poważne.

Spurs to nie są grzeczni chłopcy, to łobuzy jak każdy inny zespół walczący o najwyższe laury. Gdy sędzia nie będzie patrzył pod bok chwycą i uszczypną, a co żeście myśleli? O ile pamiętam koszykówka to wciąż sport kontaktowy, a warunkiem koniecznym do zwycięstwa jest odebrać nerwy przeciwnikowi, wtedy jest twój… 

Pierwsze piątki znane, zmian nie widzę. Sędzią głównym jest Scott Foster, najbardziej zaufany człowiek komisarza Adama Silvera. Wszystko jest już chyba gotowe, a Wy jesteście gotowi? 

Knicks 105 Spurs 95 [1-0]

No i co Wy na to? Knicks skradli właśnie przewagę parkietu, to ich dwunasta z rzędu wiktoria w tych playoffs! 

Kto jest lepszym zespołem? Nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Obie strony fatalnie pudłowały rzuty (22/79 zza łuku) nie podobało mi się ustawienie San Antonio ani decyzje trenera Mitcha Johnsona. Uważam, że SAS nie zagrali na miarę swoich możliwości w zdecydowanie większym stopniu, aniżeli Nowojorczycy. O tym za chwilę.

Czy była dramaturgia w tym meczu? Sami się przekonajcie: 

-> Spurs w połowie III kwarty prowadzili trzynastoma punktami
-> Knicks w połowie IV kwarty prowadzili ośmioma punktami
-> Spurs przypuścili szarżę 9:0
-> Knicks zamknęli mecz serią 11:0

I need a hero!

Na dwie minuty przed końcem gospodarze prowadzili jednym. Knicks spudłowali siedem rzutów z rzędu i robiło się gorąco. Trybuny ożyły i trzeba było śmiałka, który wyszedłby przed szereg. I need a hero – jak śpiewała babcia Bonnie Tyler. Co więc zadziało się na parkiecie? 

Jalen Brunson penetruje, widzi zbiegających obrońców, podaje do rogu, piłka jak po sznurku przechodzi na szczyt parkietu. Anunoby pudłuje, ale Brunson zbija odbitą od obręczy piłkę do Bridgesa, schodzi do rogu, Bridges przytomnie podaje, są trzy punkty.

Wembanyama gra dribble handoff z Foxem, nikt do niego nie doskakuje, boją się zostawić strzelców bez kurateli. Fox oddaje podręcznikowy, treningowy, otwarty rzut z wyskoku, z czterech metrów, na wprost kosza. Lepszej pozycji w koszykówce po prostu nie ma. Piłka odbija się od korzenia. Zbiórka należy do Josha Harta, który choć na tle niektórych wydaje się koszykarskim wyrobnikiem, jest być może najbardziej wartościową postacią tego meczu: 3 punkty 15 zbiórek 6 asyst 4 przechwyty 1 blok +22 wskaźnika plus/minus. Rozumiecie coś z tego? 

Kolejna akcja, Brunson przepala celne sekundy, trener nakazuje podwojenie, do piłki wybiega Bridges, Fox lisią rękę wkłada mu w łapy przy rzucie i są z tego dwa (celne) rzuty wolne. Wemby snuje się po placu, jest całkowicie wypluty z energii. Nie wiem co on próbuje, chce grać jeden na jeden akcję zaczynając na kozłem na łuku, na dodatek na 45 stopniach? Taki crossover zrobił, że sam sobie zakozłował w stopę, piłkę przejmuje (no jak myślicie kto?) wszędobylski Hart i grzecznie oddaje Brunsonowi.

Mijają kolejne sekundy, kapitan gości nie chce zasłony, przeprowadza być może najpiękniejszą akcję w swej zawodowej karierze. Trafia czyściutko wyprowadzając zespół na sześć oczek prowadzenia. Coś nieprawdopodobnego! TRZYDZIEŚCI punktów, w tym trzynaście w czwartej kwarcie. 

 

Spurs już się z tego nie podniosą, Wembanyama pudłuje za trzy, Anunoby jest faulowany przy zbiórce. Nie widziałem ani jednego słowa krytyki pod adresem Francuza, który końcówkę po prostu zawalił. Sami widzicie, że na niego jeszcze przyjdzie czas. To jeszcze nie jest etap, w którym wymagamy od niego doskonałości w działaniu. Na razie jest dryblasem w krótkich spodenkach, który stoi na wiadukcie i pluje na przejeżdżające pod nim auta.

Jak mówię, nie podobało mi się ustawienie Spurs. Wemby sam nie wiedział chyba co ma robić, gdzie iść i jak atakować. Parę razy wchodzi na siłę w pole trzech sekund, próbował wymuszać faule, całe ciało teatralnie wyginał w tył i pudłował. W sumie zaliczył aż piętnaście niecelnych prób i sześć strat. Niczym absolutnie nie zaskoczył, na odwrót, sam wydawał się zaskoczony siłą Townsa, Robinsona i Anunoby kryjących go naprzemiennie. Uwaga: Wembanyama naprzeciw kryjącego go Townsa zaliczył… 2/12 z gry!

Wemby zagrał za MIĘKKO! Nie siedziały jemu i kolegom dalekie rzuty, ale wciąż na nie przystawali. De’Aaron Fox zawiódł całkowicie jako strzelec (7 punktów 3/13 z gry) a jeszcze bardziej zawiódł trener trzymając go na placu, ograniczając minuty Dylana Harpera (16 punktów 6/10 z gry). Julian Champagnie, który w pierwszej połowie odpalał pociski samosterujące (5/6 zza łuku) przepadł bez wieści w drugiej. 

Dlaczego tak mało penetrowali obrońcy mając na sobie Brunsona oraz Townsa w drugiej linii? Jak to możliwe, że Knicks w drugiej połowie popełnili tylko JEDNĄ stratę?! 

Na pewno zabrakło też bardzo jakości na atakowanej stronie parkietu gospodarzom. Rozumiem, że McBride ograniczył izolacyjne szaleństwa Harpera oraz przykleili się do Champagnie po pierwszej połowie, ale pomysłowości ofensywnej Spurs nie było. Trafili 9/24 za trójkę w pierwszej połowie, a następnie 0/9 w trzeciej kwarcie. Dlaczego tylko trzy razy zagrali na przykład ten tutaj ciasny Horns Set, który im generował penetrację albo otwarty rzut z rogu? 

Niechże Knicks wygrają tę serię nawet 4-0, ale niechże to wygląda jak NBA Finals, a nie niedzielna szkółka koszykówki, w której uczymy się znajdywać przewagi i rozkładamy siły na pełnym dystansie. To jest najwyższy, możliwy poziom koszykówki, największa z estrad, a Spurs grają momentami jak uczniowie. 

Dlaczego i po co Wembanyama przez większość meczu krył Townsa? Musiał go respektować jako strzelca, parę razy dał się minąć na szczycie parkietu, a przede wszystkim, umożliwił Townsowi grę podaniem ze szczytu oraz uwolniona została przestrzeń za jego plecami. Sami zobaczcie: 

Trener gospodarzy bardzo ułatwiał im sprawę momentami, ale Knicks wygrali ten mecz przede wszystkim wjazdami pod kosz, ofensywną zbiórką i przewagą siłową. Brunson w izolacjach świetny, oczywiście. To jest niezmienne. 

Co mi się podobało?

Bardzo ciekawy fragment mamy tutaj, nie mówię o fartownej trójce McBride, który trafia o tablicę z zerowego kąta, ale przypatrzcie się jak Spurs pre-switchują, zamieniają krycie, aby zostawić Wemby’ego blisko kosza oraz jak Knicks operują piłką szukając luk, błędów czy spóźnienia obrony: 

Przejmowanie zasłon. Oczywiście, że KAT mógłby się bardziej energicznie ruszać po zasłonie i wykorzystać przewagę, która się na moment otwierała. Jednak rotacje defensywne vs wysoki pick and roll, synchronizacja i porozumienie graczy Spurs to wysoka jakość. Zobaczcie:

Zobaczcie jak Knicks rozczytali akcję rywali w końcówce = wysokiej klasy komunikacja między zawodnikami. Spurs chcieli zagrać tzw. Pistol, ale tego też nie dociągnęli, bo nie są jeszcze na tym poziomie organizacyjnym. Nastąpiło błyskawiczne przekazanie i było po temacie. Brak strzeleckiej pewności Foxa także widoczny jak na dłoni. Rozumiem, że chcieli trójki, ale to po prostu nie był dzień liska. 

Na koniec jeszcze siłowanie i przewaga fizyczna Knicks pod koszem. Zobaczcie jaka fajna współpraca Brunsona z Robinsonem. Trenowali to, widać jak na dłoni. Zdecydowanie nie jestem fanem, aby Wembanyama krył centra i chodził do zasłon na szczycie, a na to niestety nadziali się Spurs. Przy okazji wielkim walorem Brusona jako gracza ofensywnego jest jego poruszenie się kozłem w ciasnej przestrzeni. 

No dobrze, a co Wy widzieliście? Czy pierwszy mecz spełnił Wasze oczekiwania i zaspokoił apetyty? Dajcie znać. Myślicie, że Spurs po raz kolejny wyciągną błyskawiczne wnioski i rozgromią NYK w drugim meczu? Sami widzicie ile niedociągnięć pokazali. Jestem ciekaw co powiecie. Patronami odcinka są Kuba Jankowski, Filip Chmielewicz, Nieora Mateusz oraz Popiel 23, dziękuję i do przeczytania. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Karl Anthony Towns- jaki to jest dziki talent, nagle zaczyna podawać jak Jokić, a w tym meczu świetnie bronił, przez co San Antonio długo prowadzili, ale nie odjechali z wynikiem.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      80% wjazdów pod kosz NYK kończyło się zawrotką jak tylko Wemby pojawia się na horyzoncie, nawet dzik OG grał jak sparaliżowany przez pierwsze 3 kwarty. Sama obecność aliena odstrasza graczy, jak Wemby schodzi na ławkę zaczyna się run NYK.
      Let’s go Knicks!

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Spotkałem się z opinią, że Knicks wygrali i to pomimo że to nie było ich najlepsze spotkanie, co ma oznaczać, że mają jeszcze spory margines błędu. Panie adminie czy jest w tym prawda?

    (4)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      obie strony zagrały poniżej możliwości, ale Spurs mają znacznie więcej do naprawy, dalej nie wiem kto zdobędzie tytuł

      (5)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Zgadzam sie z autorem. Wemby wgladal na wystraszonego sila podkoszowcyh Knicks. Brakuje kilogramow francuzowi w tych pojedynkach. Czekam na odpowiedz w meczu numer 2. Go Knicks

    (7)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Powiem tak jest dobrze a w sobotę może być jeszcze lepiej:)))
    drżałem w trzech momentach
    Q1 gdy było blisko kontuzji Brunsona start Q3 a tu 22 do 6 w rzutach wolnych dla gospodarzy
    Q4 Kosmita pali za 3 i robi się duszno nawet na Grenlandii.
    Jedyne czego się obawiam to drukowanie gwizdkami dla gospodarzy.

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    „Tłumaczę to kontuzjami dotychczasowych rywali, ale nie wiem czy nie popełniam błędu. ”

    Spurs też swoje kontuzje mieli, a Fox cały czas gra z kontuzją, bo aż tak słaby chyba nie jest. Wemby się w końcówce nie popisał, ale we fragmencie, w którym Spurs doszli na punkt to on „przejął” mecz. Fox za to miał być „close rem” Spurs, a zamknął mecz dla Knicks. Defensywnie nie ma się Spurs co czepiać, Wemby oddał trochę łatwych punktów KATowi, ale zatrzymanie Knicks na 105 punktach to dobry wynik. Problemem jest cały czas ofensywa Spurs, która jest mało zbilansowana. W pierwszej połowie jeszcze jakoś to wyglądało jak przy wjazdach i rolowaniu Wemby’ego otwierały się trójki, a Harper wjeżdżał pod kosz jak chciał i korzystał na tym między innymi Champagnie, ale już w drugiej jak Knicks odpuścili Castle’a/Foxa, a ci ledwo trafiali w obręcz to innego pomysłu na grę Spurs za bardzo nie mieli, a Wemby o ile do jego trójek nie ma się co czepiać, bo rzuca je na dobrym procencie i otwiera przestrzeń dla Castle/Foxa/Harpera tak akcje, w których zaczyna kozłować za linią 3 punktów w playoffach nie mają racji bytu, bo nie dość, że sporo z tego strat to dodatkowo jak odbija się do obrońcy to nie ma już czasu na nową akcję i kończy się to wymuszonymi rzutami. Ofensywa Spurs zadecyduje kto wygra tę serię.

    PS
    Może w końcu czas zacząć cenić Townsa jako obrońcę i przestać nazywać go „miękkim” przy każdej okazji, bo poza głupimi faulami to jeden na jeden naprawdę daje radę i nie trzeba go chować w obronie.

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    „który stoi na wiadukcie i pluje na przejeżdżające pod nim auta” – czyżby doświadczenie z własnej autopsji panie admin? Żenła

    (0)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      No i widzisz teraz dlaczego mnie nie interesuje co masz do powiedzenia?
      Nie dość, że jesteś chamski w każdym, kolejnym komentarzu ani nie wnosisz wartości (merytorycznej czy humorystycznej) to jeszcze nie umiesz pisać po polsku. Co to jest 'własna autopsja’ głąbie kapuściany?

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Najsłabsze ogniwo Spurs to jest niestety… tener. Pierwsze trzy kwarty powinni jechać w ataku non stop na Brunsona albo Gapcia. Facet im pozwolił na żywioł bo podstępnie wynik był korzystny. To się potem zemściło. NYK trzeba systematycznie i konsekwentnie zamordować drenujące z energii i puli faulów. I z nerwów.

    (0)
  8. Array ( )
    wierny czytelnik 4 czerwca, 2026 at 21:15
    Odpowiedz

    Niestety uważam, że poziom meczu nie był najwyższy i to mnie trochę złości. Knicks boją się Wemby’ego, z wyjątkiem, co trochę śmieszne, 40 cm niższego JB. ostatecznie mecz kończy się izolacjami, co z jednej strony rozumiem, z drugiej przeciąga przewagę w kierunku Knicks.
    Natomiast nie wierzę, że kolejne mecze będą tak marne pod względem skuteczności, kurde, w końcu to NBA Finals!
    Panie Bartku, czy mogę prosić w następnym artykule o analizę taką bardziej statystyczną meczu?
    POzdrawiam

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu