Rick Carlisle wtedy i dziś | nieustannie znakomity, absolutnie wybitny szkoleniowiec NBA

Patronami dzisiejszego odcinka są CWCienista, Klepacz Monika, Fiszunio, Przemek Stępski, Piotr Sablik, a także Maciek Kom. Dziękuję za miłe słowa oraz Wasze nieustające wsparcie na przestrzeni lat. Bartek Gajewski
Rick Carlisle na świat przyszedł dawno temu w miasteczku Ogdesburg, blisko granicy z Kanadą. Stan przynależny to Nowy Jork choć z Ogdesburga bliżej jest do Ottawy czy Montrealu, aniżeli centrum Big Apple. Stare dzieje, bo wiek emerytalny Carlisle osiągnął dwa lata temu, a jego pięć sezonów spędzonych w NBA jako zawodnik to umówmy się, zamierzchłe czasy, nikt z nas tego nie widział i nie pamięta, bo i nie ma czego.
W latach 1984-1990 szczupły Ricky biegał jako gracz Celtics, Knicks oraz New Yersey Nets, a jego średnie kariery wyniosły dwa punkty w czasie siedmiu minut spędzanych przeciętnie na parkiecie. Nic specjalnego zatem, dwukrotnie zwalniany z obowiązku świadczenia pracy, pod koniec jeszcze przyplątała się kontuzja barku. I być może właśnie kontuzja odniesiona w czasie obowiązywania kontraktu pozwoliła mu znaleźć właściwe powołanie. Wiecie jak to jest, najlepsze rzeczy w życiu zazwyczaj odkrywa się przez przypadek.
Na początku (1989/1990) był więc „grającym asystentem” a następnie (1990-1994) asystentem trenera w Nets. W tym czasie pracował pod dwoma bardzo doświadczonymi szkoleniowcami, Billem Fitchem (który chwalił go za wybitne rozumienie dynamiki meczu oraz planowanie) oraz Chuckiem Daly (od którego nauczył się przede wszystkim metod dyscyplinowania zespołu oraz budowania relacji). Kolejno pracował pod PJ Carlesimo w Portland, gdzie jego zadania obejmowały: tworzyć ofensywny playbook zespołu, rozwój zawodników oraz skauting.
Od samego początku konikiem Ricka Carlisle był atak, a jego zespoły od zawsze wyróżniały się kreatywnością w tym zakresie. Zaraz postaram się to udowodnić, o ile wena i warsztat pozwolą. Tymczasem, mamy rok 1997, kiedy to z propozycją pracy dzwoni Larry Bird, były kolega z zespołu, który objął właśnie stanowisko głównego trenera w Indiana Pacers i potrzebuje mądrych ludzi wokół siebie.

To właśnie Carlisle jako topowy asystent Birda odpowiadał za koordynację ofensywy ówczesnych Pacers. Znany z detalicznego podejścia i przygotowań do każdego rywala oraz zachowania zimnej krwi podczas meczów, Carlisle przedłużył kariery Reggiego Millera i Marka Jacksona oraz niejako stworzył Jalena Rose’a.
W swym ostatnim sezonie współpracy z Birdem, Pacers doszli do NBA Finals, ale nie dali rady głodnemu duetowi Shaq i Kobe, który po latach nareszcie przebił się przez zachodnią konferencję i rozpoczynał mistrzowską dynastię. Skala talentu nieporównywalna, a mimo to chłopcy urwali Lakers dwa mecze, dwoma punktami przegrali kluczowy czwarty mecz i pięcioma mecz eliminacyjny. Nie było źle, ale nadchodził czas by wreszcie pójść na swoje.
Nowe millenium to początek przygody Carlisle’a jako head coacha:
- najpierw w Detroit (2001-2003)
- kolejno w Indianie (2003-2007)
- potem przeszło dekada w Dallas (2009-2021)
- i z powrotem w Indianapolis (2021 do teraz)
W swym pierwszym roku pracy został okrzyknięty Coach of The Year po tym jak Pistons poprawili bilans o osiemnaście wygranych meczów i awansowali do drugiej rundy playoffs. Drugi sezon to już wizyta w finałach konferencji oraz nieoczekiwanie zwolnienie z powodu konfliktu. Carlisle nie dogadywał się z szefem kadr i legendą klubu Joe Dumarsem. Ten oczekiwał od trenera większej otwartości, szerszej współpracy, chciał opiniować pracę szkoleniowca oraz aby ten był bardziej dostępny dla mediów.
Tu dochodzimy do przedstawienia osobowości Ricka, który od zawsze strzeże dostępu do swej prywatności, bywa krótki, obcesowy, lubi kontrolować każdy niuans gry. Z tego samego powodu wiele lat później będą mieli kosę z Rajonem Rondo w Dallas, być może pamiętacie. Nie ma miękkiej gry, Carlisle postawił na swoim i przyszło mu szukać nowego miejsca. Tak samo jak RR nie zabawił długo w Teksasie, gdzie rozegrał w sumie 46 meczów.
Nie ma tego złego, w tamtym okresie walor Ricka jako trenera był już powszechnie rozpoznawalny w NBA, więc nowych ofert pracy pojawiło się kilka. Wybór padł na Indianę z racji znajomości i gwarancji autonomii pracy. Larry Bird w tamtym czasie pracował już jako kadrowiec Indiany, panowie znali się znakomicie, obopólnie respektując swe zawodowe kompetencje.
Tutaj także nastąpił przełom. Pierwszy rok pracy w Indianie przyniósł poprawę o trzynaście zwycięstw oraz najlepszy w lidze bilans 61-21! Pacers zaliczali trzeci najlepszy rating defensywny i dotarli do finałów konferencji. Kto wie, co przyniósłby kolejny sezon, zespół otworzył sezon wynikiem 7-2 i wówczas wydarzyło się sławetne „Malice at the Palace” czyli awantura, która na dobre rozbiła potencjalnie mistrzowski zespół.
Kluczowi gracze Ron Artest, Stephen Jackson i Jermaine O’Neal zostali wykluczeni na kilkadziesiąt meczów i nikt poważnie o tytule już nie myślał. Mimo wszystko zespół przebił się do playoffs, gdzie pokonał Boston i odpadł w drugiej rundzie.
W kolejnym sezonie na zasłużoną emeryturę odszedł weteran Reggie Miller, a niestabilny psychicznie Ron Artest zażądał transferu… to nie miało prawa się udać. Starzejący się roster oraz dysproporcja jeśli idzie o talent zakończyły pierwszą kadencję Carlisle’a w Indianie.
2008 roku to początek pracy w Dallas. Mark Cuban chciał szkoleniowca zdolnego, o wysokim IQ, z okiem do detali, który potrafiłby poprowadzić, odpowiednio wykorzystać talent super gwiazdy Dirka Nowitzkiego. Carlisle nadawał się idealnie.
Trzy lata później Mavericks sięgnęli po pierwszy i jedyny w historii organizacji tytuł mistrzowski. Carlisle na drodze do pierścienia ograł takich ludzi jak Phil Jackson (4-0) i Erik Spoelstra (4-2). Był to pierwszy rok funkcjonowania GWBA i pamiętam to jak dzisiaj. Mavs zademonstrowali błyskotliwą obronę strefową w NBA Finals. Płynnie i elastycznie rotowali składem, dużą wiarę pokładając w kompetencje weteranów: Jasona Kidda, Jasona Terry’ego, Shawna Mariona i Tysona Chandlera.
To był triumf ostateczny, powszechnie skazywani na pożarcie Mavs (zupełnie jak w tym roku, hehe) pokazali światu, że taktycznym przygotowaniem i współpracą można ograć nawet przeważający talent LeBrona, D-Wade’a, Chrisa Bosha i spółki.
W kolejnych latach za sprawą kwestii budżetowych i rosnących kontraktów nie udało się utrzymać paru kluczowych postaci, ale Carlisle wciąż dowoził playoffs. Znany jako trener, który wyciśnie 50 zwycięstw z zespołu, którego stać na 35 wygranych.
W 2018 roku do klubu dołączył Luka Doncic. Coach szybko poznał się na talencie Słoweńca, przemodelował ofensywę pod mocne strony swej gwiazdy: wysokie pick and rolle, spacing oraz defensywne ukierunkowanie graczy zadaniowych. Dość powiedzieć, że w 2020 roku Dallas prezentowało najbardziej efektywny offense w historii NBA! Ich rating defensywny wyniósł 116.7 punktów – tyle zdobywali w przeliczeniu na sto posiadań. Dziś może nie robi to aż takiego wrażenia, ale w 2020 roku to była rewolucja. Dallas 45% prób rzutowych biło zza łuku, doskonale zbierali oraz popełniali minimalną liczbę strat.

Za szybko było jednak na sukcesy, Luka był za młody, brakło drugiej gwiazdy, współpraca z Kristapsem Porzingisem nie funkcjonowała należycie, a Jalen Brunson dopiero stawiał swe pierwsze kroki w zawodzie. Carlisle zrezygnował w maju 2021 roku po kolejnej porażce w playoffs. Media powoływały się na tarcia z Luką oraz szefem pionu kadr Donnie Nelsonem. Coach argumentował, że zespół potrzebuje „nowego bodźca w szatni”.
Od 2021 roku pracuje z powrotem w Indianie, gdzie wykroił zespół wyjątkowy. Obejmował skład, który wygrał 25 meczów. Kluczowe wówczas nazwiska to Myles Turner, Domantas Sabonis oraz Malcolm Brogdon. Sami spowalniacze gry i semi-gwiazdy hodowane na pustych kaloriach
Wkrótce kolega Litwin wraz ze sprowadzonym Carisem Levertem zostali pchnięci do Sacramento za artystę rozegrania Tyrese’a Haliburtona. Carlise wbił zęby w temat, budował tożsamość, tworzył zalążki nowej drużyny. Drużyny prędkiej, zespołowo grającej, wszechstronnej i niewygodnej dla rywali.

Kolejny sezon również bez rewelacji, bez playoffs, ale o ile przyjemniejszy w odbiorze. Do składu dołączyli Mathurin, Nembhard, Nesmith – wykonawcy nowych założeń, idei gry sprinterskiej, płynnej i do przodu.
I co? Zeszły sezon to wizyta w finałach konferencji, gdzie nie sprostali idącym po mistrzowski tytuł Celtics, ale swoje doświadczenia zebrali. Hali dołączył do grona All-Stars, w okienku transferowym sprowadzono Pascala Siakama, który dopiero miał odbyć z zespołem obóz przygotowawczy. Carlise wycisnął maksa z młodego zespołu i robi to do dzisiaj.
Miniony sezon zasadniczy naznaczony był urazami, mocno przeciętny biorąc pod uwagę aspiracje. Tym niemniej odkąd rozpoczęły się playoffs Pacers są na fali wznoszącej. Zmielili podupadające Milwaukee, pokazali środkowy palec faworyzowanym Cavaliers, zamęczyli Knicks, teraz podejmą OKC Thunder i niech to będzie seria na miarę czasów. Oba zespoły grają piękną koszykówkę opartą o motorykę i przeważający talent swych liderów. Są niezwykle napastliwi, szybcy, oparci na spacingu, znani z tego, że wywierają piekielną presję na całym boisku, to jest zamęczają rywala.
NBA Finals to największy sukces Pacers od 2000 roku. Wówczas w roli asystenta, dziś w jako pierwszy szkoleniowiec. Jaki plan przygotuje na Oklahomę, czym zaskoczy? Trzymamy kciuki panie Rick! The best is yet to come!
Na koniec ciekawostki: wczoraj pisałem, że Sam Presti hobbystycznie gra na pianinie i lubi sadzać z instrumentem młode prospekty draftu. Otóż Rick Carlisle to pianista po szkole muzycznej, który za młodu występował na scenie jazzowej, komponował muzykę, a na długie wyjazdy zdarza mu się zabierać ze sobą keyboard!
Mało kto wie, że Carlisle’a widać na ekranie słynnego filmu „Blue Chips” w którym grali Nick Nolte, Shaquille O’Neal i Penny Hardaway. To było jeszcze za czasów asystenckich w Nets w 1993 roku.
Dziękuję za uwagę, pozdrawiam tych, którzy doczytali do końca. Jeśli interesuje Was jakiś konkretny temat NBA, dajcie znać w komentarzu, jeśli nie, wybór pozostawcie mnie. Dobrego dnia GWBA Familia! B










Wspomniałeś kiedyś Bartek, że dojrzewa w Tobie szerszy tekst charakteryzujący Sochana. Chyba że coś przegapiłem. Pozdro
Tak dojrzewal dojrzewal aż w końcu zgnił i nie będzie o Sochanie
Elegancko
Piękny art. Dzięki 😉
Wiekkie dzięki, Bartek! Wczoraj i dzisiaj czytałem z wielką przyjemnością!
Jakie zmiany widzisz w offseason Lakers?Ilu SF/PF zostanie w zespole?Co z Gabem Vincentem, czy w przyszłym sezonie zagra na miarę Miami czy był to gracz jednego klubu?
Skoro szukasz tematu, to może podobny tekst o szkoleniowcu OKC? Myślę że ta seria to mogą być szachy, bo zespoły bardzo podobne.
Bardzo dobry, niestandardowy artykuł przed finałami, fajnie poznać sylwetki architektów sukcesu. Dziękuję
Świeżo Admin!!! Czekamy na finały!
Znów dzięki Bartek!
„Jeśli interesuje Was jakiś konkretny temat NBA, dajcie znać w komentarzu, jeśli nie, wybór pozostawcie mnie.”
Chat GPT Ci to pisał? 😀
Carlisle i Bird to dublerzy Carreya i Danielsa z Głupi i głupszy. Change my mind.
No stary,szacun za ten i poprzedni art. Nie znoszę jak Ci tu słodzą i schlebiają sle dziś posypuje głowę popiolem. Dobra robota,świetnie się to czytało. Tak trzymaj.
Za takie teksty to ja dziękuję szczerze, jestem ukontentowany 🙂
Thibbs poleciał, odmienił NYK i na zawsze będzie dobrze wspominany przez kibiców, ale chyba wszyscy się zgodzimy że to był oczywisty i konieczny ruch. Pytanie teraz, co dalej, kto na jego miejsce?
Dobry tekst
Dzięki, dobry art.
Dziex za puszczenie mojego hitu wcześniej w komentarzach…co prawda nie w godzinach szczytu 😄ale nie można mieć wszystkiego xd
Różne miewasz artykuły 😉
Ale ten był chyba Twoim najlepszym, jaki czytałem.
REWELACJA!
Dla fana NBA od lat 34 miód na serce..
Na nową okoliczność ułożyłem krótki wierszyk:
Tom Tibudubu, Tom Tibudubu
Nie jest już trenerem
Naszego klubu
Niech żyje nam!
Lubię gościa, jest jak Russell Westbrook – autentycznie zaangażowany. I tak samo jak Russ, nie nadaje się na pierwszą opcję. Mam nadzieję, że to nie koniec jego kariery i że jeszcze pozytywnie się zaznaczy w annałach historii.