centered image

HoopLife 2018: kiedy zobaczymy w NBA kolejnego Polaka

20

Polscy działacze za nimi nie przepadają. Bywa, że towarzyszą im nienawistne spojrzenia gdy pojawią się na hali. Nie raz usłyszeli, że są „złodziejami zawodników”. Najśmieszniejsze jest to, że w znakomitej większości to rodzice albo sami zawodnicy proszą ich o pomoc… Już od kilkunastu lat bracia Mrozik pomagają najbardziej utalentowanej koszykarsko młodzieży w otrzymaniu stypendium sportowego w USA. Rekrutacja trwa cały rok, chętni mogą składać podania w dowolnej chwili, a najlepszym sposobem by dać się „odkryć” jest udział w HoopLife Camp. Generalnie rzecz biorąc „HoopLife” to coraz istotniejsze i coraz lepiej rozpoznawalne hasło na koszykarskiej mapie Polski.

Idę o zakład, że nie znacie historii Pawła Mrozika, czyli starszego brata głównego trenera Akademii HoopLife Aleksandra Mrozika. Paweł to pierwszy w historii polski trener w I dywizji NCAA! Od 2016 roku pracuje na kalifornijskiej politechnice (Cal Poly) a nazwa jego stanowiska brzmi „associate head coach”. Odpowiedzialny jest za organizację ofensywy oraz rekrutację do zespołu. Szkoli także indywidualnie wysokich graczy.

Czy opłaca się wyjeżdżać do szkoły do Stanów?

Bez żartów. Rokrocznie w lidze NCAA pojawiają się studenci z całego świata. Oprócz profesjonalnych metod szkoleniowych otrzymują tu lekcję życia, zdobywają cenne doświadczenie, wykształcenie, międzynarodowe kontakty. Oczywiście wybór samej uczelni jest ważny, nie sztuka wyjechać za ocean by przez 4 lata siedzieć na ławce rezerwowych. Na szczęście szkół w Stanach jest tak wiele, że każdy utalentowany, młody człowiek znajdzie coś dla siebie.

Kiedy zobaczymy w NBA kolejnego Polaka?

Jeden, może dwóch Polaków na dekadę ma papiery na grę w NBA.

Dlaczego tak mało?

Moje osobiste spostrzeżenia: polscy koszykarze słabo grają pod presją i mają problemy z rywalizacją. Jest to problem kulturowy. Według mnie są nadmiernie chronieni w Polsce, najlepsi praktycznie nie mają konkurencji, nie muszą walczyć o minuty, a to spowalnia rozwój. W rozgrywkach młodzieżowych zdarzają się w turniejach finałowych mecze kończone różnicą 40-50 punktów, niedawno widziałem u 13-latków wynik 244:2. Najlepsi zawodnicy w wieku 16-18 lat nie mają w Polsce rywalizacji, a w USA rywalizacja to podstawa szkolenia (…) poza tym umówmy się: znakomita większość naszych najlepszych zawodników to poziom europejski nie NBA.

Poziom europejski, a jak wygląda poziom polski?

… nie ma wielkiej przepaści między przeciętnym poziomem NCAA a polską ekstraklasą.

Zgadzacie się z Pawłem? A jeśli pośród Was są utalentowani młodzi koszykarze, którzy Waszym zdaniem powinni spróbować sił w szkole w USA, pokażcie im ten tekst. Niech czym prędzej kontaktują się z Aleksem Mrozikiem. Wszystkich zainteresowanych grą w basket zapraszamy na letni HoopLife Camp. Baner z linkiem znajdziecie na górze strony.

  • Kraków 1-10 lipca
  • Toruń 12-21 lipca
  • Lublin 23 lipca – 1 sierpnia

Wszystkie trzy turnusy poprowadzi coach Donnie Arey, wieloletni współpracownik NBA oraz campów Michaela Jordana. Powodzenia!

/hooplifecamps.com/camp-2018/

Ostatnie Wpisy

20 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie będzie Polaków w NBA, ponieważ szkolenie młodzieży u nas leży. Skoro mały kraj za miedzą wynalazł takiego Porzingisa, to statystycznie my powinniśmy mieć takich KILKU. Niestety liczby nie działają, bo u nas koszykówka dzieci nikogo nie interesuje. W Katowicach, w szkole sportowej do klasy koszykówki (zaczyna się w 4) trzeba było dobierać dzieciaki wysokie z łapanki, bo nigdy piły nie miały w rękach! Do tego nie oszukujmy się, pierwszym wyborem w Polsce jest nożna, zatem najzdolniejsze dzieci są przechwytywane wcześniej (w nogę treningi zaczynają się praktycznie od 6 roku życia).
    Do tego trenerzy dzieciaków grają o wyniki, wysokie dzieci (które się później rozwijają) przegrywają rywalizację i często szybko rezygnują. Potem w wieku 16 czy 17 lat mamy jednego koło 2 metrów, a reszta 180-190 cm, z przeciętnymi warunkami fizycznymi.
    Do tego, chyba od 7 klasy, łączy się roczniki po 2, zatem najpierw musi dzieciak grać przeciwko o rok starszym. Młodsi pamiętają, że w pewnym wieku, to duża różnica i znowu część rezygnuje, bo przez cały sezon siedzi na ławie.
    Generalnie trenerzy dzieciaków spinają się o wynik, a powinni myśleć o wychowaniu kilku graczy ekstraklasowych (przynajmniej) i zachęcić jak największą ilość młodzieży do uprawiania basketu.

    (58)
    • Array ( )

      Oczywiście, że będą Polacy w NBA. Nie będą oni jednak wychowywani w Polsce, tylko w USA 🙂

      (13)
    • Array ( )

      W Polsce są akademie dla dzieciaków – mini basket academy (od 2 roku życia) we Wrocławiu, poznaniu – do niedawna w Warszawie. W wawie jest jeszcze Big Mike Academy Mike’a Ansleya (ale to od 8-9 roku życia. W Piasecznie mocno rozwijają się Lajkers gdzie frekwencja jest całkiem całkiem, ale generalnie w skali kraju (i porównując do piłki nożnej) to strasznie mało.

      (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Szybkie pytanie: na wielu obozach te „wyjazdy do stanów” wyglądają tak, że obozy wysyłają wiadomości do szkół w stanach, a ci co bardziej uzdolnieni zawodnicy otrzymują informację „Ta szkoła chętnie cię przyjmie do drużyny..”
    Tylko jaki nastolatek polski może pozwolić sobie na samodzielny wyjazd do Stanów i utrzymywanie się tam.
    Mam nadzieję że w przypadku hooplife jest inaczej

    (22)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    W USA mozna zobaczyć maluchy, które już rozgrywają mecze z sędziami, u nas (poważniejsze) treningi w szkole zaczynają sie w technikum. A i tak cos kolo 2 treningow na tydzień, Jesli już. Do tego brak doświadczenia trenerów. Po takiej amatorce nawet ciezko zeby któremuś z przypadkowych chłopców została zajawka na basket. To nie jest kwestia tego ze jesteśmy Polakami, tylko tego jaki mamy tu poziom szkolenia. Gdybysmy mieli tak mocny poziom jak w USA, to byli by i zawodnicy. Głównym powodem moze być brak zajawki u młodych chłopaków, którzy nie mają skad ja zaczerpnąć, bo nawet w TV mamy tylko piłkę nożną. Sam wiem po sobie, jak to wygląda. Akurat kosza poznalem wcześnie, od brata i zaspanych od ogladania NBA 25 latkow kiedy ja miałem 10. Zajaralem sie na maxa, przez co trenowalem codziennie, w gimnazjum nie miałem konkurencji, bo chłopaki w szkole uczyli się tylko dwutaktu, w technikum, było troszkę lepiej, bo w każdej szkole bylo po 2-3 chłopaków którzy jak ja trenowali poza szkołą, więc nawet fajnie sie grało, chociaż to i tak wyglądało jak 3na3 z 2 pachołkami w kazdej drużynie. Dopiero na studiach zobaczyłem poziom gry, który nadaje się, aby sie zaangażować. No ale hej, studia 18-19-20lat. To za późno żeby zacząć poważna koszykówkę. Pozatym grając na uczelni, raz spotykałem godna drużynę, (lecz poziom w żaden sposób nie porównywalny z USA) a raz spotykalo sie drużynę chłopaków którzy nie chcieli iść na basen na studiach i trenera który rzuca galę i idzie sobie klapnac. Więc jak mamy osiągnąć coś więcej, skoro poziom zaczyna się na studiach, albo płatnym obozie na którego nie każdego stać?
    Wiem że moja wypowiedź może być nie do zrozumienia, pozdro z nocnej zmiany.

    (10)

Gwiazdy Basketu