Jared Dudley: bohater mimo woli

14

Jared Dudley to jeden z tych zawodników, którzy w koszykarskim jerseyu prezentują się równie atletycznie co stary Twojego kumpla, podczas niedzielnej potyczki na przydomowym podjeździe. Nie zmienia to jednak faktu, że w najlepszej lidze świata spędził już 12 lat, a przecież w NBA nikogo nie trzyma się na ładne oczy. Gdy w lipcu 2018 trafił na Brooklyn, pytał fanów na twitterze, czy są zaskoczeni dalej oglądając go na parkietach NBA. Teraz, gdy sezon NBA jest już prawie na półmetku, ci sami kibice piszą, że Jared Dudley jest weteranem, o którym każdy klub NBA może tylko marzyć.

My name is Dudley, Jared Dudley.

Być może oglądaliście w marcu 2018 wyjazdową potyczkę Suns z Utah. Mecz jak mecz, tankujący Suns byli akurat w trakcie swego 15-porażkowego tournee. W tym spotkaniu też dostawali baty, czyli wszystko zgodnie z planem. Zegar odmierzający czas w trzeciej kwarcie pokazywał wynik 50-69. Wtem…

Marquese Chriss próbuje wykonać wsad, ale Rudy Gobert nie jest typem gościa, któremu możesz wskoczyć na głowę. Umiejętnie spycha łokciem lecącego Chrissa, skutkiem czego ten ląduje na parkiecie, a piłka wypada na aut. Sędzia nie widział, więc grę zza linii wznawiają Utah. Jared nie wytrzymuje, „trzymajcie mnie, bo mu przyp#$%dole”, myśli sobie. Obok akurat przebiega Rubio. Bum! Ale awantura!

Podnoszący się Rubio zostaje jeszcze popchnięty przez Marquese’a. Sędziowie i działacze rozdzielają zawodników. Kilka godzin później Dudley zeszczupleje o 25 000 dolarów kary. Ten incydent to był w zasadzie największy highlight poprzedniego sezonu Dudleya (3.2/2.0/1.6) Gdybyście mnie wtedy zapytali, pewnie powiedziałbym, że gościa po wakacjach już w NBA nie zobaczymy. Myślę, że gdybyście zapytali Dudleya, powiedziałby Wam wtedy to samo. Tymczasem…

#Brooklyn

Zmiana barw ma dla mnie słodko-gorzki smak, bo myślałem, że zakończę karierę w Phoenix, gdzie spędziłem najlepsze zawodnicze lata. Jednocześnie jestem podekscytowany wizją gry dla Nets, czuję, że mam w sobie jeszcze trochę koszykarskiej ikry. Uwielbiam Phoenix, szanuję Roberta Sarvera, Devina Bookera… ale spójrzmy prawdzie w oczy. W Phoenix bym nie grał. Na co bym tam czekał? 65-70 meczów na ławce.

Suns chcieli wykupić jego kontrakt, ale zawodnik się temu sprzeciwił. Nie było zatem innej drogi, jak rozstanie poprzez transfer. W ten sposób trafił do Nets, wraz z pickiem drugiej rundy, w zamian za Darrella Arthura.

Przyjęcie w Nets miał raczej chłodne. Krytykowano go z powodu nadwagi i kwestionowano etykę pracy. Nie wróżono wielkich szans na grę. Odbijał piłeczkę, mówiąc, że dopiero co zgubił kilka kilogramów i jest gotowy do walki.

W debiucie przestrzelił wszystkie pięć prób z pola i zakończył zawody z 1 pkt. oraz trzema asystami, zbiórkami i przechwytami. Zaliczył też 5 fauli. Pełni w Phoenix rolę startera, ale statystykami nie zachwyca. Okazjonalnie małe sukcesy, jak 10 punktów w czwartej kwarcie i wygrana z Lakersami LeBrona, tuż przed świętami. Sylwetka a’la późny Pierce, tylko te ruchy nie tak płynne…

#Still standing

Po tym, jak Dudley do spółki z D’Angelo Russellem zniszczyli Lakers, odnosząc szóste zwycięstwo z rzędu (i 9-1 na przestrzeni 10 spotkań) Jared napisał na twitterze:

To chyba czas, gdy otrzymuję najwięcej wiadomości typu „Jared Dudley, wciąż w lidze, hehe…”. Dokładnie tak, i wiecie co? Jeszcze tu trochę pobędę! Sześć wygranych z rzędu, wiedziałem, że jest coś szczególnego w tej ekipie!

Otrzymałem ostatnio od jednego z Was (pozdro Kacper!) zapytanie następującej treści: dlaczego stepback Hardena jest tak skuteczny, mimo iż jest tak wolny? Odpowiedzi na to pytanie, jeszcze zanim zostało zadane, udzielił Dudley. Po tym, jak Luke Walton wyrzucał sobie na konferencji, że Jared na tym etapie kariery nie powinien tak siepać trójek jego obronie, wywołany do odpowiedzi Dudley napisał:

Nie chodzi o szybkość, a o ustawienie i koordynację.

Teraz Dudley uśmiecha się, tak jak i kibice jego Nets, znajdujących się o pół wygranej od playoffs. Ekipa bez gwiazd wielkiego formatu, która doświadczyła ostatnio kontuzji jednego z ważnych zawodników, Carisa LeVerta, błyszczy pod wodzą trenera Atkinsona. Spencer Dinwiddie, ulubieniec admina, rozwija się z meczu na mecz, a Jared Dudley przeżywa jakby drugą młodość. Jak w piosence Eltona Johna „I’m still standing”. Yeah, yeah, yeah…

#Bio

33-letni Dudley do NBA trafił z 22. numerem draftu w 2007. Sezon z kawałkiem rozegrał dla Charlotte, po czym na 5 lat trafił do Phoenix Suns, gdzie w latach 2011/2013 grał razem z Marcinem Gortatem. Później spotkali się też w Waszyngtonie. Przyjaźnią się do dziś.

Kolejne przystanki Dudleya w lidze to Clippers, Milwaukee, Washington, Phoenix i Brooklyn. Zawodnik jest nominalną trójką, ale odkąd w Washingtonie mieli problemy na PF, wystawiają go na czwórce i daje sobie radę całkiem nieźle w kolejnych ekipach. Przede wszystkim jednak, trzyma dobrze szatnię. Sam jest zwolennikiem twardych charakterów:

Każdy zespół potrzebuje takiego Rondo.

Czasem nie ma Rondo, jest Dudley i też jest dobrze.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

14 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Pierwsze słyszę o tym zawodniku. Dzięki za przybliżenie jego sylwetki. Fajnie, gdyby był jeszcze akapit o jego dokonaniach w NCAA.

    (-32)
    • Array ( )

      Rozumiem, że w takim razie wiedzę na temat NBA czerpiesz wyłącznie z tej strony, bo nie da się OGLĄDAJĄC NBA nie znać gościa, który jest w lidze od jakichś 10lat..

      (14)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Lubie takie charaktery! Nie gwiazdorzy, zdaje sobie sprawe, ze odgrywa coraz mniejsza role ale nigdy nie slyszalem zeby strzelal fochy.

    PS. Co z tym Beal’em w Toronto? 🙂

    (14)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Normalnie emeryt – 33 lata i wolny oraz zalany
    Do licha ciężkiego – w wieku 33 lat z treningiem, genetyką, dietetyką i całym dostępnym wspomaganiem świata to czynny zawodnik nba powinien być w świetnej formie
    Zresztą nie tylko w tym wieku ale i poniżej…
    Co innego 40 letni Dirk (biały) – tutaj zjazd fizyczny usprawiedliwiony

    (14)
    • Array ( )

      Bzdury,
      Organizm ludzki to nie matematyka, jeden sie zestarzeje w wieku 40, inny w wieku 30, a jeszcze inny majac 50 lat.

      (7)
    • Array ( )

      Ale tu nie chodzi o starzenie – nie podważam tego, że to nieodwracalny proces, który dotyczy każdego
      Tu chodzi o to, że gość w wieku 33 lat mimo treningu, diety, regeneracji, najlepszych specjalistów , całego rytmu życia podporządkowanemu od zawsze jedynie graniu w koszykówkę jakimś cudem jest w stanie NIE być w szczytowej formie fizycznej (co jest widoczne gołym okiem i szeroko komentowane)
      Jak dla mnie to skandal – i nikt nie powie, że genetyka, każdy inny itp – w Miami gonią wszystkich do treningu i stosują klauzule w umowach – i nie ma tam ani „pulchnego” Doncica, wolnego Dudleya, czy grubego „big baby” Davisa. Wszyscy są w szczytowej formie niezależenie od wieku, rasy i czego tam jeszcze wolicie.
      Po prostu uważam, że ZAWODOWY sportowiec ma obowiązek utrzymywać się w najwyższej możliwej formie i podejście Shaqa czy Barkleya to kpina, za którą ich pracodawcy powinni wyciągać konsekwencje

      (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    >Gobert glebuje Twojego ziomka
    >Ale trochę się go cykasz
    >glebujesz mniejszego Rubio
    >dwa razy

    Ale skisłem z napinacza XD

    (3)
    • Array ( )

      Z własnego doświadczenia wiem, że po każdym zabiegu/ kontuzji kiedy muszę wracać do formy to osiągam poziom, który jest lepszy niż w okresach „zdrowia” – i to jako amator
      Poza tym – skoro został dopuszczony do gry na najwyższym możliwym poziomie to również musiał zostać dopuszczony do treningów – to nie jest taki „diament” jak np Bird który miał zagrać parę minut w meczu a resztę przeleżeć przy ławce oszczędzając kręgosłup.
      Gdyby Dudley nie był w stanie trenować/grać to nikt by go z sentymentu nie trzymał w NBA

      (0)

Gwiazdy Basketu