fbpx

Koszykarski Dream Team, o którym świat zapomniał

15

W jednym ze starszych wpisów przytoczyłem anegdotę z IO w Barcelonie w 1992 roku. Obecni na zgrupowaniu w Barcelonie koszykarze Dream Team I wdali się pewnego razu w sprzeczkę na temat najlepszej ich zdaniem drużyny w dziejach NBA. Magic Johnson głośno protestował, kiedy ktoś ośmielał się stwierdzić, że może być inny pretendent do tego miana niż jego Lakers z 1987 roku. Twierdził, że on sam, Kareem Abdul-Jabbar, James Worthy, Michael Cooper i Byron Scott rozwaliliby mistrzowską drużynę Michaela Jordana. Zaręczał, że ten nie zdobędzie pięciu tytułów w karierze jak “Showtime Lakers”. Przytakiwał mu Charles Barkley, zapowiadając Jordanowi, że przynajmniej jedno mistrzostwo zamierza mu skraść. Kiedy tylko Sir Charles otwierał jednak swą pyskatą gębę, od razu do parteru sprowadzał go subtelny niczym płyta chodnikowa Larry Bird, mówiąc:

Cicho siedź, ty jeszcze niczego nie wygrałeś, nie masz prawa brać udziału w tej dyskusji! Ahmad (Rashad komentator NBC) też nie. Patrick (Ewing) ty też nie masz na koncie żadnego tytułu, więc zamknij się i chodź, usiądź tu z nami, może czegoś się nauczysz!

Ech… oryginalny Dream Team. Cóż to była za drużyna! Pierwszy w historii występ zawodowców z NBA na turnieju olimpijskim, który do dziś owiany jest nimbem legendy, co i rusz podsycanej przez odgrzewanie takich jak powyższa anegdotek. O wielkości tamtej ekipy świadczy nie tylko fakt, że (no, może poza Laettnerem) zebrały się tam największe nazwiska w koszykarskim biznesie, ale również, a może przede wszystkim, to że w drodze do złotego medalu gromili rywali średnią różnicą 43.8 punktów!

A gdybym Wam powiedział, że blisko 30 lat wcześniej był już inny Dream Team z reprezentacją z NBA?

No dobra, nie pojechali na Igrzyska, ale wzięli udział w tournee organizowanym przez Departament Stanu USA, rozgrywając 19 meczów za Żelazną Kurtyną, w krajach takich jak Polska, Rumunia czy dawna Jugosławia…

Z archiwum Polskiej Agencji Prasowej: Stanisław Olejniczak z Legii Warszawa próbuje powstrzymać Billa Russella.

#Ekipa pod sterami Reda Auerbacha

Za przygotowanie produktu na eksport odpowiadał po stronie amerykańskiej Red Auerbach, to on zbudował drużynę opartą o graczy takich jak Bill Russell, Bob Cousy czy Oscar Robertson. W składzie znaleźli się jeszcze Tom Heinsohn, KC Jones, Jerry Lucas, a także Bob Pettit i Tom Gola. Trochę krótka ławka rezerwowych, ale uznano wówczas, że nie ma co generować kosztów, ta ósemka sobie poradzi.

#Geneza całego przedsięwzięcia

Amerykanie świetnie wypadli cztery lata wcześniej na IO w Rzymie, ale na Mistrzostwa Świata FIBA 1963 nie załapali się nawet na podium, kończąc na czwartym, po przegranych z Brazylią, Rosją i Jugosławią. Była to ogromna klapa wizerunkowa, która nie została dobrze przyjęta w Białym Domu, gdzie zasiadał wówczas Lyndon B. Johnson. Chłop nie miał wybitnej ręki do sportu, bo podczas jego kadencji wrzał Wietnam, protesty antywojenne, rewolucja hipisowska, działalność Martina Luthera Kinga i inne sprawy. Niemniej, na kolejne ciosy wizerunkowe pozwalać sobie nie mógł.

Żeby ratować dobre imię amerykańskiego sportu, polecił Departamentowi Stanu organizację tournee. Zwrócono się bezpośrednio do Reda Auerbacha, żeby po sezonie 1963/1964 odpalić całą imprezę. Przed wylotem całą reprezentację zaproszono do Białego Domu, gdzie powodzenia życzył im sam urzędujący trzydziesty szósty POTUS.

Tak wygląda jeden z owoców pracy Witolda Zagórskiego z Redem Auerbachem.
Zagórski przetłumaczył dzieło swego mentora na polski.

#Przystanek Warszawa

W dniu 3 maja 1964, samolot z reprezentantami Team USA wylądował na Okęciu punktualnie o 13:30. Z polskiej strony, głównym organizatorem tego przedsięwzięcia był Witold Zagórski, trener reprezentacji. Odbywał on rok wcześniej staż w USA i tam dowiedział się od Reda Auerbacha, że takie tournee jest szykowane. Udało mu się nawet namówić go na Polskę. Pierwsze dwa mecze zostały rozegrane w Warszawie pod nieobecność Reda Auerbacha, którego pochłaniała kwestia draftu. Przegląd Sportowy podaje takie wyniki Bitwy Warszawskiej:

  • NBA vs Legia 96:76 – Heinsohn 24, Wichowski 24
  • NBA vs AZS AWF 94:58 – Lucas 38, Sitkowski 16

Nie przyjechaliśmy po rekordowe zwycięstwa. Dalecy jesteśmy od zamiaru gromienia przeciwników. Pragniemy przede wszystkim pomóc trenerom i zawodnikom oraz pokazać publiczności dobrą koszykówkę. Śmiem twierdzić, że równie silny zespół zawodowców nigdy jeszcze nie opuścił granic USA. Tym większa szansa spełnienia misji, z jaką przybywamy. Wynik jest w tym wypadku sprawą drugorzędną [Bob Cousy, za Przegląd Sportowy]

Kolejnym punktem tournee był Kraków, dawna stolica Polaków. Auerbach, który zdążył już dołączyć do ekipy, przeanalizowawszy materiał z pierwszych dwóch meczów stwierdził, że koszykarze lekceważą sobie troszeczkę misję wizerunkową i kazał im na#$%rdalać jak w finale NBA. Za Przeglądem:

  • NBA vs Wisła 117:70 – Pettit 32, Likszo 26
  • NBA vs Wybrzeże 117:71 – Pettit 32, Wysocki 28

#Grać czy nie grać?

Warto w tym momencie napomknąć, że Rosjanie odmówili wzięcia udziału w turnieju. Dla nich stawka była żadna, a potencjalne straty wizerunkowe zbyt duże. Jednakowoż, nawet i bez nich, przewidywana pierwotnie na dwa tygodnie trasa rozwlekła się na ponad półtora miesiąca. Zawodników proszono wciąż o kolejne mecze, organizowali też szkolenia. Wobec braku infrastruktury kilkukrotnie przyszło im grać pod gołym niebem.

Gdy dotarli na mecz do Zagrzebia, zastali 16 tysięcy kibiców, zgromadzonych na stadionie piłkarskim w oczekiwaniu na pierwszy gwizdek na zaimprowizowanym parkiecie. Chorwaci nie wywiesili jednak flagi USA, ani nie mieli zamiaru odegrać hymnu gości. Red Auerbach stwierdził że to jakaś bzdura i ściągnął swoich z boiska. Po dłuższej chwili, pełnej nerwów i pertraktacji, flaga USA została wciągnięta na maszt, a Star-Spangled Banner wybrzmiał jak należy. Mecz zakończył się zwycięstwem Team USA różnicą 32 oczek, rewanż 52.

Nasi europejscy przeciwnicy mieli dobrą kondycję. Gra była agresywna, a poziom rywalizacji wyższy niż się spodziewaliśmy. Podawali piłkę do niekrytego na obwodzie i byli całkiem nieźli w rzutach z dystansu. Mieli jednak problemy z ruchem w obronie i nie potrafili kreować sobie sytuacji rzutowych po koźle. Nie za dobrze radzili sobie również w grze podkoszowej, nawet jeśli czegoś tam próbowali, to nie na wiele się to zdawało z Billem Russellem czającym się pod obręczą [Oscar Robertson]

Zgodnie z przewidywaniami amerykańskich spin-doctorów, w czasie trwania turnieju nie znalazł się żaden pogromca Team USA, więc wizerunkową wpadkę z MŚ FIBA można było uznać za podreperowaną. Nie był to jednak temat na tyle nośny, żeby interesować nim krajowe media…

#Media coverage

Być może wyda się Wam to dziwne, ale media w USA prawie zupełnie nie interesowały się tematem tego turnieju. Po pierwsze dlatego, że trudno byłoby wytłumaczyć widzom/słuchaczom/czytelnikom po co oni tam w ogóle pojechali, bez przypominania o blamażu na mistrzostwach świata, a tego Jankesi robić nie lubią. Po drugie, koszykówka była wówczas zdecydowanie sportem numer 3 w USA za footballem i baseballem, więc pisania było aż nadto, o aktualnych sprawach. Po wtóre, kiedy Team USA zdobył złoto na IO w Tokio, sprawa przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Owszem, wcześniej, “na gorąco”, pojawiło się kilka artykułów w prasie na temat tournee. Było to jednak już po powrocie Team USA do domu. Wzmianki poprzedzono kilkoma mniejszymi wzmiankami, m. in. w Boston Globe. To jeszcze nie były te czasy telewizji, gdy śledzono każdy ruch sportowców i celebrytów. Oczywiście na Starym Kontynencie było zupełnie inaczej, tutaj każdy mecz z udziałem Amerykanów urastał do rangi święta.

Dwa lata temu zwróciliśmy się do NBA i Departamentu Stanu z prośbą o zorganizowanie czegoś na 50 rocznicę turnieju. Okazało się, że żadna strona nie jest tym zainteresowana. Ani liga, ani Biały Dom [Oscar Robertson, wypowiedź z 2016 roku]

Łatwiej zrozumieć tę sytuację, jeśli weźmiemy pod uwagę czasy, jakie mieliśmy wtedy. Lata sześćdziesiąte to jeszcze nie była awangarda poprawności politycznej…

Lubisz koszykówkę? Gościli u nas Boston Celtics, po tym jak zdobyli mistrzostwo NBA i wiesz przy którym stoliku siedział ten wielki czarnuch? Ja nie wiem, bo na pewno nie przy żadnym w tej restauracji [cytat z filmu Green Book]

W owym czasie, mam tu na myśli rok 1964, w NBA znajdowało się 40 czarnych zawodników w dziewięciu funkcjonujących drużynach. Swego rodzaju zadośćuczynienie nadeszło w 2014 roku, kiedy to stacja TNT opowiedziała o wydarzeniach tamtych dni i turnieju w godzinnym programie poświęconym Oscarowi Robertsonowi. Wyemitowano go przed All-Star Game. Dobre i to.

#Bonus

Osobom zainteresowanym tematem polecam inny wpis o “braterskiej wizycie” graczy NBA za Żelazną Kurtyną.

[BLC]

Przygotowując wpis korzystałem z zasobów Przeglądu Sportowego, portalu Undefeated i nba.com

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Wy chyba o Lebronie zapomnieliście, absurd, że nie ma żadnych artykułów o najlepszym koszykarzu w dziejach tej dyscypliny.

    (-5)
    • Array ( )

      O najlepszym koszykarzu w czym ^^?

      Teraz jest serial o najlepszym koszykarzu w dziejach tego sportu. I wiesz co? Nie ma tam Twojego przyydupaska.

      (-1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Super się czytało, mega art.
    Rzadko się wypowiadam, ale bardzo lubię artykuły BLC o historii NBA, robisz świetna robotę 😀

    (24)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Niesamowite, że nie było w Polsce takiego szału jak w Chorwacji. Też bym chętnie poczytał więcej o tym turnieju z perspektywy Pana Stanisława Olejniczaka na przykład. Mega inicjatywa, dobra robota pany! 😉

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    NBA w Europie w Tauron Arenie w Krakowie, Ergo Arenie, Gliwicach bądź Atlas Arenie w Łodzi zamiast Londynu czy Paryża. To by było coś!

    (4)
    • Array ( )

      O tym samym pomyślałem. Tylko przyszedł mi do głowy Narodowy – jego pojemność mogłaby być dodatkowym argumentem w przypadku próby przekonania Adama 😉

      (1)
    • Array ( )

      Nie zrobią takiego meczu z racji, że ceny biletów na mecz są dla Polaków kosmiczne. W tym roku w Paryżu za bilet przy parkiecie trzeba było zapłacić kilkanadziesiąt tysiecy złotych, a najtańsze bilety kosztowały kilka tysięcy zlotych.

      W Londynie i Paryżu jest znacznie więcej ludzi, których stać na to wszystko.

      (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy wiadomo na jakich halach odbywały się mecze w Krakowie? Czy są jakieś ślady po tych spotkaniach (statystyki, raporty)?

    (3)

Gwiazdy Basketu