Mistrzowie fachu: Moses Malone a.k.a. Chairman of The Boards

39

Postanowiłem odkurzyć nieco tę leciwą serię i zaatakować Was kolejnym tekstem spod znaku Mistrzowie Fachu. Tym razem gracz, którego większość z Was nie oglądała w akcji “na żywo”, Moses Malone a.k.a. “Big Mo”. Jego kariera przypadła na lata 1974-1995, w tym czasie trzynastokrotnie pojawiał się w All-Star Game i wywalczył mistrzostwo NBA z Sixers (1983). Koronowano go wówczas na MVP Finałów.

Malone miał też trzy statuetki najbardziej wartościowego gracza sezonu w 1979, 1982 i 1983. To jeszcze nie wszystko, ale myślę że i tak nikt już nie zaprzeczy, że warto tę sylwetkę kojarzyć. Z racji innych obowiązków spóźniłem się z tekstem na jego urodziny, szkoda i przepraszam. Niemniej, do dzieła!

Zgarnąć z tablicy piłkę przed Jabbarem to nie jest łatwe zadanie.

#A co to takiego ta zbiórka?

Zbiórka czym jest, każdy wie. Jeśli nie, polecam definicję Taureana Prince’a:

Wyskakujesz i łapiesz piłkę odbitą od kosza po chybionym rzucie. Łapiesz w dwie ręce, spadasz z nią na ziemię. Mówi się o tym zbiórka.

No niby nic takiego, prawda? A jednak! Wszak zbiórka jest w koszykówce jedną z trzech najważniejszych kategorii statystycznych. Nietrudno przywołać przykłady zawodników, którzy na umiejętności łapania odbitych od kosza “cegieł” zbudowali całe swoje kariery. Mój ulubieniec Dennis Rodman to chyba najbardziej jaskrawy (w przenośni i dosłownie) przykład. Inni? Do głowy przychodzi mi Jayson Williams, skądinąd wybitny specjalista od zbiórek ofensywnych właśnie. Niestety, jego historia to kontuzje z morderstwem w tle…

Z obecnych graczy warto (w kontekście zbiórek ofensywnych) wspomnieć Andre Drummonda, Hassana Whiteside’a, Tristana Thompsona czy Rudy’ego Goberta, ale powiem tak: każdy z nich mógłby Malone’owi buty czyścić. Proszę bardzo:

  • Najwięcej sezonów przewodząc lidze w ofensywnych zbiórkach: Moses Malone (8)
  • Najwięcej sezonów z rzędu, przewodząc lidze w ofensywnych zbiórkach: Moses Malone (7)
  • Najwięcej ofensywnych zbiórek w karierze: Moses Malone (6731) drugi Robert Parish (4598)
  • Najwięcej ofensywnych zbiórek na przestrzeni jednego sezonu: Moses Malone (587)
  • Najwięcej ofensywnych zbiórek w jednym meczu: Moses Malone (21)

Ustalmy: tabele wyglądałyby inaczej, gdyby w czasach Billa Russella i Wilta Chamberlaina liczono zbiórki ofensywne osobno, ale opieramy się na faktach, więc jest jak jest.

I co, opadła kopara? Nawet jeśli nie oglądaliście Mosesa na żywo, powyższe statystyki długo nie pozwolą Wam jego nazwiska zapomnieć.

#Four four four

Malone urodził się 23 marca 1955 roku w Petersburgu w Virginii. Rodzeństwa nie miał, miał za to tatę, który pił, a jak pił, to bił. Nikt nie wie jak długo trwałyby “ścieżki zdrowia” urządzane mu przez ojca w “wódczanej malignie”, gdyby nie matka, która wyrzuciła pijusa z domu. Po tym incydencie nastąpiła jednak zmiana w charakterze chłopaka. Zamknął się w sobie i wielce spoważniał. Stał się małomówny i to do tego stopnia, że nawet później, już w czasach jego kariery NBA, koledzy żartowali z tej jego cechy. Mówili, że Moses otwiera usta tylko po to, żeby się nie udusić z braku tlenu. Nie było to wcale na wyrost. Gdy dziennikarze zapytali go o prognozy na playoffs 1983, zmieścił się w trzech słowach:

Four, four, four [Moses Malone]

Playoffs wyglądały wtedy nieco inaczej. Topowe zespoły po rundzie zasadniczej nie brały udziału w pierwszej rundzie (toczonej do dwóch zwycięstw) będąc rozstawionymi dopiero od drugiego etapu. Dla takiej drużyny droga do mistrzostwa wynosiła 3 rundy, więc o trzech “sweepach” mówił Malone. Jak widzicie, wiele się nie pomylił, dosłownie o jeden mecz:

Wróćmy jednak na moment do czasów wcześniejszych. Malone już od wczesnych lat sportowej aktywności dominował w szkolnych ligach koszykówki. Rówieśnicy nie stanowili dla niego wyzwania, więc wystarał się (kiedyś inaczej wychowywano młodzież)… o pozwolenie na grę z osadzonymi w pobliskim więzieniu. “Tam był mój uniwersytet” – mówi wskazując na spowite kolczastym drutem mury Virginia State Penitentiary.

#From zero to hero

W 1974 roku stała się rzecz niebywała. Moses Malone został pionierem. Jako pierwszy w historii trafił prosto z ogólniaka do profesjonalnej koszykówki. Ten mierzący 209 cm środkowy został zawodnikiem Utah Stars w ABA. Kontrakt opiewał na okrągły milion dolarów za 5 lat gry. Wtedy był jeszcze żylasty, ważył niespełna stówkę, ale już był zdolny dostarczać ekipie statystyk na poziomie 19/15/2 co zresztą dało mu miejsce w pierwszej piątce wśród rookies. Na marginesie, ABA była wówczas atrakcyjniejsza niż jej siostra NBA, ponieważ wprowadzała szereg nowinek i atrakcji. Szerzej pisałem o tym w innych tekstach, m.in tu:

Niemniej, ku rozpaczy wielu kibiców, ABA była fatalnie zarządzana. Malone w swoim drugim, ostatnim sezonie na tamtych parkietach, grał dla Saint Louis Spirits w zamian za… długi swojego klubu. Gdy nastąpiła fuzja NBA i ABA, dla zawodników, którzy pozostali bez drużyny, zorganizowano draft. Mosesa, który był w tej sytuacji, capnęli Blazers z numerem piątym, ale ponieważ w ich składzie znajdował się Bill Walton i Maurice Lucas, postanowili przekazać zawodnika do Buffalo Braves, zanim jeszcze powąchał parkiet w Oregonie.

Z perspektywy tego, jak rozwinął się ten zawodnik można uznać to za chybiony manewr, ale pamiętajmy, że Blazers w 1977 roku zdobyli mistrza, a zwycięzców się nie sądzi. Malone z kolei miał ciężki sezon w Buffalo. Narzekał na brak minut (zagrał ledwie dwa mecze) a w końcu oddano go do Rockets za dwa wybory draftu.

#A new hope

W Rakietach odzyskał wigor. W wieku 21 lat notował średnie na poziomie 13/13. Nie oddaje to jednak terroru, jaki siał na tablicach. Spuszczony z łańcucha zgarnął 437 ofensywnych zbiórek, wówczas rekord sezonu w NBA. W kolejnych rozgrywkach było jeszcze lepiej, bo Malone wspiął się na pułap 20/15 (z tego 6.4 w ataku) czym też zapewnił sobie udział w pierwszym w karierze All-Star Game.

Końcówkę sezonu 1977/1978 opuścił z uwagi na kontuzję stopy, niemniej w kolejnym roku wrócił w stanie określanym jako “beast-mode”. Średnie zdobycze na poziomie 24.8 punktów i 17.6 zbiórek dały mu pierwszą statuetkę MVP w karierze, ale to jeszcze nie był w jego wypadku żaden “prime”. Wzrost średnich zdobyczy notował aż do poziomu 31.1/14.7 w sezonie 1981/1982, kiedy to uhonorowano go drugą statuetką dla Najbardziej Wartościowego Zawodnika.

#Zmierzch ery teksańskiej

Niestety, choć był niepowstrzymany, nie potrafił dać pierścienia ekipie Rockets przez 5 lat, jakie tam spędził. Najdalej zaszli w 1981 roku, gdy w finale ulegli Boston Celtics w sześciu meczach. Był to jednak i tak rok powyżej oczekiwań, zwłaszcza że awansowali do playoffs z ujemnym bilansem 40-42, niemniej dzięki świetnej grze Mosesa w playoffs wyeliminowali Lakers, Spurs i Kings. W finale było 2-2 po czterech spotkaniach, jednak podopieczni Reda Auerbacha lepiej znieśli presję i przechylili kolejne mecze na swoją korzyść.

#Złote lata w Philadelphii

Na rozgrywki 1982/1983 Malone przeszedł do Sixers. Houston wyrównało ofertę złożoną przez Philly, ale Malone, zniechęcony latami porażek i braku wsparcia, chciał poznać aurę Miasta Braterskiej Miłości.

Był to strzał w dziesiątkę. Sixers powitali go u siebie świeżo po przegranych finałach 1982 roku, rozgrywanych przeciwko Lakers opartych na fizycznych przewagach Kareema Abdula-Jabbara. Prasa określiła je mianem Finałów pełnych cudów, bynajmniej nie ze względu na jakieś pozaboiskowe machloje, a z powodu fenomenalnej gry obu drużyn. Pisałem o tym szerzej w tekście, który linkuję poniżej:

http://www.gwiazdybasketu.pl/kroniki-nba-finaly-pelne-cudow/

Wracając do Philly, Malone miał być lekarstwem na Kareema i wzmocnieniem dla 32-letniego Juliusa Ervinga, który z racji wieku latał już coraz niżej. Diagnozę jaką postawił Moses, czyli “Four-Four-Four” już znacie. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę tylko o MVP i MVP Finałów, które Moses postawił na kominku po tamtych rozgrywkach. Jego średnie wyniosły 24.5/15.3/2.

W 1984 roku zaczęła się dla Sixers nowa era. Do zespołu dołączył pucołowaty rookie Charles Barkley. Kierownictwo było tak zachwycone jego grą, że zaczęto budować zespół pod niego, co zaowocowało tym, że w 1986 roku Moses został wymieniony za Clifforda Robinsona i Jeffa Rulanda. Tak trafił do Waszyngtonu.

#Zmierzch kariery

31-letni Malone powoli obniżał produktywność, jednak dalej był zawodnikiem formatu 20/10. Z bardzo przeciętną ekipą Bullets szczytem możliwości była pierwsza runda playoffs. Kolejnym przystankiem była Atlanta, gdzie ściągnięto go jako pomoc dla Dominique Wilkinsa. To w czasach gry z Jastrzębiem na piersi zaliczył ostatni występ w All-Star Game w rozgrywkach 1988/1989. Dopełnił się również kolejny rekord: Malone, osiągając 20.2/11.8 stał się pierwszym zawodnikiem, któremu ta sztuka udała się z czterema różnymi zespołami (łącznie miał jedenaście takich sezonów w karierze).

Kolejnym przystankiem na mapie jego życia było Milwaukee, gdzie grał w latach 1991-1993. Wciąż na dobrym poziomie, ale w drugim roku tylko 11 spotkań (lumbago). Po Atlancie w playoffs już nie zagrał, niemniej wrócił jeszcze na rok do ukochanej Philadelphii, gdzie pod swoje skrzydła miał wziąć nieźle zapowiadającego się dryblasa nazwiskiem Shawn Bradley. Był jego mentorem i zmiennikiem z ławki.

Ostatnią prostą kariery były dla Malone’a występy dla San Antonio, dla których grał dobiegając czterdziestki. Warto zaznaczyć, że był prawdziwym dinozaurem, ostatnim z zawodników ABA na parkietach NBA. Gdy Malone zakładał czarny trykot San Antonio, ABA nie istniała już od 18 lat…

#Powidoki

-> Ciekawie, z dzisiejszej perspektywy, prezentuje się filozofia gry Malone’a:

Każden jeden może rzucać z dystansu, ja pakuję się od razu pod kosz!

-> Onegdaj coach Doug Collins powiedział o nim:

Nie skakał wysoko, ale miał niesamowity klej w rękach i prawdziwy instynkt, który podpowiadał mu, w którą stronę poleci piłka.

-> Jego koszulka z numerem drugim powiewa pod kopułą Wells Fargo Arena.

-> Podobnie uhonorowała go także drużyna Houston, dla których nosił numer 24.

-> Malone zmarł w 2015 roku na niewydolność serca. Spoczywa na cmentarzu w Houston. Prócz przezwiska “Mighty Mo” na parkietach nosił jeszcze inne: Chairman of the Boards, podkreślające jego zbiórkowe talenty.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

39 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Warto dodać że przy swoim wzroście miał bardzo małe dłonie, co na pewno nie pomagało mu w zbiórkach 🙂

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak przeczytałem cytat Malona “Każden jeden…..” to nie wiem czemu ale od razu przed oczami zobaczyłem Ferdka z mocnym fullem 😎

    (11)
  3. Array ( )
    miś4 kontratakuje 26 Marzec, 2020 at 18:32
    Odpowiedz

    Moses to niewątpliwie jeden z najtwardszych i z największym sercem do gry zawodników w historii nba. Pamiętam, że jak Moses zmarł, Chuck Barkley prawie ze łzami w oczach wspominał go, jako swojego mentora i prawie że koszykarskiego ojca. Jak opierdalał Barkleya za to, że tyle żre, jak wyznaczał mu kolejne cele do poprawy w warsztacie koszykarza na każdy trymestr, itd. Szkoda, że ten skład: młody Chuck, weterani Moses, Dr J, oraz Mo Cheeks nie dali rady zrobić w latach 1985-6 jeszcze jednego runu do finałów nba. Byłaby fajna historia.

    (13)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    heh ta akcja na pierwszym miejscu… mecz leciał na tvp2 albo w nba action ten rzut był na bank. jak przez mgłę, ale pamiętam. fajna paczka była w 76ers. i mi też brakuje wzmianki o leflopie…

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Gdyby drużyna Byków z lat 96-98 dostała rok i spokojnie potrenowala to miała by szansę na mistrza we współczesnej NBA. Tak jest!!!

    (-1)
    • Array ( )

      Czy ty właśnie napisałeś że 60 latkowie mogliby wygrać finał NBA???

      (7)
    • Array ( )

      MW chyba nie masz pojęcia o czym mówisz 🙂 50-60 latek nie wróci do formy sprzed 25 lat. Schorowany Kerr i Rodman aka koreańska kokaina mieliby walczyć jak równy z równym z Kawhi, Lebronem czy Westbrookiem? No proszę cię, powiedz że żartujesz

      (3)
    • Array ( )

      Pamiętajcie- trening musi być spokojny. Inaczej to nie zadziała. Żadnych paparazzi, tylko trener i drużyna, telefony komórkowe pozostawione w worku, w szatni. Bez rozmów, jedynie szeptem i na uszko, normalne rozmowy mogłyby rozpraszać i trening nie byłby spokojny. Jeśli wszystkie te warunki będą spełnione to grupa dziadków pokona mutanty natury będące w swoim prime, bez dwóch zdań.

      P.S. wiem, że to był troll 🙂

      (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamiętam go tylko z Magic Basketball kiedy pisali o nim podczas jego ostatniego sezonu w Spurs. Niedawno oglądałem 2 mecze All-Star z lat 80. (’86, ’87) i tam występował właśnie pan Mojżesz, grał zdaje się całkiem nieźle, choć wyglądał trochę jak podtatusiały, weekendowy gracz z amatorki.

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny tekst. Dzięki. Kiedyś sprawdziłem jego statsy i byłem pod mega wrażeniem.
    A na zdjęciu tytułowym bardzo przypomina mi Draymonda Greena. 😀

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Byki dały by radę w każdej dekadzie.Mega mocni w obronie. Szkoda tylko że Michael miał przerwę bo mogło być 8 pierścieni

    (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Obejrzyj sobie parę ich meczy a zobaczysz co to jest obrona. Jordan i Pippen w dziesiątce najlepiej przechwytujacych all time to musi o czymś świadczyć

    (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli chodzi o o te pierścienie to może dali by radę.Szkoda że nie doczekaliśmy się finałów bulls versus rockets

    (5)
    • Array ( )

      Tak jak mój sąsiad, który mówi że merc beczka to nadal najlepsze auto na świecie. Sentyment

      (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Prośba do gwiazd basketu o napisanie paru artykułów na temat drużyn które dominowały w poszczególnych dekadach

    (1)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Trójkąty były idealne do uwalniania gracza na dalekim dystansie. Zwróćcie uwagę np. na 1 mecz finałów z Portland – tam jest to wyjątkowo dobrze wyeksponowane (6 trójek MJ na skuteczności 2x wyższej niż jego średnia w tym czasie). Oczywiście było to także wypadkową strategii obronnej Blazers (mało kto rzucał za 3 wiec zacieśniano środek i odpuszczano dystans) MJ był non stop podwajany – ale drużyna momentalnie go uwalniała.
    Dziś tą taktykę, przy odpowiednim personelu można by było doprowadzić do używalności przy znacząco większym wolumenie 3. Elementy tego widzieliśmy w GSW – jak cała drużyna pracowała na uwolnienie Claya czy Currego. Ponadto ówcześni Bulls – dziś rzucali by za 3 tak samo albo i lepiej jak dzisiejsze zespoły – po prostu większy nacisk kładziono by w treningu, taktyce i zadaniach na ten element.

    A co do bohatera dzisiejszego artykułu – moim zdaniem to najlepszy zapomniany gracz NBA. W mistrzowskch 76ers to on był supergwiazdą i najlepszym zawodnikiem, a pamięta się Dr.J. Wcześniej w HOU – grał fenomenalnie, choć nie przekładało się to na mistrzostwa (pomimo sukcesów w PO).
    Co do jego porównania z Wielkimi lat 60-tych. Jak przeliczymy wszystkie rekordy do uśrednionego tempa gry – uwzględniają liczbę posiadań – to wydaje się że Moses jest na poziomie Chamberlaina i Rusella. Może nie w totalu (bo tych pierwszych premiuje wyższe tempo gry i większa liczba posiadań) ale w średnich na posiadanie.

    (5)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Spokojnie powyżej 70 pkt co mecz. Przecież kiedyś bronili jak szaleni, byli szybsi, silniejsi i grali dla idei. Teraz nie ma dobrych obrońców, szczególnie Kawhi, Butler, Paul George – jak niby powstrzymaliby MJ? Nawet Steve Kerr mówił że obecna liga jest bardzo słaba i taki przeciętniak jak on, zdominowałby ligę. A nie, czekaj…

    (3)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak naprawdę, to był small-ball przed epoką small-ball. Poza Longleyem trzon składu to sprawni, biegający, efektywni w obronie, rzucający z dystansu, atletyczni dwumetrowcy. Zaraz posypią się argumenty o rzucaniu za 3, ale jak na tamte czasy mieli świetny spacing, a teraz po prostu bardziej skupiliby się na tym elemencie. Nawet Rodman dysponował dobrym rzutem, choć robił to bardzo rzadko, a Ray Allen mówił, że rzut Jordana za 3 jest niedoceniany (wszyscy skupiają się na statystykach, ale jest różnica jeśli rzucasz w meczu trzy razy, a piętnaście). Możliwość obrony strefowej tylko ułatwiłaby im drogę do pierścienia (kiedyś to była “illegal defense”, pamiętam jak Pippen dostawał gwizdki od sędziów za bieganie między zawodnikami Utah).

    (0)
    • Array ( )

      Nie wiem kto ci naopowiadał takich rzeczy ale wmawiaj nikomu że Rodman miał dobry rzut z dystansu. Rzuty wolne na poziomie Shaqa, powyżej 2m od kosza nie stanowił żadnego zagrożenia. Jordan przeciętnie rzucał trójki, 32% przy 2-3 próbach na mecz, też nie dorabiaj do tego historii. Na 4-5 metrze od kosza był królem. Zgadzam się z jednym – w obronie mieli piekielnie mocną czwórkę rotującą w obronie – Harper, Jordan, Pippen i Rodman. To był ogień. Ale w ataku nie było z tego wielkiego spacingu, wtedy taktyka była taka – pchamy gałę pod kosz, ew. półdystans.

      (4)

Gwiazdy Basketu