centered image

Mniej znani NBA: E’Twaun Moore

18

„Basket o zachodzie słońca” brzmi niby opis jakiegoś kadru żywcem wyjętego z filmu o koszykówce. O tym, że jest to klisza dosyć ograna, świadczy fakt, że takich „setek” w swoich artykułach też miałem już kilka. A to Taurean Prince, którego noc zastała „na asfalcie”, przez co po raz wtóry mógł tylko pocałować klamkę przytułku, to znów młody Rondae Hollis Jefferson, wymykający się nocą z domu by pograć na głównej płycie boiska przy Seventh Street, albo też sam Chavano Rainer pędzący wieczorem z boiska opłotkami „na szagę” do domu, gdy tylko furgon matki wyłonił się zza zakrętu -> teraz zastanawiasz się kto to Chavano Rainer, a to po prostu Buddy Hield ma tak na imię, hehe.

Podobną kartę w swoim koszykarskim życiorysie gęsto zapisał również E’Twaun Moore. Od małego wiedział, że gdy tylko zachodzące słońce zacznie złocić krawężniki Guthrie Street, czas brać piłkę pod pachę i zbierać się do domu. Można nazywać to godziną policyjną, ale w przypadku młodego Moore’a bardziej pasowałaby nazwa „godzina gangsterska”. Guthrie była rewirem typu no-go i, jak wspomina sam zainteresowany:

Z naszego balkonu na trzecim piętrze można było usłyszeć i zobaczyć dlaczego.

Wystrzały, syreny policyjne czy domowe burdy, gdy jakiś pan domu w białym podkoszulku okładał swoją Shaniquę, wtapiały się w codzienność niczym kumkanie żab nad jeziorem i były tak powszechne, że okoliczne dzieciaki nie podnosiły nawet głów znad zadania domowego słysząc je po raz kolejny. Rodzin Moore przeprowadziła się tu w 1989 roku, kiedy na ulicach było jeszcze tyle kokainy, że można było sypać z niej linie drogowe. Stopniowo serca okolicznych ćpunów zaczął podbijać crack, ale trudno stwierdzić, żeby była to zmiana na lepsze.

Guthrie Street po zmroku – just another day @ the office dla lokalnych biznesmenów

Jeśli przetrwasz w takich warunkach, to raczej wszędzie sobie poradzisz [E’Twaun]

#In da hood

E’Twaun Moore urodził się 25 lutego 1989 w East Chicago, w rodzinie Ezella i Edny. „E.T”, jak nazywało go rodzeństwo, był trzecim dzieckiem Moore’ów, po Ezellu Jr. i Ekeishy. W domu się nie przelewało, ale rodzina była, jak to się mówi, „porządna”, a Ezell od początku powtarzał dzieciakom:

Jeśli masz zamiar do czegoś dojść, nigdy nie używaj środowiska, w którym się wychowałeś, dla usprawiedliwiania swoich porażek.

Sam był kierowcą w sklepie meblowym i uczciwie zarabiał na chleb, targając szafy i łóżka po klatkach schodowych całego miasta. Edna z kolei DO DZISIAJ pracuje w szkole, do której chodziły wszystkie jej dzieci.

#Mity i wierzenia

W środowiskach takich jak Guthrie Street, zwłaszcza wśród czarnej społeczności, istnieje pewnego rodzaju „mit wybrańca”. Osoba, o której sądzi się, że ma szansę wyrwać się z tego miejsca, jest otoczona specjalną opieką. Zapytajcie Marcusa Smarta. Jego bracia mogli nosić beretty za paskiem swoich baggy jeansów, ale jemu od gangusów była wara. To samo Caron Butler i wielu innych zawodników. E’Twaun też mógł liczyć na specjalne względy w sąsiedztwie, a na każdym ganku siedziała jakaś jego „ciocia”, popijając Kool-Aid lub racząc się pieczonymi skrzydełkami.

Nie znaczy to jednak, że młody E’Twayn zachowywał się zawsze jak ministrant, a przynajmniej nie od razu. Życie z ulicy może być dla biednego jak mysz kościelna dzieciaka bardzo kuszącą alternatywą. Na szczęście, rzeczywistość potrafi czasem zadziałać trzeźwiąco… Pewnego razu młodociany E.T włamał się ze znajomymi do siedziby Boys & Girls Club (organizacja harcerska). Wytargany za ucho przez funkcjonariuszy, z latającą brodą obiecywał na komisariacie, że to się już nigdy nie powtórzy. Słowa dotrzymał.

Wtedy, tamtego dnia, zdałem sobie sprawę, że ja taki nie jestem [Moore]

Sporą rolę w jego wychowaniu odegrała też koszykówka. „Na poważnie” grać zaczął w liceum, konkretnie w Eastern Chicago Central High.

Miło po latach zajrzeć do starej szkoły…

Ważną postacią w tej placówce był trener Miles, wuefista opiekujący się sekcją kosza. Chętnym zawodnikom umożliwił odbywanie dodatkowych treningów przed lekcjami, o 5:30 rano. Był prawdziwym pasjonatem, sam zgarniał ich po drodze do szkoły swoim vanem (pomyślcie o tym następnym razem, gdy nauczyciel rzuci Wam piłkę i zniknie w kantorku, hehe). Z tygodnia na tydzień trasa robiła się coraz krótsza, bo chętnych na ranne wstawanie ubywało. W końcu doszło do tego, że trener zahaczał tylko o Guthrie Street, bo Moore był jedynym chętnym na trening. Inni nauczyciele też chwalili E’Twauna, który nigdy się nie spóźniał, a kołnierzyk jego polówki zawsze był wzorem czystości.

#Spotlight

W klasie maturalnej, gdy grał na poziomie 22/5.5/3.4, zaczęto mówić o potencjalnym stypendium. Był liderem ekipy, której udało się wywalczyć mistrzostwo stanowe przeciw ekipie samego Erica Gordona.

E’Twaun Moore i Eric Gordon: rywale od zawsze.

O Gordonie mówiło się wówczas, że był wielką nadzieją na miarę Stanu Indiana. Moore z kolei, choć w Indianie był numerem drugim, to powszechnie uznawany był za gracza mieszczącego się w Top-10 rocznika na swej pozycji. Na brak ofert obaj nie mogli narzekać. Eric, jak wiemy, wzorem Isiah Thomasa czy Victora Oladipo, wybrał Indiana University, E.T z kolei zdecydował się na Purdue.

#Mocne wejście

Purdue w tamtym sezonie miało bardzo owocny nabór. Mówiło się, że są Top-5 w kraju pod tym względem. Oprócz E’Twauna ważnymi nabytkami byli też JaJuan Johnson i Robbie Hummell, ale to Moore przewodził ekipie w punktach na mecz (13 ppg, pierwszy w historii uniwerku freshman-lider), a także pobił rekord rzuconych trójek, 66 w sezonie. Tak dobry pierwszy sezon tylko podsycił apetyt na dalszą pracę. Zresztą, nie był wyjątkiem w domu, siostra i brat również zdobyli akademickie wykształcenie i szczycą się dziś dyplomami poważanych uczelni.

#Blake Griffin i el gran baile

W drugim roku gry młode wilki dalej grały pierwsze skrzypce w składzie Boilmakers, a ekipa doszła nawet do finału NIT w NCAA, gdzie pomimo 22 punktów Moore’a, musieli uznać wyższość ekipy Blake’a Griffina.

Dobry jest ten Blake. Fśśśt podnogo umie.

Na zamknięcie sezonu Moore był liderem punktowym, drugim asystującym i trzecim zbierającym ekipy. Co więcej, pod jego wodzą Boilmakers po raz pierwszy w historii zwyciężyli w prestiżowej Big-10 Conference, a on sam włączony został w poczet drugiej piątki Konfy. Gdy przyszedł marzec, szaleństwo trwało dla nich aż do fazy Sweet-16, co nie zdarzyło się na tej uczelni prawie od dekady.

Jako junior, po historycznym 16-0 na otwarcie sezonu, E’Twaun nazywany był najlepszym zawodnikiem Purdue od czasów Big Doga Robinsona w 1993. Został też First Team All-Big 10. Nic dziwnego, że z taką prasą zarówno JaJuan i E’Twaun zaczęli coraz poważniej myśleć o zawodowstwie. W 2010 zapisali się do draftu, ale ostatecznie wycofali z tej decyzji ósmego maja 2010, żeby powrócić do Purdue na jeszcze jeden sezon i skończyć cykl uniwersytecki. To w sezonie 2010/11, Moore pobił swój uczelniany rekord strzelecki, aplikując 38 punktów Ohio State.

Przełamawszy 2000 punktów w cyklu akademickim (nie w sezonie!) znów został włączony do Pierwszej Piątki Big 10. Opuszczając uniwerek legitymował się średnimi na poziomie 18/5/3 a rekordy w minutach, zwycięstwach czy trójkach (plus kilka innych) ma do dzisiaj.

#Duża scena

W drafcie 2011 JaJuan miał więcej szczęścia. Wybrany został m.in. przed Norrisem Cole i Jimmym Butlerem, z numerem 27. Dziś wiemy już, że nie przełożyło się to na karierę zawodnika w Dużej Lidze. E’Twaun, usłyszał swoje nazwisko przy numerze #55, gdy sięgnęli po niego Boston Celtics. Co ciekawe, ci sami Celtowie opchnęli w noc draftu Netsom Marshona Brooksa, żeby ściągnąć do siebie… JaJuana Johnsona. W ten oto sposób dwaj absolwenci Purdue spotkali się w Bostonie.

JaJuan i E’Twaun w jednej drużynie. Raptem zmieniło się dla nich wszystko… i nic się nie zmieniło.

To był ten sam draft, w którym z ostatnim pickiem do ligi wszedł Isaiah Thomas, ale to już inna historia. Co do E’Twauna, lockout opóźniał rozgrywki, więc zdecydował się przyjąć ofertę Benettonu Treviso. Po powrocie do NBA przypomniał sobie jak to jest być graczem z końca rotacji. „Miła” odmiana po 4 latach liderowania programowi, nieprawdaż? Walka o minuty to ciężka harówka, a także niewdzięczne zajęcie, bo na treningach każda skręcona kostka przybliża cię do gry w meczu. Tak właśnie myślał Moore. Niebawem (razem z JaJuanem) oddali go do Houston. Texas był ostatnią stacją dla Johnsona, ale Moore zamierzał zabawić w lidze trochę dłużej. Rockets pozbyli się go po 4 dniach, ale we wrześniu podpisał kontrakt z Orlando.

Kontuzje Turkoglu sprawiły, że 21 razy (na 75 spotkań w pierwszym roku gry) wychodził w pierwszej piątce. Ogólnie w Magic grał przez 2 sezony, kończąc ten etap kariery z dorobkiem 7.1/2.0/2.1.

#Basketball idol

Kolejnym przystankiem było Chicago, gdzie jego czas gry był ściśle powiązany ze zdrowiem Butlera i Rose’a (a z tym, zwłazcza pod trenerem Thibodeau bywa różnie). W drugim roku w Chicago, gdy mógł liczyć na kilka startów, zaliczał staty podobne do tych z Orlando. Symbolicznym wydaje się jednak jego pojedynek z idolem, Kobe Bryantem, na zdjęciu u góry. Była to ostatnia wizyta Black Mamby w Chicago, a E’Twaun „uczcił to” rzucając… 24 punkty. Trafił 10/14 z gry, w tym 4/4 trójki (22 punkty, na skuteczności 8/20, miał Bryant). Bulls wygrali.

W owym czasie wspominano o Moorze w kontekście kandydatów do nagrody MIP. Zaszczytów nie zdobył, ale szum wokół nazwiska spowodował zainteresowanie Pelicans. Zaoferowali mu suty, 36-milionowy kontrakt na 4 lata. Dziś z całą pewnością można powiedzieć, że były to dobrze wydane pieniądze. Moore, jako starter, notował w tym sezonie (jego drugi rok w NOP) średnią 12.5 punktów na skuteczności 42.5% zza łuku. Co będzie dalej z jego przyszłością w klubie i lidze? Z pewnością jest to ciekawy zawodnik, tak jak ciekawe są Pelikany, po swoim ostatnim rajdzie w playoffs.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

18 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    „Pomyślcie o tym następnym razem, gdy nauczyciel rzuci Wam piłkę i zniknie w kantorku, hehe”, przypomniałeś mi czasy gdy podczas WF w gimbie nauczyciel rzucał nam gałę do nogi robiąc w tył zwrot i lecą do swojego pokoiku w którym „nauczyciele WF” dymili fajki i pili sypaną kawę.

    (19)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Super artykuł! Szczerze nawet nie wiedziałem że jest taki zawodnik w lidzę a byłem przekonany że kojarzę większość, dlatego podwójny szacun dla autora tekstu. Za chęć szukania informacji i tworzenia takich artykułów.

    (1)
    • Array ( )

      Bo psy z GSW włączyły stare sztuczki. Jak im nie bd szło w game 6 to wjadą w Hardena 😉 pluję a Cook nie wiem co robił tą nogą w między nogami Paula po rzucie. Szukał szczęścia?

      (-9)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy ktokolwiek – dziś – po meczu 6. może mieć wątpliwości kto dostanie MVP sezonu ?
    Lebron James pokazuje koszykówkę, jakiej być może nigdy nie zagra Durant, Harden, Westbrook czy Simmons.
    W playoffach osiąga wynika, które trudno porównywać z jakimikolwiek statystykami innych graczy. Tytuł MVP playoffs należy się zatem Lebronwi Jamesowi bezdyskusyjnie.

    Styl, w jakim King zakończył mecz przejdzie do historii. To będzie jeden z tych obrazów, które będziemy często oglądać w topspotach NBA.

    Lebron James GOAT

    (-1)
    • Array ( [0] => contributor )
      Zdjęcie profilowe Sheio
      PATRON

      Niestety ale nagrody przyznawane są za sezon regularny, a nie Playoffs.

      (1)
    • Array ( )

      Harden najlepszy we głosowaniu, wymuszaniu fauli i niewidzialnych dla sędziów błędach kroków. Ale fakt zdobywa dużo punktów o ile oczywiście ma możliwość oddania 30-35 rzutów w meczu. To jest jakąś kpiną z tym hardenem w roli MVP…

      (4)
    • Array ( )

      *najlepszy we flopowaniu
      Zresztą juz dzis będzie mial okazje pokazać jaki z niego MVP. Pociągnie drużynę bez CP3? Wątpienia…

      (-1)
    • Array ( )

      @Kamil Co to za ból d*py? Harden w tym sezonie oddawal średnio 20 rzutów na mecz (career high) przy 19 Jamesa

      (0)

Gwiazdy Basketu