Mniej znani NBA: Gary Harris

19

Joy wygrywała. Zawsze. Nieważne jakich sztuczek próbował Gary, chcąc ograć swoją mamę w meczu 1-on-1, koniec końców i tak zawsze wychodziło na jej. Nie było to z jej strony żadne oszustwo. Nie stosowała żadnych nieczystych zagrań, wzorem mamy Vince’a Cartera, ciągnącej syna za spodenki, gdy tylko próbował wsadu w ich przydomowym ogródku. Joy nie musiała się zniżać do takich forteli.

Jako była zawodniczka WNBA, miała własne sztuczki. Chciała przelać je wszystkie na Gary’ego, żeby tak jak ona, mógł ziścić swój koszykarski sen. Póki jeszcze był młodszy, ogrywała go raz za razem, ale jej dominacja skończyła się jakoś w okolicach jego szesnastych urodzin. Gary urósł i zmężniał, co pozwoliło mu dominować fizycznie, był też dla Joy zwyczajnie za szybki. Wówczas zmienił się charakter ich wspólnych wyjść na boisko. Nie były to już „meczyki”, a regularne treningi. Bieganie linii, penetracje, kozłowanie, taktyka, rzuty i drille. W końcu dopięła swego. Jakieś 14 lat po zakończeniu przez nią kariery w WNBA, jej syn, Gary Harris, stał się zawodnikiem Denver Nuggets.

#Kicks or cleats?

Gary Harris urodził się 14 września 1994 w Indianie, konkretnie w szóstym co do wielkości mieście tego stanu, w Fishers (90 tys. mieszkańców). Oboje rodzice wykazywali sporą troskę o sportową przyszłość syna i starali się zaciekawić go rozmaitymi dyscyplinami, ale to Joy brylowała przy rodzinnym stole za sprawą swoich anegdot z Purdue i WNBA, gdzie reprezentowała barwy Detroit Shock.

Gary, jak większość kolegów, sportową pasję dzielił między koszykówkę i football amerykański. W tej drugiej dyscyplinie odnosił niemałe sukcesy, grając na pozycji Wide Receivera i prowadząc szkolną reprezentację Hamilton do mistrzostwa stanowego.

W koszykówce też szło mu całkiem całkiem. Po tym, gdy jako sophomore dostarczał drużynie 14 punktów, 4 zbiórek, dwóch asyst i trzech przechwytów co mecz, poprowadził ich w kolejnym roku do bilansu 20-4 i drugiego mistrzostwa regionalnego w historii Hamilton Southeastern.

Kończąc szkołę, był uważany za jeden z najbardziej interesujących prospektów licealnych w kraju. Już rok przed maturą podpisał list intencyjny z zamiarem przyjęcia oferty stypendialnej Michigan. Był wymieniany w szesnastce najlepszych graczy w kraju, bijąc się w zasadzie tylko z Marcusem Smartem o palmę pierwszeństwa na swojej pozycji. Michigan przyjęli go z otwartymi ramionami, wszak był rekordzistą Hamilton w punktach. Dołączając do nich poszedł w ślady swego historycznego idola.


Magic Johnson w barwach Lakers. Zawodnik trafił do NBA prosto z Michigan

Michigan State reprezentował lata temu Magic Johnson, oprócz niego wprowadzili też do ligi Draymonda Greena, Kevina Willisa, Ralpha Simpsona, czy Jasona Richardsona.

#Good fit

W pierwszym sezonie na uczelni, Harris wystartował w 33 z 34 rozegranych spotkań, składając średnie na poziomie 13/2.5/2. Obwołano go dzięki temu Freshmanem Roku w prestiżowej konferencji Big-Ten, czego w barwach Spartans nawet Magic nie zdołał dokonać. Niestety, odpadli na etapie Sweet Sixteen, ale Harris już ostrzył sobie zęby na kolejny sezon.

Muszę nauczyć się jak lepiej odnajdywać kolegów na boisku, szukać penetracji, które otworzą drogę do dogodnego podania [Gary Harris]

Sezon 2013/14 rozpoczął z przytupem, w debiucie zdobywając pierwsze double-double (20/10), a następnie bijąc osobisty rekord punktowy w spotkaniu z Michigan, którym wpakował za kołnierz 27 oczek. Średnie 16.7/4.0/3.0 wystarczyły, by pod koniec sezonu załapać się do pierwszej piątki konferencji i pierwszej piątki defensorów. Niestety, Spartans zaszli jedynie mecz dalej, w porównaniu do poprzedniego sezonu, tym razem żegnając się z March Madness na etapie Elite8. Gary Harris, mając już dość rozczarowujących porażek swej uniwersyteckiej ekipy, 14.04.2013 ogłosił chęć dołączenia do NBA.


Na zachodzie NBA nie brakuje młodych talentów

#Moment prawdy

Harris, choć warsztatowo znajdował się na wysokim poziomie, nie umiał zrobić odpowiedniego szumu wokół swojej osoby, przez co jego treningi przed draftem przeszły raczej bez echa. Finalnie poszedł z numerem #19, za LaVinem, Stauskasem czy Exumem. Wybrali go Bulls, ale bardzo szybko zdecydowali się na przekazanie zawodnika Denver Nuggets w pakiecie z Nurkiciem, w zamian za pick drugiej rundy 2015, Douga McDermotta i Anthony’ego Randolpha.

W debiucie, przeciw ekipie z rodzinnej Indiany, Harris zanotował punktowy rekord rookie sezonu, zdobywając 13 pkt. w 18 minut. Niemniej, pierwszy sezon w najlepszej lidze świata był dla Harrisa okresem nauki i rozwoju. Dość powiedzieć, że występów z dwucyfrowym dorobkiem zaliczył raptem 4. Na koniec sezonu jego średnia wyniosła 3.4 ppg, ale szkoleniowcy Nuggets byli pod wrażeniem potencjału, jaki wykazywał przy niektórych okazjach.

#Gary przejmuje stery

Przełom przyszedł w drugim roku gry w NBA, gdy stał się zawodnikiem pierwszej piątki. Ze startami idą minuty, a z minutami statystyki, to prawda stara jak świat i w przypadku Gary’ego również znalazła zastosowanie; 12.3/3.0/2.0- to linijka jaką średnio wpisywał do boxscore. Warto też zaznaczyć, że w tamtym sezonie w szeregach młodych Samorodków było aż siedmiu graczy z dwucyfrową średnią. Oprócz Harrisa także Gallinari, Barton, Mudiay, Faried (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?), Augustin i Jokić. Same młode wilki.

W rozgrywkach 2015/2016 Harris notował skuteczność z pola na poziomie 47%, zza łuku i 81% z linii wolnych. Wśród graczy ze średnią punktową powyżej 12, jedynie sześciu innych zawodników mogło pochwalić się podobnym wyczynem. Był to dla niego bardzo udany sezon, a coach Malone wspomina, że zawodnik zaczął wówczas wykazywać zdolności przywódcze i osobowość spajającą innych, zarówno w szatni, jak i na boisku. Innymi słowy, wyrastał na prawdziwego glue guya.

/shane-battier-oraz-reszta-glue-guys-nba/

Przebudowujące się Denver zakończyło rozgrywki 2015/16 z bilansem 33-49 i nie weszło do playoffowej ósemki. Harris nie narzekał jednak latem na brak zajęć, gdyż znalazł się w szerokiej kadrze Team USA na Igrzyska Olimpijskie w Rio.

Gary Harris do Rio nie pojechał, ale doświadczenie zdobyte w potyczkach z Kevinem Durantem procentuje.

Sezon 2016/17 był znów jak powiew świeżego powietrza. W drużynie radził sobie coraz lepiej, coraz więcej zagrywek szło „pod niego”. W marcu zaliczył swój rekord strzelecki, 28 punktów przeciw Rockets, na ich terenie. Średnie skoczyły mu do 15 ppg, oraz blisko 3 zbiórek i asyst. na koniec kampanii był także ósmym pod względem skuteczności strzelcem dystansowym (42% przy blisko pięciu próbach w meczu), plasując się jedynie za klasowymi specjalistami kalibru Korvera, Redicka czy Inglesa.

Denver wciąż grali swoją grę, dzieląc się wkładem na atakowanej połowie niemal po równo. W swoich szeregach mieli aż 10 osób zdobywających ponad 9 ppg, ale to Jokić, Chandler i Harris wyrastali na osoby pierwszego kontaktu pod atakowaną tablicą. Latem, po zakończonym sezonie, Gary za punkt honoru postawił sobie poprawę defensywy, żeby stać się zawodnikiem two-way. Szkoleniowcy byli chyba zadowoleni z progresu, jaki poczynił, ponieważ w październiku 2017 zaproponowali mu przedłużenie kontraktu na 4 lata za 84 miliony dolarów.


Gary Harris i Marcus Smart. Niegdyś walczyli o miejsce w rankingach topowych prospektów, dziś walczą na parkietach NBA.

Renowacja kontraktu wcale nie ostudziła zapału młodego Harrisa, który w dalszym ciągu rozwijał się jako zawodnik, wciąż kładąc nacisk na obronę. W minionym roku zdołał uskładać średnie na poziomie 17.5/2.6/3.0/2.0, ale to za swą obronę zbierał najbardziej optymistyczne recenzje. Z nim na parkiecie Nuggets tracą 107.4 punktów/100 poziadań, a gdy siedzi 110.6.

#Gary jak Kawhi

Eksperci porównują jego styl do Kawhi Leonarda. Zaawansowane statystyki pokazują, że pod względem deflections (przecięte podania, które zakończyły się stratą bądź autem, bądź wstrzymaniem akcji) Harris jest Top-10 NBA (miejsce dziewiąte). W ścisłej czołówce znajduje się również pod względem stabilności formy, obczajcie tylko te nazwiska:

#Instynkt zabójcy

Poza skutecznością flirtującą z granicą 50%, stabilnością formy, jakiej pozazdrościć może mu niejeden All-Star i sympatią kolegów z drużyny, Harris ma także instynkt zabójcy, który sprawia, że nie boi się oddawania rzutów trudnych i ważnych. Kibice długo pamiętać będą mu zwycięski buzzer w meczu z Oklahomą, który stał się ozdobą większości podsumowań tego sezonu, nie tylko tych skupiających się na teamie Nuggets.

Jest obecnie drugim strzelcem ekipy, po Nikola Jokiciu i pamiętajmy, że tylko cud sprawił, że Denver nie awansowało w tym roku do playoffs. Jak będzie w kolejnym sezonie?

[BLC]

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    W przyszłym sezonie Denver zamelduje się w playoffs. Właściwie to jestem tego pewien i jeśli są tu jacyś fani tejże ekipy to napisze im tyle – doczekaliście się dobrych lat dla swojej ekipy. Jokić to franchise player więc będzie dobrze.Wystarczy go dobrze obudować, a fundamenty już są. Pozdro!

    (6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo mi szkoda było Denver w tym sezonie, starali się na maxa i niestety nie udało się wejść do PO. Dużo bardziej zasłużyli na to niż Wizards, ale nie ta konferencja… Od Harrisa bije wielka dojrzałość jak na jego wiek. Naprawdę bardzo ciekawa paczka w Nuggets

    (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam śmieszne przeczucie, że może wystrzelić podobnie jak Oladipo, w końcu zespół ma kompetencje i w pełni zielone światło na wgrywanie. A to już znaczący postęp, który wpływa na motywację graczy. Oczywiście, nie widzę tego aż w tak sporym stopniu jak u Victora, lecz z większą intensywnością w obronie i delikatną poprawą pozostałych czynników widzę go jako jednego z finalistów przyszłorocznego MIP

    Z innej beczki, oglądaliscie zwiastun NBA Live 19? Jeśli animacje będą tak wyglądać to brałbym w ciemno przed 2k

    (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Problemem Harrisa może być trochę brakujących centymetrów i niewielka jak na standardy NBA rozpiętość ramion – jak na jego pozycję (SG/SF) 193 cm wzrostu i 199 cm rozpiętości to trochę za mało, to są parametry takiego Westbrooka, który gra na pozycji point guarda. Będzie miał problemy z pokryciem sporo wyższych Thomspona, Hardena, Wigginsa czy Butlera. Nie mówię, że nie może być dobrym wyrobnikiem, ale do poziomu all star będzie trudno doskoczyć.

    (-1)