centered image

Rentgen dinozaura: tajemnica sukcesów Toronto Raptors

21

W chwili, gdy piszę te słowa, zespół Toronto Raptors jest liderem wschodniej konferencji. Z bilansem (41-16) uskładali sobie imponujące 72%. Nie dalej jak wczoraj Chris Bosh wskazał ich jako faworyta do tytułu tuż obok Houston i Golden State. Czy jednak nie za szybko ten optymizm? Wszak DeMar i Kyle mają w swych karierach „chokerskie” epizody, a drużyna Kanady otoczona jest nimbem wiecznego przegranego i nigdy nie spełnionej obietnicy. Wszak mowa o zespole, który w swej historii wygrał jedynie 4 rundy playoffs w ciągu 22 lat! Póki co, są jednak liderami EAST, więc sprawdźmy jaką mają receptę na sukces.

#Mój dom, moja twierdza

Na tym etapie rozgrywek Toronto jest jedyną ekipą, która przegrała mniej niż 5 meczów u siebie (24-4). W porównaniu do ich wyczynów na wyjeździe (17-12), to różnica klas. To dlatego dla DeRozana i spółki tak ważne jest, żeby zabezpieczyć sobie przewagę parkietu na playoffy i nie ma mowy o żadnych chłodnych kalkulacjach z naumyślnym spadaniem, byleby kogoś uniknąć, jak to czynili Cavs przed rokiem.

Co więcej, Raptors są w czołówce ligi, jeśli idzie o punkty tracone/100 posiadań, aktualnie zajmują w tej klasyfikacji czwartą lokatę, ale wskakują na pierwszą pozycję, jeśli wziąć pod uwagę mecze domowe i tylko Warriors mają lepszy średni bilans punktów (zdobyte/stracone) na własnym boisku niż Raps.

#Obrona trójki

Rzecz absolutnie kluczowa w dzisiejszym baskecie to obrona na łuku. Ilość oddawanych w ten sposób rzutów wzrasta z roku na rok, stąd też rosnąca ranga  tego aspektu defensywy. Raptors wyciągnęli nauki z zeszłego roku, kiedy za wszelką cenę bronili penetracji, obrywając niemiłosiernie z dystansu od każdego sprytniejszego rywala. W tym roku Toronto jest nie tylko w Top#3 NBA w obronie rogów boiska (a to ulubiona klepka wielu snajperów) ale są też drugą ekipą (po Nets) przeciw której oddaje się najmniej trójek i piątą w wymuszaniu niskiej skuteczności rywala w tym aspekcie (34%).

#Zatrzymać pick & roll

Krótko i na temat: Toronto jest szóstą ekipą NBA (0.82 ppp) pod względem obrony na graczu z piłką i drugą (0.98 ppp) w grze przeciw stawiającemu zasłonę. Lowry wykazuje się nie lada sprytem i boiskowym IQ podczas obrony takich akcji, a skład Toronto obfituje w zawodników dobrze grających przeciw wysokim.

#Spacing

Stare porzekadło mówi, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Już rok temu Raptors byli jedną z ekip o najlepszym wolumenie trójek (28.9% ich wszystkich prób), jednak w tym roku poszybowali pod sufit z wynikiem 36.8% (no dobra, pod sufit tam, siódme miejsce w NBA z tym wynikiem). Dziewięciu z 11 graczy podstawowej rotacji coacha Caseya oddaje minimum dwie trójki w meczu, najwięcej Lowry i Miles, łącznie 14. Nawet Valanciunas odpala teraz sporadycznie zza łuku (20/42= 47%), co jest tym bardziej crazy, że przez ostatnie 5 lat trafił łącznie 1/4 próby.

#Krąży piłka

Niemal o 10% wzrosła w porównaniu do poprzedniego sezonu ilość koszy zdobywanych przez Dinozaury po asyście kolegi. Skok z 47 na 56% daje im co prawda dopiero 20 miejsce w lidze (wcześniej byli ostatni), ale ma to być remedium na ewentualną niedyspozycję kogoś z pary Lowry/DeRozan, co w ostatnich playoffs zawsze kończyło się porażką. Jednocześnie symptomatyczny jest spadek rzutów po koźle w ogólnym rozrachunku ekipy, przy jednoczesnym wzroście sytuacji catch&shoot. Toronto dalej są drużyną opierającą się na indywidualnych przewagach, ale dobrze jest mieć plan B, gdyby znów któryś lider znalazł kupę w spodniach przed ważnym spotkaniem w playoffach.

#Fast don’t lie

Z 97.7 do 100.5 o tyle wzrosło średnie tempo Raptors w meczu. Jedynie Utah bardziej przyspieszyło i też zobaczcie, jak na tym wychodzą. Co więcej, Toronto będąc topowej dziesiątce pod względem tempa gry są ledwie 26. ekipą pod względem ilości strat (13.3% posiadań).

#DeMar the leader

DeRozan jest w swoim prime. Rozdaje więcej podań, traci mniej piłek, jest coraz bardziej kreatywny, od trzech lat niezmiennie w All-Star Game. Atletyczny, zabójczy na półdystansie i umie pofrunąć. Zresztą, kogo ja tu Wam będę reklamował, od kilku sezonów to jeden z czołowych SG Eastern Conference. Czy wiecie jednak, że mimo iż mamy dopiero luty, DeRozan zdążył oddać już 330 trójek, a to więcej niż w jakimkolwiek innym sezonie swej kariery (no dobra, 338 miał w 2015/2016, ale kto się założy, że do końca miesiąca ten wynik padnie?). To chyba największa zmiana jakościowa w jego grze.

#Świeża krew

Czy to możliwe, żeby rookie, który gra niespełna 21 mpg, był osiową postacią rotacji w drużynie z trzecim bilansem w lidze? Możliwe, i patrzymy właśnie na OG Anunoby. Chodzi przede wszystkim o dwie rzeczy: po pierwsze primo, wachlarz możliwości jaki otwiera się w defensywie przy zmianach krycia, dzięki niemu. Ma 203 cm i 105 kg (wzrost LeBrona, 8kg lżejszy) i idealną mobilność. Świetnie kryje z pomocy, obniża skuteczność rywali w każdej bronionej strefie.

Po drugie primo, zaletą OG jest ofensywa. Większość jego rzutów (59%) to trójki po podaniu kolegi, ze swojej ulubionej klepki w rogu notuje 42% skuteczności (.345 ogółem). Jego wkład w grę wymyka się statystykom, bo jak inaczej nazwać 5.9/2.5/0.8, ale zważcie na fakt, że OG jest drugim graczem ekipy, którego obecność/nieobecność na parkiecie najbardziej odbija się na wynikach zespołu pod względem bilansu punktów zdobytych/straconych.

#Ławka

Van Vleet, Siakam, Miles, Wright i Poeltl. Gdy ta piątka występuje razem na boisku, rywale są do tyłu 32,8 punktów na 100 posiadań. Jest to niezwykle ważne również w kontekście zdejmowania części odpowiedzialności za wyniki z liderów w osobach Lowry’ego i DeRozana. Oczywiście, w playoffs rotacja zawsze ulega skróceniu, ale wachlarz możliwości, jakim dysponuje coach Casey, pozwala mu na pewną taktyczną swobodę.

#Suma wszystkich Rapsów

Toronto nie jest drużyną o największym potencjale w NBA. Ich siła tkwi w dobrej znajomości własnych kompetencji i skrupulatnym realizowaniu zadań. Wiele mówi o nich następująca statystyka: w swoich szeregach mają jedenastu graczy zdobywających minimum 6 ppg, a to nie zdarzyło się nigdy wcześniej w NBA. Niemałe znaczenie ma tu również praca „góry”. Trzon zespołu, 10 zawodników, ma kontrakty ważne jeszcze przez 2 lata minimum, a to pozwala Raptorom wygodnie patrzeć w przyszłość i spokojnie czekać na sukcesy, które w końcu z pewnością nadejdą. Na zakończenie, pomyślcie o tym w ten sposób: dołączenie Cartera do Raptors na zakończenie kariery i jego droga ku mistrzostwu to zawsze były dwa różne tematy. Teraz mogłyby w końcu stworzyć jedną opowieść. Tylko czy nie jest już na to za późno?

[BLC]

trololo tu byłem <admin>

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    „o 10% wzrosła w porównaniu do poprzedniego sezonu ilość koszy zdobywanych przez Dinozaury po asyście kolegi. Skok z 47 na 56%”
    Skok z 47 na 56% to nie jest wzrost o 9% (niemal 10%) tylko wzrost o 9 punktów procentowych (bądź niemal 10 punktów procentowych)

    (37)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tego co wiem GWBA to portal o koszykówce NBA a nie o matematyce, ale rozumiem że skoro rzetelny artykuł to trzeba znaleźć sobie cos do przyczepienia sie 🙂

    (-2)
    • Array ( )

      Naprawdę rzadko zostawiam tu jakiś komentarz, wiec nie chodzi o to żeby się przyczepić. Błędy się zdarzają każdemu, jednak na tak poczytnym portalu warto takie rzeczy sprostować. Nie ma w tym żadnej złośliwości. Swoją drogą artykuły BLC – prima sort! 😉

      (33)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Toronto nadal jest kopciuszkiem w ktorego nikt tak naprawde nie wierzy. Ludzie mowia o celtach nawet bez ich drugiej geiazdy zamiast o raptors. Beda czarnym koniem w tych playoff bo niby najlepszy rejord w east ale w poprzednich latach koczyli z rak lebrona 4-2 i 4-0 wiec zobaczymy czy sa na wyzszym poziomie czy skonczy sie jak zwykle.

    (-2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie żebym się czepiał ale według basketball-reference DeRozan oddał w tym sezonie 200 trójek a nie 330, zaś najwięcej – 210 miał w sezonie 13/14, w przytoczonym przez was 15/16 próbował z dystansu 139 razy więc nie wiem skąd wam się wzieły te liczby Demara

    (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Mogliby trafic na 76ers w pierwszej rundzie,jak chlopaki z Phila nie pochoruja sie to szybko sie skoncza marzenia o tytule dla raptors

    (-6)
  6. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BLC
    Odpowiedz

    @Sz spoko, luz, moj koment byl zartobliwy, masz oczywiscie racje;) laicy jak ja bazuja na zalozeniu, ze „wiadomo o co chodzi”;)

    (15)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Genialny artykuł, właśnie na taki czekałem jako fan Raptors nie mogłem wytrzymać tego jak przechodzi się obojętnie koło ich pierwszego miejsca w konferencji i myślę, że w tym roku mimo wszystko mogą pokazać coś więcej i PO.

    (11)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    A gdzie te sukcesy Dinusiów? Mistrzostwo konferencji? Mistrzostwo ligi? Awans do playoffów to żaden sukces.

    (-1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    „po pierwsze primo”, „po drugie primo” ja xxx… autorze, postaraj się nie używać w tekście zwrotów, których nie rozumiesz

    (-16)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Raptors mogliby nie przegrać meczu do końca sezonu a bym złotówki na ich wejście do finału nie postawił. Duet Lowry i DeRozan już kilka razy pokazali się w PO. To jest kwestia mentalna, nie techniki czy umiejętności. W tym roku będzie tak samo, nie ma niczego co by mnie miało skłonić do innej opinii na temat tego zespołu aktualnie.

    (4)
  11. Array ( )
    wielmozny pan P 18 Luty, 2018 at 14:06
    Odpowiedz

    Raptors to taki zespół, który – mówiąc językiem alpinistów – nie umie wykonać ataku szczytowego. Brak mu odporności psychicznej, ekstra-siły i po prostu zdolności do sprostania warunkom wyzwania.

    statlines i wskaźniki regular season mają sens, ale… w regular season. W best of 7 do głosu zaczynają dochodzić zupełnie inne rzeczy. Nerwy, głowa, mądrośc zaczynają mieć kluczowe znaczenie, liczą sie detale, star power albo jest for real, albo wcale go nie ma, intensywnośc i koncentracja muszą osiągać apogeum w drugiej części serii, kiedy technciznie i taktycznie nie da się już rywala niczym zaskoczyć.

    w meczach codziennie-z-kim-innym Raptors są już biegli. Tutaj będą robić postępy i ich reg season stats mogą wyglądać wręcz imponująco.

    co z tego jednak ?

    w 2016 z Miami Heat w regular seaosn mieli 3-1, w Playoffs ledwie uratowali serię w gm 7. Z Cavs wygrali w sezonie 2 z 3 meczów, a w Playoffs przegrali 2-4.

    w 2017 z Bucks mieli 3–1, w Playoffs przegrywali 1-2 i wyglądali naprawdę przeciętnie, wygrali wyłącznie dlatego, ze Bucks byli za mlodzi i zbyt niedoświadczeni, by poradzić sobie sami ze sobą.

    Raptors mogliby grać w NBA Finals, gdyby trafili na wyjątkowo słabą Eastern. Wtedy ich braków nie miałby kto obnażyc. Takich teamów w historii już wiele było, 90 % z nich nie dostawało szansy, zawsze jednak znajdował się zespół dostatecznie dobry, by ukrócić ich ambicje.

    zdobywając 1 seed mogą mieć nadzieję, ze z Cavaliers/Celtics zagrają dopiero w Eastern Finals, ale jak będą mieć w drabince Wizards, to też wcale nie jest powiedziane, że muszą awansować do ECF.

    Wizards w ub roku pokazali, że w Playoffs umieją grać stabilny basket na wysokim poziomie, bez tego „czegoś”, ale na Raptors dostatecznie dobry.

    właściwie w Raptors nie ma ani jednego gracza, który by potrafił zespół natchnąc, który by miał coś wiećej niż technikę i talent.

    DeRozan czy Lowry są dokładnie tacy jak cały zespół Raptors : trudno zarzucić im jakieś powazne defekty, ale i trudno odnaleźć w nich ślady wielkości wykraczającej poza ten obszar pewnej nienaganności i przewidywalności.

    coach Casey to też nie jest ktoś, kto umie z zawodników wyciągnąć jakąs wartośc dodaną.

    ławka może być dobra w reg season, ale w Playoffs tacy gracze jak Siakam , Anunogby czy Fred Van Vleet, to nie są zawodnicy z odpowiednim doświadczeniem i pewnością siebie, którzy wyjdą na gm 5 czy gm 6 i zrobią coś co odmieni losy meczu.

    Toronto ma zespoł pozornie głęboki, w istocie bardzo płytki, w którym decydują o wszystkim zawodnicy startowej piątki.

    jasne, w 1rd versus Sixers czy Pistons Pascal Siakam czy Delon Wright mogą mieć udane mecze, bez dwóch zdań, lecz w Eastern Finals lepiej na to zbytnio nie liczyć, tutaj rutyna bije młodość.

    w 2017 Playoffs w gm 2 vs Cavs zupełnie polegli : oddali im 54 % z gry i 34 FTA, De Rozan 2-11 z gry. w gm 3 : znów 51 % cavsów, 24-28 z linii, wysoki wynik, łatwa gra, absencja Lowry’ego naprawdę nie miała żadnego znaczenia.

    najlepszy mecz Raptors rozegrali wtedy, jak już byli spokojni, że seria jest przegrana, a Cavs trochę spuścili z tonu mając to samo przekonanie.

    gdyby w tej grze nie było czynnika stresu, presji, gdyby nie istniała cała sfera tzw mindset – Raptors byliby mistrzami NBA i to wielokrotnymi.

    nie znajduję w obecnym zespole Toronto żadnych sugestii obiecujących poprawę. Takie zespoły zwykle boją się zmian, bo wiedzą, ze są o jeden figiel od gry w NBA Finals. Jakaś kontuzja kluczowego zawodnika rywali, jakieś zawieszenie w waznym meczu i szanse rosną do maksiumu, więć nie ma sensu burzyć tej układanki. Lepiej czekać na rozwój wypadków i utrzymywać stan swojego posiadania.

    nie jest to głupie, ale czasami żeby zrobić dwa kroki naprzód trzeba cofnąc się o krok, w przypadku Toronto : być moze zmienić trenera albo wymienić trzech graczy z ławki i jakiś pick za dobrej klasy nr 4 w zespole, który naprawdę pogłębi skład, ułatwi robotę liderom, poprawi ich grę defensywną, która im wyzej w Playoffs, tym gorzej wygląda, wpłynie na psychikę zespołu.

    DeRozan dobrze obchodzi się z piłką, podobnie Lowry, Ibaka ma podręcznikową mechanikę rzutu itd – czy komuś z nas przyjdzie do głowy charakteryzować graczy Raptors za pomocą terminów opisujących ich walory mentalne, wolicjonalne, killer instinct, siłę woli, determinację ? no własnei :] nikt ich nie zna od tej strony, i dlatego mało kto wierzy w ich sukcesy w Playoffs.

    (10)

Gwiazdy Basketu