fbpx

Chris “Birdman” Andersen: historia człowieka

23

– Chris Andersen
– Kto?

Tak na pytania dziennikarzy o swego centra odpowiadali przed laty zawodnicy Miami Heat. Po parkietach NBA przez długie lata nie biegał żaden Chris Andersen tylko Birdman, a później Birdzilla, kolorowy ptak ligi. Jego pełne imię i nazwisko brzmi: Christopher Clause Andersen.

Gdy wchodziliśmy na parkiet graliśmy dopóki nie zabrakło nam paliwa w baku. Patrzymy na wiele rzeczy w ten sam sposób. Myślę, że to kwestia dorastania. Nigdy nic nie przyszło mu łatwo. Musiał na wszystko zapracować [Udonis Haslem]

Birdman przyszedł na świat w 1978 roku jako Chris, syn duńskiego imigranta Clausa Andersena i Lindy Holubec. Tata: malarz/ekscentryk, mama: wytatuowana miłośniczka motocykli Harley Davidson to niekoniecznie typowa mieszczańska rodzina gwarantująca codziennie ciepły obiad i pomoc przy odrabianiu lekcji.

Słoneczną Kalifornię, gdzie przyszedł na świat już w wieku czterech lat musiał zamienić na Texas i to taki ze stereotypowych wyobrażeń o tym stanie: farma, dwa małe sklepy, sąsiadka szpiegowska siatka i domy oddzielone od siebie kilkunastoma kilometrami pól. Niewiele później ojciec opuścił rodzinę, a matka łapiąc się dorywczych prac nie miała czasu dla Chrisa i jego sióstr, którzy na trzy lata trafili do domu dziecka.

Wiele lat później już jako Birdman, uznany gracz NBA, organizował campy koszykarskie w poprawczakach i innych miejscach dla dzieciaków mniej uprzywilejowanych. I wiecie co, tak jak nie lubił rozmawiać z mediami, to tam stawał się wręcz gadatliwy. Między żartami dodawał poważnie: skoro ja mogłem, to czemu nie Wy? Efektem wizyt były wykonane markerem tatuaże i krzywo wycięte przez kolegów irokezy na głowach dzieciaków określanych jako “trudne”.

CBA

Grę w kosza jako szansę na lepszą przyszłość zaczął poważniej traktować dopiero w czasach licealnych, gdy mieszkał w sierocińcu. Oto pojawiła się szansa uzyskania stypendium dla utalentowanych koszykarzy na uniwersytecie w Houston, ale zmarnował ją przez swój rock and rollowy tryb życia.

Tylko dzięki protekcji trenera dostał się do małego koledżu w Blinn gdzie występował rzez rok, uzyskując 4.7 bloków w nieco ponad 20 minut gry. Przebywając na parkiecie o połowę krócej niż rywale przewodził krajowej liście najlepiej blokujących. W ten sposób, wierząc ślepo, że pieniądze NBA są w zasięgu ręki zgłosił się do draftu NBA 2000 roku.

Legenda głosi, że „zapomniał” uzupełnić wszystkich wymaganych papierów, a może po prostu zabrakło mu umiejętności, faktem jest, że zamiast w NBA wylądował w lidze chińskiej grając dla Jiangsu Nangang Dragons, których do dziś nazwy nie potrafi powtórzyć.

Dorastanie w Chinach stanowiło prawdziwy szok kulturowy. Nie zapomnę tego nigdy [Andersen]

Większość amerykańskich koszykarzy kończy sportowe kariery w CBA dla pieniędzy, Andersen z tego samego powodu ją tam rozpoczął. Szybko jednak wrócił do Stanów grając w lidze IBA dla Nowego Meksyku i Dakoty. Zwiedził jeszcze dwie drużyny zanim Cleveland Cavaliers dali mu szansę udziału w lidze letniej. Dobre, energetyczne występy w obronie przyniosły mu wybór z pierwszym numerem draftu D-League.

Development League

Tak mili Państwo, Andersen został pierwszym numerem, pierwszego w historii draftu dla nowo formowanego zaplecza NBA, czyli D-League. I tu niespodzianka, po zaledwie dwóch rozegranych meczach kontrakt podpisali z nim Denver Nuggets. Umowa warta była 289 747 amerykańskich dolarów, które rodzący się do życia “Birdman” z przyjemnością przeznaczył na alkohol, prostytutki, limuzynę i tatuaże.

Narodziny Birdmana

Przydomek “Birdman” nadał mu kolega z ligi letniej będący pod wrażeniem rozpiętości „skrzydeł” Chrisa i jego wysokich lotów. Gdy 23 listopada 2001 roku debiutował w NBA przebywając na parkiecie dokładnie minutę, nie przypominał jeszcze dzisiejszego Birdmana. W głowie dopiero opracowywał szczegóły swej nowej odsłony, na którą składać się miały kolorowe tatuaże, gesty imitujące skrzydła i opinia niegrzecznego chłopca.

Chudy, krótko ścięty na zabawnego jeżyka, z pojedynczymi malunkami na ciele nie wyróżniał się niczym szczególnym zdobywając średnio 3.2 zbiórki, 3 punkty i 1.2 bloku na mecz w swym rookie sezonie.

Trzy pierwsze lata w Denver skończyły się transferem do New Orleans Hornets pokładających w nim spore nadzieje, których przejawem był 4-letni kontrakt opiewający na 14 milionów dolarów. W mieście poruszenie, twarz na na bilbordach, popularność wśród kibiców i najlepszy statystycznie sezon w karierze – to sportowa część życia Birdmana. Prywatnie rozstał się z narzeczoną, jego dom zniszczył huragan Katrina, a matka popadła w kolejne długi. Rok 2005 podsumował drugim w karierze udziałem w konkursie wsadów.

Slam Dunk Contest 2005

Wygrana miała być kolejnym elementem starannie budowanej postaci. Jednak żeby umieścić piłkę w koszu potrzebował aż dziewięciu prób, z których każda kolejna budziła tylko uśmiech kibiców i komentatorów. W drugiej rundzie asystował mu godny zaufania kolega J.R. a liczba powtórzeń zmniejszyła się do sześciu (sic!) Występ Chrisa znajdziecie we wszystkich zestawieniach najgorszych udziałów w Slam Dunk Contest, a filmik z tego “widowiska” trwa aż 5 minut i 36 sekund. Wprowadzenie limitu czasowego okazało się w przyszłości dobrym pomysłem. Andersen rule?

Drugs of Abuse – upadek pierwszy

Co tu wiele mówić, zawodnicy NBA lubili zapalić jointa. Birdman przygnieciony osobistymi problemami brał kokainę, meta amfetaminę, LSD i heroinę, czego oczywiście nie dało się ukryć podczas testów. Decyzja ligi w kwestii narkotyków musiała być surowa i taka też była: dwa lata zawieszenia. Jak to w przypadku legend bywa, mamy tu dwie wersje historii powrotu Birdmana do profesjonalnej koszykówki, romantyczną i realistyczną:

1. Andersen zamyka się w hotelowym pokoju, gdzie przez trzy dni bez żadnych hamulców oddaje się zakazanym przyjemnościom. Podczas kolejnych odlotów słucha piosenki Lynyrd Skynyrd “Free the Bird”, którą traktuje jak osobisty drogowskaz i przy pomocy przyjaciół rozpoczyna czterotygodniowy detoks.

2. Bez zbędnych płaczów i rozpamiętywania Birdman zapisuje się na detoks, wraz z agentem organizuje otwarte treningi dla mediów podczas których potwierdza utrzymywanie wysokiej formy.

Denver po raz drugi (2008-2012)

Syna marnotrawnego przyjmują w New Orleanie, by już zupełnie niebiblijnie wydać go do budujących młody zespół Denver Nuggets. 2008-2009 to moja ulubiona odsłona Bryłek w historii. Dowodzący poczynaniami kolegów Chauncey Billups, w ofensywie niemożliwy do zatrzymania Carmelo, niepokorni J.R. Smith i Kenyon Martin, na obwodzie młody Afflalo, a pod koszem Nene. Kibice szaleli, ich ulubieńcem był wyrazisty Andersen. Nastoletni fani farbowali włosy, cała hala po blokach i wsadach powtarzała słynny już gest rozkładanych skrzydeł.

Zabawę, jak zwykle, popsuli Lakers, odprawiając rywali 4-2 w finale konferencji. Parę miesięcy później pod salę treningową Nuggets przyjechała policja federalna mówiąc, że Andersen podejrzany jest w sprawie podlegającej wydziałowi zajmującemu się internetowymi przestępstwami wobec dzieci.

CZYTAJ DALEJ>>

1 2

Ostatnie Wpisy

23 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Super! Uwielbiam artkuły o 2-go, a nawet 3-cio planowych postaciach NBA, ich historie są zawsze najciekawsze. O takim LBJ’u od gimnazjum było wiadomo, że będzie pierwszym pickiem draftu

    (22)
    • Array ( )

      Taki draft… W innym nie byłbym pewien czy LBJ zawsze byłby 1-ką.
      W końcu Ci najlepsi nie poszli z pierwszym pick’em 🙂

      (-21)
    • Array ( [0] => subscriber )

      Darko Milic na przykład jest tego świetnym przykładem, że najlepsi nie idą z pierwszym pickiem.

      Jeśli nawiązujesz do Jordana, to kwestia wygląda tak, że Sam Bowie oszukiwał w papierach o stanie zdrowia, dlatego poszedł przed Jordanem. Gdyby nie to MJ też byłby jedynką. Statystycznie 1 picki jednak to zdecydowana elita. Są takie przypadki jak Kwame Brown ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę 😛

      (-1)
    • Array ( )

      @What Can I Say Only LBJ

      Nie, gdyby Bowie nie ściemnił z papierami to wciąż Hakeem byłby numerem 1.

      (5)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Co znaczy to (sic!) ?

    Nie pytam na złość ale serio. Nie wiem jak to odbierać a wydaje mi się że pojawia się nie w przypadkowych momentach.
    Jakiś slogan ? Inglisz-polisz ?

    (3)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    “Zwrot ten umieszcza się przy informacji, która może być odebrana jako nieprawdziwa, jako błąd itp. w celu podkreślenia, że to rzeczywiście się zdarzyło, miało miejsce.”

    (16)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Och aż łezka mi się w oku zakrecila.

    Jestem fanem Miami Heat (co zawsze podkreślam) i Flasha. Pamiętam sezon 2012/13 jakby to było wczoraj. 27 wygranych z rzędu przerwane przez przeciętne już wtedy Chicago, bój na noże z Indiana, the shot w game 6, start 5/5 trojek Battiera w game 7.

    Co to była za drużyna… LeBron, Wade, Bosh, Allen, Andersen, Miller, Battier, Cole, Chalmers, Haslem…

    Pamiętam że zawsze najbardziej mnie cieszyła postawa Birdmana. Koles w każdej sekundzie gdy na parkiecie dawał z siebie 100%. Mimo że już nie był młody, często nie ustawal w obronie przeciw centrom rywali, ale nie odpuszczal.

    Dzięki za ten art! Tak jakbym oglądał stary album ze zdjęciami 🙂

    (30)
    • Array ( )

      Stary album? Z sezonu 2012-13 “jakby to było wczoraj”…yyy…to było zaledwie 4 lata temu, są tu tacy, którzy pamiętają finały Bulls-Jazz, a nawet Bulls-Phoenix 🙂

      (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Denver z tego sezonu co odpadli w finale konferencji z Lakers to było kosmiczne Denver, a najbardziej kosmiczna była ich obrona. Taka mocno agresywna i siłowa, eh jak mi się taka gra ich podobała, szczegolnie w serii z Dallas, nie zapomnę jak mocno Dirka turbowali. To był team to watch i teraz jest team to remember

    (12)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Nie każdego to pewnie zainteresuję, ale mnie bardzo. Uwaga Shane Battier został właśnie zatrudniony na stanowisko “front office” w Miami Heat. Jak czytam na internecie to front office to osoba, która ma kontakt z klientami, innymi przedstawicielami klubów NBA, fanami itp. Taka osoba medialna bym powiedział 😀 Mniejsza o to najważniejsze, że Battier wraca do Miami, bardzo inteligentny człowiek, pewnie się przyda w drużynie. Możliwe, że będzie rozmawiał z wolnymi agentami 😀

    (14)
  7. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    W jakimś dość krótkim dokumencie na jego temat, powiedział, że wprawdzie uwielbia każdy ze swoich tatuaży, ale gdyby miał powtórzyć wykonanie każdego z nich to nigdy by się nie zgodził – powiedział, że był to dla niego zbyt duży ból 😀

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Prawdziwa róza z betonu.

    Obawiam sie jednak ze ma duze szanse by stac sie jednym z bankrutów po zakonczeniu kariery. Zycze mu jak najlepiej.

    Gość jest mega twardy, zycie go nie oszdzedzało. Oby grał, oby robił campy i był ambasadorem NBA.

    (7)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    “Birdzilla”?? Musiałem jakoś bardzo szybko wyprzeć z głowy to określenie…
    Dla mnie zawsze będzie Birdman’em 🙂

    (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    @ julius

    Napisalem tyle słów w swoim komentarzu a Ty zauważyłeś tylko 2: “stary album” 🙂

    Jak mawia klasyk: metafora taka!

    Też pamiętam starsze rzeczy, jednak uważam że od tego czasu NBA zmieniło się niesamowicie i biorąc pod uwagę skalę tej zmiany, tamte czasy były już “bardzo dawno”.

    Niemniej (napisałbym “niemniej jednak” jak zawsze ale ostatnio gdzieś wyczytałem że to błąd) sezon, w którym moja ulubiona drużyna z ulubionym zawodnikiem zdobywa 2 mistrzostwo z rzędu w oczywisty sposób jest przeze mnie idealizowany, stąd taka przenosnia.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu