fbpx

Retro NBA: legenda Steve’a Nasha oraz statuetki MVP 2005 roku

28

Steve Nash to pewniak wśród grona zawodników wymienianych jako historyczna czołówka rozgrywających. Przez trzy sezony, w latach 2004-2007, dwukrotnie sięgał po nagrodę MVP, a raz był drugi w głosowaniu (w 2007 roku wyprzedził go Dirk Nowitzki).

Jeśli jednak skupimy się na pierwszym z tych trzech sezonów, czyli na rozgrywkach 2004/2005, zobaczymy, że statuetka dla Nasha była bardzo dyskusyjna i po dziś dzień budzi wiele kontrowersji.

To żadne novum. Z roku na rok nagrody indywidualne rozdawane w gronie zawodników NBA budzą wielkie zainteresowanie i są zarzewiem zaciętych dyskusji. Tak było również w roku 2005, kiedy to trofeum imienia Maurice’a Podoloffa trafiło w ręce Kanadyjczyka. Ale po kolei…

#Kontekst historyczny

Na początku przypomnijmy sobie jak wyglądała ówczesna NBA. Zawodnik, który zdobył poprzednie MVP, za rok 2004, to Kevin Garnett, który przerwał dwuletni okres dominacji Tima Duncana wśród kandydatów do tegoż wyróżnienia. Mistrzami NBA była ekipa Detroit Pistons, która swą twardą grą w defensywie sprawiła nie lada niespodziankę, powodując, że z gwiazdozbioru Lakers został co najwyżej gwiezdny pył.

Los Angeles Lakers 2004: co poszło nie tak

O Lakers warto jednak wspomnieć przede wszystkim dlatego, że w ich szeregach znajdował się wówczas MVP rozgrywek 1999/2000, czyli Shaquille O’Neal. Narastający konflikt z Kobe Bryantem zakończył się wytransferowaniem O’Neala do Miami Heat za m.in. Lamara Odoma i Carona Butlera. Te przenosiny dały mu porcję motywacji i zakończyły się kolejnym mistrzowskim pierścieniem, ale o tym za chwilę. Skupmy się na Nashu.

#Steve Nash

1066/1270 punktów, 65 wskazań na pierwsze miejsce.

  • Średnie: 15.5 punktów 11.5 asyst 3.3 zbiórek 3.3 strat
  • Skuteczność: 50.2% z gry 43.1% zza łuku 88.7% z linii rzutów wolnych
  • Bilans zespołu: 62-20

Nash bardzo udanie przedstawił się kibicom w Arizonie. Jego kadencja w Dallas zaowocowała dwiema nominacjami do Meczu Gwiazd. Teraz, objąwszy stery w Phoenix miał już opinię jednego z czołowych generałów parkietu w lidze i był na hali wznoszącej.

Suns postawili na koncepcję run & gun Mike’a D’Antoniego. Młodymi zawodnikami skupionymi wokół rdzenia ekipy byli Shawn Marion, Joe Johnson, Leandro Barbosa lub Amar’e Stoudemire.

Phoenix osiągnęli najlepszy bilans w całej lidze. Nie sposób podważyć roli Nasha w tym procederze, ale koncepcja gry była zasługą trenera. Wszyscy gracze Phoenix na tym korzystali, bo też dobrano ich bardzo dobrze. Amar’e Stoudemire, czyli popularny STAT (Standing Tall and Talented) notował linijkę 26/8.9/1.6. Nash, który gro asyst wypracowywał właśnie z nim, ze swoim 15.5 ppg został trzecim od końca laureatem trofeum MVP, który najmniej punktów zdobywał. Słabiej w tym kontekście wypadli tylko Wes Unseld (13.8) i Bill Russell (14.1)

#Shaq O’Neal

1032/1270, 58 wskazań na pierwsze miejsce

  • Średnie: 22,9 punktów 10,4 zbiórek 2,7 asyst 2,3 bloków 2,8 strat
  • Skuteczność: 60,1% z gry 46,1% z linii wolnych
  • Bilans zespołu: 59-23

Sparowanie Shaqa z Dwyanem Wadem zaowocowało prawdziwą nową jakością. Spowodowało, że Miami wygrało konferencję i uzyskali wraz ze Spurs drugi najlepszy bilans w całej lidze. Dominacja Shaqa powoli dobiegała końca i było jasne, że kolejny cykl jego kariery nie będzie już tak długi jak poprzedni. Trzeba było kuć żelazo póki gorące. Shaq poprawił statystyki w stosunku do poprzedniego sezonu, kiedy to dzielił szatnię ze zbyt wieloma gwiazdami.

Sezon 2004/2005 był zresztą ostatnim w karierze O’Neala, w którym zdołał utrzymać dyspozycję na poziomie powyżej 20 punktów. Tytuł w 2006 roku udało się jeszcze dowieźć, ale już też bez indywidualnych fajerwerków, z jakich pamiętają go kibice przez większą część kariery. Niemniej, pułap na jakim się jednak znajdował w kluczowym dla artykułu roku 2005, śmiało czynił zeń mocnego kandydata do nagrody im. Podoloffa, czemu zresztą dano wyraz w głosowaniu.

#Dirk Nowitzki

349/1270 punktów, 0 wskazań na pierwsze miejsce

  • Średnie: 26,1 punktów 9,7 zbiórek 3,1 asyst 1,5 bloków 2,3 strat
  • Skuteczność: 45,9% z gry 39,9% zza łuku 86,9% z linii wolnych
  • Bilans zespołu: 58-24

Sezon wcześniej Nowitzkiego przesunięto na pozycję centra, przez co spadły jego statystyki indywidualne. Zespół Mavs przechodził wówczas pewne roszady, Nash powędrował do Phoenix, a na stanowisku trenerskim Dona Nelsona zastąpił Avery Johnson. W rozgrywkach 2004/2005 Dirk był wymieniany jako trzeci zawodnik po Nashu i O’Nealu, ale główna oś podziału przebiegała właśnie na linii Phoenix-Heat.

#Tim Duncan

328/1270 punktów, 1 głos na pierwsze miejsce

  • Średnie: 20,3 punktów 11,1 zbiórek 2,7 asyst 2,6 bloków 1,9 strat
  • Skuteczność: 49,6% z gry, 67% z linii wolnych
  • Bilans drużyny: 59-23

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Tim Duncan musiał się znaleźć wśród tych wskazań. Nie nazywano by go Clockwork, gdyby nie wypełniał box score z dokładnością wskazówkowego Szwajcara. Gdy jednak większość głosów kapituły MVP podzielili między siebie Shaq i Nash, Duncan ze Spurs zmierzał prostą droga do finału. W finałach Zachodu pogonili zresztą kota Phoenix, zamykając ich w pięciu grach.

#Allen Iverson

240/1270 punktów, 2 wskazania na pierwsze miejsce

  • Średnie: 30,7 punktów 7,9 asyst 4.0 zbiórek 2,4 przechwytów 4,6 strat
  • Skuteczność: 42,4% z gry 30,8% zza łuku 83,5% z linii wolnych
  • Bilans zespołu: 43-39

Allen Iverson był liderem NBA pod względem rozegranych minut i z całej siły starał się ciągnąć za uszy umęczonych Sixers. Tyrał po 42 minuty co noc, ale ograniczona skuteczność i sporo strat były w jego repertuarze mankamentami nie do przeskoczenia na tym etapie. Ze średnią 30.7 punktów był też punktowym liderem ligi po raz czwarty, ostatni w karierze. W barwach Sixers, którzy w playoffs odpadli w pierwszej rundzie z Pistons, wytrzymał jeszcze rok, po czym złączył siły w Nuggets z Carmelo Anthonym.

Tak przedstawia się piątka najmocniejszych kandydatów do nagrody MVP 2005. Czy słusznie przyznano ją Nashowi, czy może Shaq został z niej ograbiony? Most Dominant Ever karierę zakończył mając tylko jedną nagrodę MVP na koncie (oraz 3 MVP Finałów).

Końcowe pytanie jest takie: gdzie widzisz miejsce dla Steve’a Nasha w panteonie koszykarskich wirtuozów?

[BLC]

Ostatnie Wpisy

28 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Od Shaqa zawsze wolałem Zo Mourninga ale trzeba przyznać, że w tamtych czasach Diesel był poza zasięgiem każdego centra. Jako że jestem biały i mam tylko 186 cm wzrostu, to zawsze się cieszę jak jakas nagroda wpadnie w łapy takiego typa jak ja 😉

    Rozwiewajac ewentualne wątpliwości, jka czarny typ o wzrośniecie 186 cm i niższym zgarnie nagrodę to też się cieszę.

    Ta zawiść w stosunku do wysokich typów wynika z faktu, że w moich czasach, jak się nie miało minimum 196 cm wzrostu to się nie grało w klubie tylko na betonie.

    Pozdrawiam wszystkich którzy nie dostali szansy bo byli za niscy…

    (52)
    • Array ( [0] => administrator )

      “Ta zawiść w stosunku do wysokich typów wynika z faktu, że w moich czasach, jak się nie miało minimum 196 cm wzrostu to się nie grało w klubie tylko na betonie.” – piąteczka!

      (37)
    • Array ( )

      A w jakich to czasach grałeś że nie dawali szansy graczom poniżej 196 cm? No offense, ale brzmi to jak tłumaczenie się. Prędzej bym się zgodził że teraz niskim graczom jest ciężej, ponieważ koszykówka idzie bardziej w kierunku wymienności pozycji.
      Ale dajmy spokój, jak na polski basket 186 cm to nie jest wcale jakoś super mało.

      PS. mam 173 cm i kilka lat grałem w klubie 😉

      (-1)
    • Array ( )

      @Paweł
      Dlaczego “grałeś”?
      Ja gram nieprzerwanie od początku lat 90 🙂
      Na betonie, na asfalcie, na tartanie, na sali też się zdarza …

      W tamtych latach jak byłeś wysoki, to zawsze Cię chcieli, ponieważ “z wysokiego zawsze coś się uda zrobić”.
      Jak wysoki nie byłeś, to musiałeś być na prawdę dobry, ponieważ na kilkunastu zawodników w zespole dla niskiego przeznaczone były tylko dwa miejsca.

      Pozdr

      (4)
    • Array ( )

      @L2PMB4ever
      Powiedzmy że powodem były inne plany życiowe i brak czasu.
      Moja przygoda zaczynała się pod koniec lat 90, więc może jakieś zmiany zdążyły już zajść. Ale fakt, przyznam Ci rację, zawsze na wysokich patrzyli przychylniejszym okiem (mam na myśli początkowe etapy szkolenia w szkole podstawowej).

      Piona

      (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Retro wymiata i chinczyki też trzymają się mocno🙂 każdy wyżej wymieniony mógł wtedy być mvp i zawsze ktoś jest poszkodowany….jak mawiał tony Soprano “cóż zrobić”

    (9)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Retro bije współczesność na łeb. Dawna NBA miała swój niepowtarzalny klimat który dodatkowo przy ograniczonym dostępie do wiadomości był wręcz magiczny. Piątkowy dodatek w Przeglądzie świat koszykówki, pro basket, Magic basketball, krótkie wzmianki w codziennej prasie były jak deszcz w czasie suszy. To było wyjątkowe przeżywanie sportowych emocji bez Internetu, twiterow, instagrama i innego badziewia. Czytając teraz takie artykuły człowiek mimo że w większości o tym wie, słyszał czyta z radością i nostalgią.

    (30)
    • Array ( )

      Chyba symbolicznym końcem takiej epoki były ostatnie finały Lakers vs Boston w 2010 i potem przejście Jamesa do Miami.

      (20)
    • Array ( )

      Raczej wtedy wszyscy bylismy mlodsi. Zmienila sie tylko perspektywa. Zawsze starsze pokolenie mowi ze “kiedys bylo lepiej” 😉

      (0)
    • Array ( )

      Dobry. ale brakuje zakończenia, jakiejś puenty. Są podane kluczowe statystki, jest opis sezonu danego zawodnika, ale brakuje mi jakiejś konkluzji, spojrzenia w inny sposób. Niestety nie po raz pierwszy w artykułach BLC (u admina wygląda to kompozycyjnie dużo lepiej). Ostatecznie to czytelnik sam musi sobie odpowiedź czy Nash zasłużył.

      (6)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny art. Więcej takich. Ale przy całym szacunku do Nasha to trochę kuriozum, że ma 2x MVP, a Kobe, Shaq, czy Garnett po jednej statuetce. No i dla mnie osobiście to numerem 1 wśród klasycznych PG tamtych czasów był jednak Jason Kidd, który jest trochę niedoceniany.

    (11)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Taki to był wtedy sezon, nie ma co się łudzić, niewiele było sezonów, w których Nash mógłby zdobyć statuetkę mając sezon jak 2004/05. Na przykład w sezonie 2019/20 nie znalazłby się pewnie nawet w top 3. Shaq miał kilka sezonów lepszych niż 2004/05, podobnie Duncan, Dirk nie miał jeszcze ugruntowanej pozycji supergwiazdy, a Iverson robił świetne cyferki w przeciętnym zespole. Zdecydowanie bardziej kontrowersyjna była nagroda MVP Dave’a Cowensa, powszechnie wiadomo, że statuetkę powinien wtedy zdobyć Kareem, ale głosujący uznali chyba, że trzecie z rzędu MVP dla Kareema to byłaby przesada. Ciekawym przypadkiem był także historyczny sezon 1961/62, w którym Wilt zdobywał rekordowe ponad 50 pkt na mecz (+srednia zbiórek ponad 25 i minut ponad 48!), Big O osiągnął średnią triple-double, notując przy tym ponad 30 punktów na mecz, wyczyn ten powtórzył Westbrook dopiero 55 lat później, Elgin Baylor miał średnie 38,3 pkt. i 18,6 zb., a statuetkę MVP zdobył… Bill Russell. Na usprawiedliwienie głosujących napiszę, że wtedy był trend na szybką ofensywną grę i z roku na rok rosła średnia ilość punktów zdobywana przez drużyny, głosujący nie mogli wiedzieć, że sezon 1961/62 (118,8 pkt/mecz) jest pod tym względem rekordowy i w kolejnym sezonie trend się odwróci. Dla lepszego poglądu sytuacji napiszę, że średni ligowy Pace (ilość akcji na 48 minut gry) wynosił wtedy 126,2, dla porównania w poprzednim sezonie najszybciej grającą drużyną byli Wizards, a ich Pace wynosił 104,1.

    (16)
    • Array ( )

      Nie ma opcji. Nash nie mógł otrzymać tej statuetki. Przy takich wyborach trzeba być uczciwym. To tak, jak w rywalizacji Jordana z Malone’m. Nie można kręcić, że ktoś już był MVP i nie wypada, by został nim kolejny raz. Za to Steve był najlepszy w 2007 roku i to był jawny przekręt. Co do reszty zgadzam się.

      (3)
    • Array ( )

      Nie chodziło o mi to, że Shaq i Tim byli już MVP i dlatego nie powinni dostać statuetki, raczej o to, że to był całkiem przeciętny sezon w ich wykonaniu i w przeszłości mieli lepsze, w których MVP nie zdobyli. Chciałem przez to podkreślić, że w sezonie 2004/05 nie było mocnych kandydatów do MVP i trzeba było wybrać z tych, którzy na statuetkę niespecjalnie zasłużyli.

      (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Miejsce Steve’a Nasha jest pomiędzy Jasonem Kiddem/ Chrisem Paulem/John Stockton a Stephem Curry. Point GOD powinien być rozpatrywany wyłącznie przy jego nazwisku

    (-1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajnie ten shit opisał Simmons w “Book of basketball”. Ogólnie, patrząc w przeszłość można wyłapać tyle nagród, które były produktem znudzenia powtarzającymi się nazwiskami, czy chęcią wywołania sensacji.

    (5)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny tekst. Wiecej proszę. Nash był świetny acz 2x MVP to jednak za duzo o przynajmniej jedno… ech z tymi nagrodami to tak naprawdę do d..y.

    (3)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    To trochę tak jak gdyby Chris Paul zdobył dwie nagrody MVP w przedziale czasowym 2010-2020…Z całym szacunkiem dla jego umiejętności,dokonań to biorąc pod uwagę konkurencję z tamtych lat zrodziloby to podobne watpliwosci jak w przypadku-nota bene-wybitnego gracza jakim był Steve Nash…

    (-3)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Może przypomnę młodzieży ale shaq był dominantem jak w przeciwnej drużynie nie było po żadnego centra… Shaq niestety nie był takim kozakiem jak grał przeciwko graczom szybkim Olajuwon Robinson lub silnym Murning Ewing Longley (chociaż ten był cieniutki) Divac.

    (-2)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli chodzi o Nasha i jego 2x MVP w czasach połowy lat 2000 to już spieszę i wyjaśniam.
    Ktoś jak patrzy przez pryzmat cyferek i dziwi się że to Nash ma 2xMVP sezon to zwyczajnie nie śledził tych sezonów.
    Nash odpalił prowincjonalny zespół z masą średniaków, wykorzystując przy okazji zmiany przepisów dotyczących obrony ( min. nie można było już kontrolować i hamować zawodnika jedną ręką ). Nasha powinien być bezdyskusyjnie 3xMVP sezon, bo trzeci odpalił już absolutnie kosmiczny pod względem cyferek.
    Przez Nasha była prowadzona każda akcja gdy był na parkiecie. Stworzył przynajmniej kilka gwiazd typu Studemaire, Marion i ten typ który przeszedł do Atlanty. Nie mówiąc o Barbosach itp. Każdy z nich podpisywał następne kontrakty za 3 krotność swojej wartości. On nawet reaktywował Granta Hilla, Shaqa itp.
    Patrząc na grę Nasha należy szczególnie spojrzeć na akcje gdzie uruchamiał atak i nie kończył asytą.
    Nash to magia która się wydarzyła głównie dzięki zmianie przepisów, podobnie jak odpalenie średniej punktów Iversona i Kobe

    (4)

Komentuj

Gwiazdy Basketu