DeAndre Ayton: they will feel me!

28

Pojawieniu się DeAndre Aytona towarzyszy wrzawa, jakiej nie widziano od dawna. Mnie akurat ta wrzawa kojarzy z liczbą 26. Dlaczego 26? Łatwo policzyć, to właśnie 26 lat temu, w roku 1992 Orlando Magic wybrali w drafcie Shaquille’a O’Neala, czyli człowieka, dla którego wzmocniono konstrukcję wszystkich koszy w NBA. Jak odbierano Shaqa, kiedy wszedł do ligi? Dokładnie tak samo jak w filmie „Blue Chips” gdy trener Pete Bell, grany przez Nicka Nolte zobaczył po raz pierwszy Neona Boudeaux (postać grana przez O’Neala) dunkującego w szopie gdzieś na południu USA.

Umarł król niech  żyje król

Shaq zmienił grę, a tak szybkiej, a zarazem wielkiej i silnej bestii NBA nie widziała od czasów Wilta Chamberlaina. Kiedy O’Neal odszedł, została po nim wielka pustka. Stare porzekadło mówi: „Umarł król, niech żyje król”, a walka o koronę toczy się już od kilku lat. Schedę po Shaqu pragnie przejąć zwłaszcza dwóch pretendentów, a jednym z nich jest właśnie DeAndre Ayton. Ludzie widzą w chłopaku podkoszowego dominatora w starym dobrym stylu, stąd taki hype na niego.

Oczywiście musimy wyjaśnić skalę wrzawy, jaka towarzyszy pojawieniu się DeAndre. Od razu uprzedzamy fakty – nie, nie jest on większym talentem od freaków pokroju LeBrona, KD czy Giannisa, ale według skautów jest być może najlepszym klasycznym centrem od czasów Shaquille’a O’Neala, Davida Robinsona i Hakeema Olajuwona (Słyszycie to? To Joel Embiid krzyczy stanowcze nie!). To wystarczająco wiele, by pójść z „jedynką” w Drafcie. Koszykówka już dawno się zmieniła, era wielkich środkowych odeszła do lamusa, ale nie okłamujmy się – gabaryt oraz brutalna siła nadal są w cenie.

W poszukiwani bestii

NBA długo czekała na następnego klasycznego centra o zwierzęcej fizyce, który będzie kimś więcej niż tylko podkoszowym klocem. Kimś takim miał być Greg Oden, ale jak się to skończyło, wszyscy wiemy. Dziś najbliżej tronu wydaje się być wspomniany wcześniej Joel Embiid (pretendent numer dwa), łączący siłę i gabaryt O’Neala z umiejętnościami tancerza Olajuwona. Drugim Shaqiem miał być też Andre Drummond, ale ten zwyczajnie przestał się rozwijać. Mamy też DeMarcusa Cousinsa, który niejako łączy old-school z nowoczesnym graniem na zewnątrz.

Każdy Draft ma swoje potencjalne gwiazdy oraz niewypały – jedni rookies stają się Jordanami, inni reinkarnacją Sama Bowie. Co do DeAndre Aytona media są jednak zgodne – taki talent rodzi się raz na każde koszykarskie pokolenie, albo i rzadziej. Co jest zatem tak wyjątkowego w tym chłopaku, że porównuje sie go do klasycznych, wspaniałych centrów jak Shaquille O’Neal czy Hakeem „The Dream”? I czy pewność siebie Aytona, który przed Draftem mówił: „Ja nie myślę, ja wiem, że jestem numerem jeden”, nie jest aby troszeczkę przesadzona?

Masowa ekstaza

Pisząc o koszykówce nauczyłem się jednego, mianowicie ostrożności. W zeszłym roku stworzyłem podobny artykuł o Markelle’u Fultzu. Chłopak zapowiadał się na pewniaka w wyścigu o statuetkę Rookie of the Year – ułożony, odpowiedzialny, z dala od blichtru, słowem istne przeciwieństwo Lonzo Balla. „Bambi” tymczasem stracił sezon na kontuzjach i poprawie koślawego rzutu z wyskoku, a ja trafiając po roku czasu na swój artykuł pomyślałem, że ten cały Draft to jednak loteria nie tylko z nazwy.

Podobne odczucia zdają się mieć dziennikarze w USA. Oni także zaznaczają, że zdolny 19-latek nie oznacza wcale 25-letniego gracza pokroju All Star, nie mówiąc już o najlepszym środkowym swojej generacji, ale w przekazach na temat Aytona dominują jednak stwierdzenia o potencjalnej wielkości.

They will feel me

Spójrzmy na pierwsze z nich, relacjonuje Tad Boyle, trener Colorado:

To potwór. Jego gabaryty są niespotykane (213 cm wzrostu 43 cale wyskoku, szybkość) Sam grałem w Kansas w latach 80-tych i wiem, że Ayton to największy talent od czasów Hakeema Olajuwona. Jest aż tak dobry (…) Ten dzieciak straszy. Jego wsady wyglądają tak, jakby pakował małą gumową piłkę do kosza zawieszonego gdzieś w piwnicy. Jeśli chciałbyś stworzyć na komputerze idealnego gracza, byłby to DeAndre.

Przypomnijmy, kogo Arizona wysłała w ostatnich latach do NBA. Lista jest imponująca, by wspomnieć jedynie trzy nazwiska: Aaron Gordon, Lauri Markkanen czy Rondae Hollis-Jefferson. Według trenera Millera, Ayton zjada ich wszystkich razem wziętych, do tego jest fajnym chłopakiem: „Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa, czy chodzi o jego osobowość, etykę pracy czy naturalne zdolności. To niesamowity dzieciak”. Dobra, starczy tej Hagiografii, no bo przecież nikt nie jest idealny…

Samochwała

Ayton, który 23 lipca skończy ledwie 20 lat, mówi o sobie, że jest „boiskowym potworem”. Ale to tylko parkiet, poza nim to kawał żartownisia. Jest duszą towarzystwa i uwielbia opowiadać kawały, a nawet wcielać się w różne postaci, zmieniając glos. Jego mama miała nawet teorię: „Całe życie myślałam, że zostanie komikiem”.

DeAndre w swoim repertuarze ma póki co trzy postacie: Josha, Erica i Alejandro. Josh to stereotypowy biały koleś, którego zadaniem jest udzielanie wywiadów na temat osoby Aytona. Eric jest jeszcze niedopracowany, ale póki co podziela hobby koszykarza, którymi są gry NBA2k18 oraz Fortnite. To taki fajny, wyluzowany chłopak z sąsiedztwa.

Najciekawszą z postaci w całej tej nieco schizofrenicznej opowieści jest Alejandro, typowy latynos. Oddajmy głos Aytonowi: „Kiedy nie mam ochoty czegoś robić, lubię sobie z tego pożartować, wtedy wychodzi na wierzch Alejandro (…) Zwłaszcza na akademickich imprezach bractw uczelnianych. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, to mówiłem (niezbyt udanym) latynoskim akcentem, że mam na imię Alejandro. Niektórzy podchodzili i pytali mnie: „DeAndre?”, a ja że skąd, jaki DeAndre, jestem Alejandro i nie wiem skąd tego DeAndre wzięliście…”.

Kozaczek

To jednak tylko wygłupy i niech Was nie zwiodą durne żarciki. W Drafcie 2018 nie było chyba drugiego tak pewnego siebie i wygadanego młodziana, jak Ayton. DeAndre nie owija w bawełnę: „NBA nie widziała jeszcze takiego gracza jak ja”. Zadufany w sobie? Pewnie tak. Utalentowany? Z całą pewnością. Trzeba mieć jednak jaja, żeby coś takiego powiedzieć. Tutaj nie ma nagrody pocieszenia – jeśli mówisz, że liga nie widziała jeszcze kogoś takiego jak Ty, to albo zostaniesz najlepszym centrem swojej egeneracji, albo ktoś Ci te wypowiedzi szybko wyciągnie.

Poza parkietem Ayton sprawia wrażenie nieco niespójnego. Kiedy przed Draftem umówił się na duży wywiad oraz sesję zdjęciową z ludźmi z jednego ze znanych magazynów, jako jeden z nielicznych przyszedł o czasie, co wśród koszykarzy nie jest wcale rzeczą zbyt częstą. Wszyscy byli pod wrażeniem jego elokwencji i punktualności, co zabawnie kontrastowało z tym, że podczas dnia spędzonego z fotografami i dziennikarzami, Kyle Weaver (trener personalny Aytona) musiał kilkakrotnie przypominać chłopakowi, gdzie ten zostawił portfel, klucze i komórkę…

Rozumiemy, że młodość i sława mają swoje prawa, ale tamtego dnia Ayton całe popołudnie opowiadał dowcipy i ciekawe historie, a także z błyskiem w oku podziwiał swoje zdjęcia do magazynu, opisując wiele z nich jako „sexy shit”… Mało? O sobie mówił jeszcze tak: „Jest dużo wszechstronnych wysokich w lidze, ale ja jestem jeszcze inaczej wszechstronny. Te wszystkie „Jednorożce” zaczynają akcje na zewnątrz, a ja ustawiam się blisko kosza. To dla mnie oldschool, tak nauczono mnie grać (…) Nie lubię być wysokim graczem, nienawidzę rzucać hakiem z wyskoku, więc tego nie robię. Kocham bawić publikę, kocham rozrywkę. Kocham bawić samego siebie”. Jakbyśmy słyszeli króla Twittera, przechwałek oraz autokreacji, Joela Embiida…

Duma Arizony

DeAndre przyszedł na świat w roku 1998, na Bahamach. Kiedy miał 12 lat urósł nagle do ponad dwóch metrów wzrostu i zainteresowano się nim na tyle, że pojechał do San Diego by uczyć się gry w USA. Postępy przyszły szybko – kilka lat później był już najlepszym ośmioklasistą w całym kraju, taki tytuł nadał mu znany portal ballislife.com. Wtedy zaczęła się jazda i cały ten „swag”, oczywiście w negatywnym tego słowa znaczeniu. Wspomina DeAndre:

Kiedy przyjechałem do USA, wyśmiewano się z mojego akcentu i tego, jak słabo gram (…) Gdy robiłem się jedak coraz lepszy i większy to sam zacząłem wyzywać ludzi. Grałem ze starszymi i krzyczałem do nich: „Grasz w G-League?! Stary, ja będę w NBA! Ile masz lat? Przeżyłeś już swoje życie! Ja idę w górę, a Ty w dół!

Oczywiście później przystopował (mama go naprostowała), ale nauczył się, że sława bywa okrutna: „Widziałem wokół siebie wiele węży – ludzi, którzy niby chcą dobrze dla siebie, a szukają tylko łatwego zysku (…) To nauczyło mnie jak czytać ludzi, których spotykam, ich zamiary. Zwłaszcza kiedy TO się działo”. Co Ayton rozumie przez „TO”? Chodzi o dochodzenie, jakie FBI prowadziło odnośnie tego, czy uczelnie płacą graczom za „studiowanie” na nich (ponownie kłania się film „Blue Chips”). W sprawę zamieszani mieli być także Ayton i Arizona, i chociaż w końcu nic nikomu nie udowodniono, smród i niesmak pozostał. Nie jest miło, gdy ktoś wyszukuje Twoje nazwisko i wyszukiwarka wskazuje na FBI.

Ayton na uczelni w Arizonie spędził ledwie jeden sezon, ale jego średnie były kapitalne: 20 punktów na mecz, dodatkowo prawie 12 zbiórek i dwa bloki. Co ciekawe, mimo iż wszyscy „hajpują” chłopaka ile wlezie, niektórzy wrzucają kamyczek do jego ogródka mówiąc, że ten słabo broni. Co prawda dwa bloki na mecz robią wrażenie, ale wielu skautów przewiduje, iż Ayton w ataku poradzi sobie świetnie w NBA, ale w obronie może mieć pewne problemy. Sam DeAndre twierdzi, że „to bzdury i fałszywe opinie wynikają z tego, że jest mobilny i często przejmuje krycie mniejszych i musi się nabiegać podczas meczu, a później znów zajmować pozycję pod koszem”. Pożyjemy, zobaczymy.

KG był moim wzorem

Szukając informacji na temat Aytona można znaleźć tysiąc opinii i porównań, ale najczęściej są to: nowy Shaq, nowy Hakeem, nowy David, a do kogo najchętniej chciałby być porównywany DeAndre? Do… Kevina Garnetta: „KG” był moim ulubionym graczem, gdy dorastałem…”. Nowym Kevinem raczej nie zostanie, za to podekscytowani kibice Suns już widzą w nim oraz w Devinie Bookerze parę „Kobe i Shaq 2.0”. Ma to oczywiście jakiś sens, ponieważ Booker to być może najlepszy młody strzelec w lidze, a Ayton da mu wsparcie pod koszem, ale poczekajmy z tymi zachwytami. Chłopaki nie zagrali razem nawet jeszcze minuty w NBA…

Cieszy mnie za to co innego. Nie chcę lamentować jak stary pryk, że „dawniej to było fajniej, a NBA była lepsza…”, ale cieszy mnie powrót dobrych centrów. Oczywiście gra jest inna niż dwie dekady temu – mamy kosmitów Warriorsów, którzy zmienili definicję rzutów dystansowych z „ostatecznej konieczności” do „opcji numer jeden”. Ale nawet w ich świecie jest miejsce dla zdolnych centrów i to pomimo, iż koncepcja budowy drużyny na środkowym już dawno przestała być modna.

Goście tacy jak Embiid i Ayton mogą zostać twarzami tej ligi, a ich pojedynki w „pomalowanym” dadzą być może młodszym czytelnikom chociaż namiastkę tego, jak wyglądały Finały NBA około roku 1994. Wróćmy jeszcze na koniec do samego DeAndre. Wiemy już, że chłopak jest młody, piekielnie zdolny, pewny siebie, by nie powiedzieć arogancki i że wchodzi do ligi z grubej rury. Dodatkowo jest nieufny i ostrożny, ale wpływ na to miał także inny czynnik – brak biologicznego ojca. Ale po kolei.

Kiedy był małym chłopcem wzbudzał sensację, ponieważ był wyższy od wszystkich, miał świetną koordynację, siłę i szybkość. Trenerzy byli nim zachwyceni, chociaż nie umiał grać. No ale ilu mamy 12-latków, którzy mierzą 204 cm wzrostu i biegają jak wiatr? Wspomina Ryan Stone, jeden z twórców koszykarskiego programu dla utalentowanych graczy w San Diego: „Kiedy przybył wraz z matką, nie oczekiwaliśmy niczego (…) Jego matka podjęła ryzyko, my je podjęliśmy. Mieliśmy wrażenie, że to okazja dla tego chłopaka”.

Bahama, bahama mama!

Wielu z Was pewnie było/jest zdolnymi graczami, pnącymi się gdzieś w hierarchiach koszykówki juniorskiej. Każdy z Was marzy, żeby zostać zawodowym graczem, prawda? Ayton wcale o tym nie myślał: „NBA? To w ogóle nie siedziało w mojej głowie. Chciałem tylko wyjechać z Bahamów. Obiecałem sobie, że wyciągnę rodzinę z biedy”. Nie było mu łatwo – matka nie od razu od niego dołączyła, musiał mieszkać u trenerów, a później u rodziny zastępczej w USA, a dokładnie u trenera Zacka Jonesa. To o nim Ayton mówi jako o swoim „amerykańskim ojcu”.

Prawdziwego ojca unika jak ognia. Na Bahamach wychowywała go matka i ojczym, w USA „przejął” go Jones. Jak to jednak w tego typu historiach bywa, znalazł się i prawdziwy tata. Kiedy? Oczywiście wtedy, kiedy DeAndre stał się sławny. Może właśnie dlatego Ayton jest tak ostrożny, a zarazem pewny siebie – przecież zawsze miał pod górkę. Oddajmy mu głos na koniec:

W swoim kręgu chcę tylko pewnych ludzi i nikogo więcej, a wszyscy pchają się drzwiami i oknami (…) Mój prawdziwy ojciec odezwał się do mnie, ale ja nie chcę go słuchać. Wiadomo, o co mu chodzi…

Future

Fajne może być to Phoenix. Booker i Ayton mają papiery, by stworzyć dobry duet, a DeAndre wszelkie predyspozycje ku temu, żeby zostać gwiazdą ligi. Czy tak się stanie? Tego nie wie nikt, ale po jego deklaracjach odnośnie bycia „wyjątkowym” nie pozostaje mu chyba nic innego.

Martwi tylko to jego przechwalanie się na prawo i lewo. Chłopak albo jest geniuszem kosza i doskonale wie, co go czeka, albo maskuje tym swoją niepewność i braki, bo cytując klasyka: „Najgłośniejszy w stadzie niekoniecznie jest tym najsilniejszym”. To będzie naprawdę ciekawy sezon.

[Jakub Macho-wina]

Ostatnie Wpisy

28 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Oby ta klasa draftu również przyniosła tylu mlodych kotów co rok temu! Wszyscy tęsknią za centrami, którzy wygrywają mecze, a nie tylko stawiają zasłony.

    (21)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dokładnie takie samo podekscytowanie czułem rok temu jak przeczytałem ten artykuł o fultzie 🙂 Mimo tego lubię takie nakręcanie przed.sezonem. potem.fajnie się czeka ! Dobry artykuł.

    (17)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Za brak wspomnienia o Howardzie w artykule należy się minus. On był w pewnym okresie swojej kariery bestią, gdzie niszczył przeciwników swoja fizycznością. Może autor nie lubi tego zawodnika albo nie pasuje do wszechobecnej krytyki Howarda..

    (32)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe Kuba Machowina

      Doceniam „tłuste lata” Dwighta, ale po prostu skupiałem się na ostatnich sezonach. Grega Odena z kolei wspomniałem tylko dlatego, ponieważ miał być potworem, a zniszczyły go kontuzje. Pozdrawiam wszystkich!

      (32)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    „Joel Embiid (pretendent numer dwa), łączący SIŁĘ i gabaryt O’Neala z umiejętnościami tancerza Olajuwona” – z tą SIŁĄ Embida to Wy tak na serio ?

    (20)
    • Array ( )

      Umiejętności tancerza Olajouwona też nie bardzo. Embiidowi często plączą się nogi jak mojemu wujkowi na weselu. Nieraz z tego powodu widziałem jak zaliczali glebę… Wujek i Embiid.

      (25)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    W ogóle zwróćcie uwagę na to, jakim talentem dysponuje Phoenix Suns. Już wcześniej mieli paru fajnych prospektów, a w tym roku dołożyli kolejną dwójkę oraz przekonali do siebie Arize. To jest zespół, który szybko odbije się od dna i może nie tyle stanie się od razu contenderem , ale na pewno będzie bić się o play-offy. Nie zdziwię się jak już w tym roku wywalczą swoje miejsce w top 8 na zachodzie.

    (3)
    • Array ( )

      Nie ma na to żadnych szans. Za duża konkurencja. Oni raczej będa bliżej dołu tabeli niż top 8. Rozumiem hype, rozumiem że mają talenty, ale to nie jest ich czas. Zresztą Ayton jeszcze nie zagrał meczu. To że piszą o nim jak o przyszłym superstarze nie oznacza iż nim zostanie. Jak dla mnie to nie ma nawet podjazdu do takiego Davisa, który notabene ma papiery na bycie w top10 ever. Ayton to nie ten level. Aha, Booker to nie Bryant, c’mon. Typ jest straszny w obronie więc co zrobi w ataku to zaraz odda. Jest młody (22l) więc może się w tym elemencie poprawi. Jak nie to będzie taką uboższą wersją Hardena. I to nie jest komplement. Punkty to nie wszystko by być kozakiem trzeba o wiele więcej ( jak Leonard 2k14). Kończąc – nie jarałbym się jeszcze Phoenix. Imho warto za to spojrzeć na Memphis i Dallas.

      (6)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Dlaczego autor nic nie wspomniał o takim zawodniku jak Dwight Howard ? Duży minus. Gość swego czasu był bestią podkoszową, zaprowadził Orlando do finałów NBA. Albo autor go nie lubi i nie chce pamiętać okresu jego dominacji albo chce się wpasować w powszechną nagonkę na Howarda..

    (-1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dodatkowo macie jakieś serwery z #### Mój komentarz wyświetlił się dopiero po godzinie. Myślałem ze admin mi usunął pierwszy, to napisałem drugi jeszcze raz. Teraz są dwa komentarze o podobnej treści..

    (-6)
  8. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe spider
    Odpowiedz

    Nie wiem jak bardzo jest silny, ale ja widzę przede wszystkim fenomenalne wyszkolenie. Bardziej Hakeem niż Shaq. Wydaje się sympatyczny i może mu palmą nie odbije. A przechwałki w tym wieku to norma. Trzymając za słowo Fultza to w tym sezonie powinien być MVP.

    (10)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Pewność siebie jedno ale jak ja nie cierpię tego zadufania w sobie jakie pokazują nowe pokolenia gwiazdek to aż ciężko opisać. Wiem ze tacy ludzie robią show czym robią hajs ale jakos wole cichych zabójców od szczekatych niewypałów jakimi sie często okazują takie postacie.

    (9)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Embiid swoimi zwodami bardziej przypomina Olajuwona. Ayton to taki szczuplejszy David Robinson. Zobaczymy czy za parę lat nabierze takiej masy mięśniowej jak Admirał 😉

    (2)
  11. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe PIXI
    Odpowiedz

    Od kiedy się interesuję NBA moim ulubionym klubem byli Sunsi. W ciągu ostatnich lat mieli wiele wysokich wyborów w drafcie, a w zasadzie jedyną perełką jaką z nich wyciągnęli był Booker. W tym roku szczerze mówiąc liczyłem że postawią na Doncicia, bo moim zdaniem jest to pewniejszy kandydat na gwiazdę na teraz (nie zostaje się najlepszym zawodnikiem w Europie z przypadku, szczególnie robi to wrażenie kiedy mówimy o 19-latku). Mam nadzieję, że za parę lat będę mógł mówić jak bardzo się myliłem i ze Ayton okaże się strzałem w dziesiątkę, bo niewątpliwie ma potencjał, jednak jego gra mnie jakoś nie przekonywała. Pożyjemy – zobaczymy, nie ma co wyrokować teraz. Dzięki za art!

    (3)
    • Array ( )

      Powiem Ci że jestem też fanem Suns od początku przygody z ligą i uważam że zupełnie nie masz racji. Phoenix mimo posiadania fajnych prospectów nadal miało wielką dziurę pod koszem i wybór Aytona był właśnie strzałem w dziesiątkę. Doncic wcale nie jest żadnym pewniakiem bo przychodzi z Europy gdzieś koszykowka znacznie różni sie od standardów w NBA, wiec to jak przyjmie sie w lidze jest nadal niewiadomą. Słońca są na etapie wychodzenia z mierności jakaś prezentowali przez ostatniej lata i w końcu dzieki Bookerowi i paru innym młodym zawodnikom takich jak Jackson i Chriss mają szanse wyjśc jakoś na prosta, wiec zdobywając w końcu upragniony od lat pierwszy pick draftu nie mogli ryzykować. Ayton nawet jeżeli nie będzie takim kozakiem jakim się określa to już na ta chwile może wiele namieszac w polu trzech sekund, szczególnie przy czysto ofensywnym i szybkim systemie Suns. Według mnie w końcu istnieje iskierka nadziei dla słońc ze zaczna grac o stawke i te lata szorowania dna tabeli zaprocentują właśnie w takie zdobycze jak Ayton. Jako fani Phoenix mamy tylko powody do ekscytacji i miejmy nadzieje w końcu radości z jakichs sukcesow tej niegdys dobrej organizacji. Pozdrowienia 😉

      (3)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Zgadzam się Ayton też mi bardziej przypomina Robinsona….
    No, ale na co warto zwrócić uwagę to fakt, że od kliku draft ów nie mamy wysypu bardzo dobry niskich obwodowych zawodników. W tym np trafiły się dwa nazwiska z czego jeden od początku był przymierzany do top 10. Za to zawodników o wzroście powyżej 208 cała masa. To nie są narzekania tylko stwierdzam fakt. Wygląda na to, że zbliża się era wysokich sprawnych zawodników. Mamy Porzignisa, KATa, Embiid a, Drummond a (bądź co bądź 16 zbiórek i ilesc tam punktów robią z niego bestie podkoszowa przynajmniej do teraz), Davis i oczywiście Ayton, a nie możemy zapomnieć o Marvinie Bagleyu, który jest talentem nie mniejszym od Aytona. Także robi się ciekawie, a co najważniejsze nie licząc „starego” dobrego Drummond a Ci wymienieni zawodnicy to ofensywni zawodnicy i jestem przekonany, że czeka Nas następny krok w ewolucji NBA, bo raczej trenerzy nie każą im tylko stawiać zasłon

    (3)