fbpx

Streetballowy tryb życia: tajemnica marki And1

25

Pisząc kiedyś artykuł na temat Vince’a Cartera i jego kuzyna Tracy’ego McGrady, rozpocząłem go od sentymentalnej podróży do końca złotej ery NBA lat 90’tych…

Pamiętam końcówkę ubiegłego wieku całkiem dobrze. Irracjonalny strach przed „pluskwą milenijną” zaczął kiełkować jakieś trzy lata wcześniej i mieszał się w zbiorowej świadomości z ogólnym poczuciem dekadencji, budując swoisty nastrój jubileuszowego fin de siècle. Klimat ten, przynajmniej z mojej perspektywy, osiągnął swoje apogeum około roku 1998, kiedy na topie była świeżo wydana „Garage Inc.” zespołu Metallica, w kinach szalał Szeregowiec Ryan, a na pierwszej PlayStation triumfy święcił Solid Snake ze świetnej gry Metal Gear Solid. Każdy dzieciak z boiska znał na pamięć dialogi z He Got Game i chociaż gówno wiedział co to artretyzm, to dałby się pokroić za takie Jordany jak te, które w pamiętnej scenie sprawił sobie Denzel Washington. Sto pięćdziesiąt z podatkiem, niech go czort…

Dla większości z nas, klepiących wtedy pomarańczową piłkę na asfaltowych boiskach między blokami z wielkiej płyty, te buty były absolutnie nieosiągalne. AJ XIII White/True Red-Black, zwane potocznie “Trzynastkami He Got Game”, były dla większości dzieciaków jak silikonowe cycki Pameli Anderson ze Słonecznego Patrolu. Mogliśmy je tylko podziwiać na ekranie kineskopowego TV, bo cena (butów, nie cycków) ustalona na poziomie 150 dolarów nie mieściła się w domowym budżecie żadnego z nas. To były czasy, gdy dokładnie wiedziałeś w czym będziesz grać w kolejnym “sezonie”, bo były to te same buty, w których chodziłeś przez cały rok. Nową parę “adidasów” rodzice kupowali jesienią, do szkoły, a stare, znoszone, dobijało się na boiskach.

/ready-or-not-here-they-come/

To właśnie w tamtych czasach zaczęły pojawiać się w polskich sklepach jakieś nowe buty do kosza. Obok fantastycznie wykręconych DADA Spinner można było dostrzec na półkach również obuwie mało komu znanej firmy And1, ale nie zwróciliśmy na to uwagi tak od razu…

Po finałach NBA 1998 roku (do dziś dnia są to finały o najwyższej oglądalności) w naszych sercach ziała ogromna dziura po Michaelu Jordanie i bardzo byliśmy spragnieni nowych idoli. Kobe Bryant, Vince Carter… pokazywaliśmy sobie ich karty Upper Decka na przerwach, zastanawiając się do czego są zdolni. I wtedy, w roku 2000, miało miejsce kolejne wydarzenie, które na zawsze zapisało się w zbiorowej pamięci fanów basketu spod znaku NBA: konkurs wsadów z Vincem Carterem w roli głównej.

Na nogach zawodnika (który wcześniej nosił obuwie marki PUMA) dostrzec można było And1 Tai Chi, obuwie, które według samej firmy And1, zmieniło świadomość całej generacji młodych fanów basketu. Marka, która przebojem wdarła się do naszych serc, zajęła miejsce w niszy z modą uliczną. Poprzez tę stylistykę idealnie wpasowała się w gusta młodzieży zakochanej w kulturze hip-hop, zdobywającej coraz większą popularność na polskich blokowiskach.

Stephon Marbury, jeden z pierwszych gwiazdorów marki. Zanim stworzył Starbury, własną markę, której logo wytatuował sobie na skroni, był graczem ze stajni And1.

#And 1 Mixtape

Obuwie z charakterystycznym logo, przedstawiającym umięśnionego streetballera, zaczęło być obecne na parkietach NBA za sprawą wielu młodych gwiazd, idealnie pasujących do ulicznego stylu. Ben Wallace, Kevin Garnett, Stephon Marbury, Latrell Sprewell, Jamal Crawford czy Vince Carter byli na parkietach NBA ambasadorami AND1 i streetballowej kultury jednocześnie. Wizerunkowo to się spinało idealnie.

Jednocześnie firma promowała się jako ruch społeczny, jako styl gry w koszykówkę i styl życia. Rzesze zwolenników zdobywała za sprawą And1 Mixtape Tour, turnieju koszykarskiego, który objeżdżał całą Amerykę, w poszukiwaniu najsmakowitszych highlightów. To dzięki kasetom/płytom z tymi filmikami uwierzyliśmy, że Streetball i And1 to jedno. Wielu z nas miało jeszcze wówczas w szafach pamiątkowe czarne koszulki z rozgrywanego w różnych miastach nad Wisłą Adidas Streetball Challenge, ale to do And1 biły nasze serca.

W And 1 zasady były proste, tak jak na ulicy. Przegrana równała się upokorzeniu. Dylemat znany z White Men Can’t Jump, czy lepiej pięknie przegrać, czy brzydko wygrać, ustąpił miejsca taktyce sypania soli na rany i ośmieszania oponentów. “Adding insult to injury”, jak mawiali w USA.

And1 Mixtape Tour, Madryt 2001.

#Non-NBA Stars

Dzięki marce And1 mieliśmy okazję usłyszeć o wielu ballerach, o których nigdy inaczej byśmy się nie dowiedzieli. Zawodnicy tacy jak Escalade, A.O, Helicopter czy 50 stali się rozpoznawalni na całym świecie i to oni nieśli wówczas uliczne dziedzictwo boisk Nowego Yorku i innych kultowych miejscówek, z których wyrosło wiele postaci świata NBA i około-koszykarskiej kultury.

/doktor-j-pierwowzor-legenda-rucker-park/

#Professor

Osobny akapit należy się tu Profesorowi i wcale nie mam tu na myśli postaci z serialu La Casa de Papel. Grayson Boucher był jednym z najbardziej rozpoznawanych streetballerów marki, z którą w latach 2003/2011 zjeździł całe stany wzdłuż i wszerz.

Obecnie dalej można spotkać go na boiskach Venice Beach i innych, gdzie robi to, co potrafi najlepiej. Sztuczki z piłką i gierki za pieniądze.

#Hot Sauce

Na poziomie profesjonalnym nikt go nie widział, ale jako ulicznik jest prawdziwą legendą. Jeśli powstanie kiedyś druga część artykułu o najznamienitszych streetballerach w historii, to z pewnością poświęcę mu osobny akapit.

/bogowie-ulicy-czyli-streetballowe-hall-of-fame/

#And 1 teraz

W sierpniu 2018 roku dyrektorem kreatywnym filadelfijskiej marki został jej dawny endorser, Kevin Garnett. Wciąż trwają próby przywrócenia firmy do lat świetności, ale bez daleko idących zmian technologicznych raczej nie będzie to możliwe. Pamiętam, że miałem kilka par And1 i niestety każda następna rozpadała się szybciej niż poprzednia. Sztuczna skóra odłażąca płatami i pękające podeszwy były typową bolączką nabywców. Być może ratunkiem byłaby droga obrana przez Converse, które jest teraz w pełni zależne od NIKE i korzysta z ich wynalazków, jak ZOOM czy Air Max? To jednak nie moje zmartwienie, niech się Garnett nad tym zastanawia.

#And 1 w liczbach

  • 1993: powstanie firmy
  • 1996: pierwszy koszykarski model obuwia, stworzony dla Stephona Marbury
  • 1998: do marki dołącza Rafer Alston, w sieci pojawia się mixtape znanym jako Skip Tape
  • 1999: pierwsze reklamówki AND1, ruszają Summer Tours
  • 2000: Vince Carter wygrywa konkurs wsadów w butach Tai Chi
  • 2001: do sprzedaży trafia NBA Street, inspirowana And1 gra na licencji NBA
  • 2002-2008: szczyt popularności, mixtapes lecą na ESPN
  • 2004: Chauncey Billups zdobywa mistrzostwo i statuetkę Finals MVP
  • 2009: Rafer Alston w finałach NBA, And1 stopniowo traci na popularności
  • 2018: nowe nadzieje w związku z przyjęciem KG na stanowisko dyrektora kreatywnego

#Dziedzictwo

Ukradłem im wiele ruchów, wiele crossoverów znam z tych taśm [Will Burton, Denver Nuggets]

To była koszykarska kultura, oni to zaczęli. Oglądaliśmy te mixy, a potem ćwiczyliśmy za domem, trzech na trzech. Ubieraliśmy koszulki XXXL i opaski na głowę… to od nich [Devin Booker]

To było coś, w kontekście kultury… Próbowałem łapać piłkę w koszulkę i przełożyć za plecami, obijać ją od przeciwników… Te ruchy były znane na wszystkich boiskach, to było coś! [Jayson Tatum]

To był szalony czas. W 1998 Carter wszedł do ligi z numerem #5, a dwa oczka niżej Jason Williams. Z #39 poszedłem ja. Trwał lockout, więc liga nie grała do lutego ’99, jeszcze miesiąc po tym, jak oficjalnie karierę zakończył Jordan. To otworzyło okienko dla AND1, timing był perfekcyjny [Rafer Alston]

Trudno mi dzisiaj jednoznacznie odnieść się do pytania, czy liga w dalszym ciągu potrzebuje AND1. Odzyskać niszę na rynku może być szalenie trudno. Odzyskać miejsce w świadomości mas- jeszcze trudniej. Ale nie stawiajmy na nich kreski. Wszystko być może, jeśli produkt sam będzie się bronić. Mieliście jakieś buty AND1?

[BLC]

Ostatnie Wpisy

25 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Od prawie roku upominam się o artykuł o najlepszym rozgrywającym biegającym po parkietach NBA- Russellu Westbrooku. Obawiam się, że prędzej powstanie kilkanaście notek o Europejskim Mavs niż chociażby jeden akapit na temat Russella ujrzę.

    (-45)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Tekst mega! Magiczne lata 90,boiska asfaltowe i granie całe dnie od wczesnej wiosny aż do jesieni aż łezka się kręci i chciało by się rzec : kiedyś to kurła było!

    (31)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamiętam tą zajawkę and1, wtedy nagłe na boiskach osiedlowych zaroiło się od dzieciaków ćwiczących tylko sztuczki streetballowe, ale za nic nie kumających podstaw kosza. Samemu też się parę tricków poćwiczyło, ale dość szybko porzucone na korzyść prawdziwego basketu, ale fun był 🙂
    Jeden model butów and1 miałem, nie pamiętam nazwy tylko, ale tak jak autor pisze, dość szybko się rozleciały, a i jakościowo średnio się w nich grało. Z tego co pamiętam były dość twarde, słaba amortyzacja.
    Największe wrażenie z tego co pamiętam robił wtedy Hot Sauce i jego tricki. Niektórzy z nich trafili później do NBA, jak Rafel Alston aka Skip to My Lou, który z tego co pamiętam śmigał swego czasu w Houston Rockets.
    Ale mixtape’y na cedekach się przegrywało 🙂

    (8)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Uwielbiałem wszystko co związane z tamtymi czasami a And1 było wcieleniem wszystkich tych rzeczy .

    Streetball – luźna gra , na jeden kosz , więcej emocji , bez apteki , więcej przepychanek , próbowanie tricków . Piękne czasy

    Koszykówka klubowa nigdy mnie nie przekonywała , była dla mnie nudna . Zagrałem w kilkunastu- kilkudziesięciu turniejach miejskich i nazwijmy powiatowych streetball. Klimat , muzyka, ciuchy , nie zapomniane przeżycia . Ale i tak każdy turniej psuły ekipy złożone z zawodników grających w ligach . Nudna gra bez polotu.

    Mam wrażenie ze taka gra niesie za sobą przedewszystkim więcej radości , a tego brakuje w Europie . Oglądając sporadycznie mecze reprezentacji jakiś państw lub euroligi czy czegokolwiek ze starego kontynentu poprostu zasypiam . Przepraszam fanów ale jest to nudne , bez polotu radości agresji i czasami brudnego współzawodnictwa . Narzekacie na kroki hardena i jamesa , cieszynki, napinki czy krzyki drake ale to właśnie powoduje ze mecze NBA oglądasz z zapartym tchem . EMOCJE o to chodzi .
    Odbiegłem od tematu .

    Apropo ciuchów i butów to u mnie całe osiedle latało w And1 . Co do butów i wytrzymałości to się nie do końca zgodzę . Zacznijmy od tego ze buty były stosunkowo tanie : 150-200 zł . Ja swoje jagged edge mid kupiłem za 135 zł . Przechodziłem w nich ponad rok , potem rok gry na sali i jeszcze 3 lata na street . W każdych warunkach , trawa , żwir tartan beton asfalt czy piasek . Umarły dopiero jak przetarłem podeszwę,skarpetkę i stopę . Dopiero wtedy musiały zawisnąć związane na kablu między słupami .

    Świetne czasy .

    (7)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Slaby art. Jakis chaotyczny. Bardzo.

    And 1 czyli koszykarski wrestling made in usa.

    Udawana obrona, szalejace czarnoskóre widownie,

    I wpierdziel w Washington kiedy grali na prawdziwie ulicznych zasadach.

    And 1. Marzenie za dzieciaka, 350 zl za buty recognize z których platami schodziła pseudo skora a pseudo poduszki pekaly w momencie.

    Teraz wielkie rozczarowanie.

    Ale AO na zawsze na propsie.

    (-5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    AND1 Vol.1 miałem na CD, które po czasie było tak zcharatane jak psycha Antoniego M.
    Oglądało się, kumpel przywiózł z USA koszulki XXXXL tzw. poszwy i heja na boisko trenować triki. Ogólnie nic się nie zgadzało. Biali, wolni, nie pakujący, ale czarni w myślach:)

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Nigdy nie kupiłem hype’u na and1. Zawsze wolałem koszykówkę ligową. Te popisy, wsady, puszenie się po udanych zagraniach były tak sztuczne jak bimbały Pameli Anderson. Do tego ten okropny hip hop i ich ubrania. Bardziej to odpychało niż przyciągało. Wolałem iść na mecz Wisły czy Cracovii (byky sposoby by wejść za darmo) albo obejrzeć puchar Koraca czy Suproligę.

    (-12)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Mialem and1 tai chi czarno szare ,,specjalne wydanie ,, z napisem na lewym bucie ,,half man ,,a na pramym ,,half amazing,,nie do zaje….. buty.

    (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Miałem buty and1, nie pamiętam modelu, dziurkowana skóra, mega wytrzymałe i swietnie trzymaly się parkietu.
    Bez systemu, ale do 100 kilo, dawały radę, kupił bym drugi raz, tylko gdzie?

    (3)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Trafiiny art. Ostatnio zastanawiałem się co stało się z and1. Mam nadzieję że powrócą na rynek z odpowiednią jakością. Jest sentyment

    (2)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam Pearl Mid biało-grantowe, bardzo fajne bucisze, zarówno na halę, tartan jak i do chodzenia na co dzień 😉 wytrzymały ze mną już ponad 5 lat, fakt, że dużo nie gram, ale jak już gram to intensywnie 😉 Życzę And1 powrotu na rynek!

    (1)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja kupiłem kiedyś buty AND1 w czasach gdy grałem w Warszawie w jednym z juniorskich zespołów, wytrzymały 3 miesiące, po czym w sklepie AND1 w galerii Blue City usłyszałem w odpowiedzi na reklamację, że buty były użytkowane niezgodnie z przeznaczeniem 😀 oto był mój ostatni zakup…

    (0)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Siemka! Przerobiłem 3 pary And1 Rekanize w których śmigali wszyscy w pamiętnym hicie WSZ & CNE – Jeszcze raz 🙂 Wczoraj grałem w w spodenkach And1, których nie mogę zajechać od 10 lat. Cały czas jak nowe. Kiedyś to był fame latać w And1 na asfaltowych boiskach. Pamiętam jak dziś. Pozdro i dzięki za artykuł i wspominki!

    (1)
  14. Array ( )
    Zdjęcie profilowe szarygrey
    Odpowiedz

    Potwierdzam miałem jadna pare tegoż obuwia.. podeszwa jak papier cała amortyzacja to gruba wkładka…rozpadły się po 2 miesiącach grania na sali

    (0)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamietam jak w 2000 odbylem wycieczke za ocean i przywiozlem buty Tai Chi. Wtedy jeszcze ciezko bylo u nas je dostac i chcac nie chcac zwracalem na siebie uwage. Nastepne and1 kupilem ok 2004r. Buty byly o wiele gorsze jakosciowo.. nigdy juz nie kupilem nastepnych. Teraz jestem w Kanadzie i mijam produkty And1 kazdego razu jak robie zakupy w Wal-Mart.. przykre bo produkty sa poprostu cienkie jak dupa weza.. jak wroce pamiecia do 2000 to ta marka wywolywala u mnie same dobre emocje 😉

    (0)
  16. Array ( )
    Kiedyś się grało 24 Czerwiec, 2019 at 20:54
    Odpowiedz

    Taa miałem pożyczone od kumpla na jeden mecz i zerwalem więzadło krzyżowe w prawym kolanie, bo były tak ciulowato zrobione że przy zwykłym kroku w przód przesunela mi się noga w bucie, nie dziękuję…

    (0)

Gwiazdy Basketu