fbpx

NBA Retro: jak transmisje meczów NBA trafiły do Europy

39

Większość Czytelników naszej strony, jeśli też zalicza się do grupy “dziadersów” takich jak ja i admin, pamięta bardzo dobrze NBA w TVP 2, potem w TVN czy również nadawany tam program NBA Action. Być może również Rzut za 3 z Bartoszem Obuchowiczem i Jackiem Łączyńskim.

Były to programy i media od których zaczęła się pasja wielu z nas i zamiłowanie do elektryzującej i zachwycającej swym kolorytem ligi NBA. Chętnie wróciłbym do tych czasów w jakimś nostalgicznym artykule, muszę tylko wyszperać jakieś fajne materiały.

Dziś natomiast chciałbym skupić się na tym, jak NBA w ogóle trafiła do Europy, gdyż mija właśnie 40 lat, odkąd możemy Najwspanialszą Ligę Świata oglądać na Starym Kontynencie. NBA przekroczyła ocean dokładnie 31 stycznia 1981 roku, kiedy we włoskiej telewizji pokazano, a jakże! starcie Los Angeles Lakers i Boston Celtics.

#Bliskie spotkania trzeciego stopnia

Żelazna kurtyna nie była jedyną barierą dla rozwoju sportu po drugiej wojnie światowej. Równie istotna była też klauzula amatorska. Powodowała ona, że wszyscy zawodnicy, którzy podpisaliby kontrakt z ligą zawodową, na przykład z NBA, nie mogliby już grać w swoich narodowych reprezentacjach. Zamysł, który przyświecał tym restrykcjom był podobny do tego, co (oficjalnie) napędza NCAA. Mówiono o chęci utrzymania czystości sportu, eliminując czynnik przewagi ekonomicznej bogatych drużyn.

Te normy przetrwały aż do roku 1989, skutkiem czego we wcześniejszym okresie integracja w sferze koszykarskiej była dosyć incydentalna. Poza znaczoną kolejnymi olimpijskimi bojami rywalizacją reprezentacyjną mieliśmy chociażby tournee w sezonie 1963/1964.

Koszykarski Dream Team, o którym świat zapomniał

Na wizytę pierwszego zespołu NBA za żelazną kurtyną przyszło nam czekać niemal ćwierć wieku dłużej, bo aż do roku 1988, kiedy to Atlanta Hawks zawitali w Tibilisi, o czym również już kiedyś prezentowałem Wam osobny artykuł.

Lot na terytorium wroga: Atlanta Hawks za żelazną kurtyną

Wcześniej miały też miejsce wymiany trenerskie, pojawiali się okresowi korespondenci medialni, ale dużo ciekawszym z naszej perspektywy wydarzeniem było przełomowe spotkanie rozegrane w 1978, dzięki współpracy Washington Bullets i Maccabi Tel Aviv. Wojna światów czyli spotkanie mistrzów NBA z mistrzami Euroligi. Ciekawi kto wygrał? W 10-tysięcznej hali Yad Elyahu zawodnicy Maccabi zwyciężyli z Bullets 98:97! Było to pierwsze spotkanie drużyny NBA z zespołem spoza USA. Zawodnicy Bullets skapitulowali przed strefą narzuconą przez graczy Maccabi.

Poza takimi jednostkowymi przypadkami wieści z NBA było jak na lekarstwo. Oficjalne doniesienia w najlepszym wypadku ograniczały się do zdjęć w gazetach czy serwisach sportowych. W Amerykańskiej Bibliotece w Milanie, która znajdowała się pod patronatem Biura Informacyjnego Stanów Zjednoczonych można sobie było wypożyczyć kasetę VHS z finałami Celtics versus Royals z 1968 roku. I tyle. No chyba, że ktoś mieszkał w pobliżu bazy militarnej, wówczas, drogą wymiany za różne kontrabandowe dobra, mógł uzyskać od stacjonujących tam żołnierzy inne kasety lub czasopisma itp.


Maccabi 98:97 Bullets

#Kasety i Fiat

Dzięki właśnie takim wymianom, pewien włoski dziennikarz sportowy imieniem Guido Bacatta wszedł w posiadanie prawdziwego skarbu! Trzech kaset, na których znajdowały się odpowiednio: Mecz Gwiazd z Detroit 1979 roku, Game 2 finałów między Seattle i Waszyngtonem, oraz finał NCAA, w którym wystąpiły ekipy Louisville i NCAA.

Nie myśląc wiele wsiadł w Fiata 500 swojej matki i udał się na tournee po włoskich miastach, w których popularna była wówczas koszykówka. Zainteresowanie kibiców koncentrowało się przede wszystkim wokół rywalizacji między Varese i Mediolanem, ale za “koszykarskie” uchodziły również takie miasta jak Padwa, Cagliari, Vigevano, Cantu czy Bolonia. W kinach, w których puszczano kasety Bacatty zbierało się nawet i 200 osób!

Pamiętam jedną projekcję w Pesaro, w kinie Rossini. Zjawiło się tyle osób, że ci, którzy nie weszli, powybijali w końcu okna, żeby móc zaglądać do środka. Bilet kosztował tysiąc lirów, a właściciel ubłagał mnie żebym zrealizował kolejny pokaz, dla zaspokojenia wszystkich chętnych następnego dnia. Opowiedziałem ze sceny kilka anegdot i rozpoczęliśmy projekcję. Dźwięk był oryginalny, ale przez mikrofon dodawałem na żywo swoje komentarze. To było szaleństwo, ludzie krzyczeli, kibicowali, cieszyli się… Przedtem NBA była dla nas jak Potwór z Loch Ness. Mówiono nam o niej, ale na własne oczy nikt jej nie widział [Bacatta]

Niedługo potem Larry Fleischer, ówczesny dyrektor NBPA, zrealizował spotkanie towarzyskie we Włoszech. Rzecz jasna z udziałem Boba Laniera i Paula Westphala, co tylko podsyciło i tak już ogromny apetyt na amerykańską koszykówkę.

#In dire straits

Z nastaniem lat osiemdziesiątych NBA znajdowała się w nieco trudnym ekonomicznie położeniu. Dopiero co do ligi dołączyli Dallas Mavericks, wciąż trwały jeszcze sądowe przepychanki na gruzach ABA. Związek Zawodników protestował przeciw zapisom kontraktowym (reserve clause, czyli jeszcze bardziej rozbudowane restricted free agency) i rozpoczynała się nowa umowa telewizyjna. Na to wszystko komisarzem został David Stern i musiał to jakoś do kupy poskładać.

Przedstawiciele włoskiej telewizji zabiegali w tym samym czasie o prawa do retransmitowania NBA. Negocjowali ze stacją CBS. Generalnie, warto wspomnieć, że lata siedemdziesiąte i początek osiemdziesiątych były czasem, w którym wiele spotkań NBA było retransmitowanych. Czasem nawet rezygnowano z tego, kosztem nadania czegoś innego. Sprzedaż ich dalej, podmiotom trzecim, wydawała się atrakcyjnym kąskiem. Geniuszem wykazał się David Stern, wynegocjował on bowiem takie warunki, że CBS mogła sprzedawać dalej tylko te mecze, które najpierw sama puściła. Jeśli spotkanie nie pojawiło się na antenie, można je było kupić, ale tylko bezpośrednio od NBA. Tym samym Komisarz upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie tylko zwiększył znacznie podaż spotkań NBA w telewizji w kraju, ale też znalazł dla nich rynek zbytu na Starym Kontynencie.

Gdy CBS zmniejszała liczbę meczów pokazywanych na antenie, automatycznie traciła prawo do ich odsprzedaży dalej, na rzecz NBA. To było genialne. [David Stern]

Głównym odbiorcą odsprzedawanych meczów byli Włosi. To za sprawą przedstawicieli telewizji PIN, doszło do podpisania umowy telewizyjnej. W przedsięwzięciu uczestniczył David Stern, jako komisarz, Larry Fleisher ze Związku Zawodników. Zaś po stronie włoskiej Giorgio Gandolfi oraz Marco i Bruno Bogarelli. Cena? Pięć tysięcy dolarów za każdy mecz. W pakiecie było również 35 meczów do retransmisji w dowolnym momencie.

Po PIN w kolejce do NBA ustawiła się również powiązana z Silvio Berlusconim telewizja Canale 5, ale nie ma co wchodzić tu za bardzo w szczegóły, bo skupiamy się na pionierach całego przedsięwzięcia.

#Pierwszy mecz

Dość powiedzieć, że pierwszym meczem we włoskiej TV, a co za tym idzie również w Europie, było wspomniane wcześniej spotkanie nadane 31 stycznia 1980 roku między Bostonem i Lakers. Była to retransmisja meczu z 18 stycznia.

Oczywiście, nawet tak rozentuzjazmowanego widza jak włoski kibic trzeba sobie było wychować. Stąd nastąpiła konieczność dostosowania retransmisji do przyjętych w Europie (piłkarskich) standardów. Spotkanie okrojono do dziewięćdziesięciu minut, pokazując koszykówkę i tylko koszykówkę, wycinając reklamy itp. Samo mięcho.

To było jak wielki wybuch. Iskra, która padła na beczkę prochu. Nie mogło być wybrane bardziej ikoniczne spotkanie niż mecz Bostonu z Lakersami [Ralph Rivera, dyrektor NBA Europe]

#A w Polsce?

Droga NBA do Kraju nad Wisłą była długa i kręta. Jak wspomina Ryszard Łabędź:

Z końcem lat osiemdziesiątych trzeba było po prostu czekać na taśmę, która przylatywała ze Stanów Zjednoczonych. Jeździł po nią nasz kierowca pan Miecio, przywoził ją z Okęcia. Tę taśmę trzeba było jeszcze przegrać, bo to był system amerykański, nieprzystosowany do emisji w polskich odbiornikach. Potem zmontować, pociąć, przygotować, znaleźć materiały informacyjne do tego meczu i wreszcie skomentować… [wypowiedź Ryszarda Łabędzia cytowana przez: Jakub Papuczys “Hej, hej tu NBA czyli Recepcja amerykańskiego basketu w Polsce”]

Efekty tej pracy mogliśmy zobaczyć potem we wspominanym często z nostalgią programie “Hej, hej tu NBA”. To właśnie od tego cyklu Łabędzia i Szaranowicza, a także emitowanego w naszej TV NBA Action, zaczęła się przygoda wielu z nas z NBA. Nie zapominając oczywiście o takim “League Pass lat dziewięćdziesiątych”, czyli:

Za miłość, która trwa do dzisiaj, możemy być im wszystkim zwyczajnie wdzięczni. Kto załapał się na czasy czapeczek z daszkiem kupowanych na rynku, kart koszykarskich i turniejów Adidas Streetball Challenge, ten doskonale wie, o czym mówię.

[BLC]


Przygotowując tekst korzystałem z przepastnych archiwów NBA.com, wiedzy własnej i innych wyszczególnionych w tekście źródeł.

Ostatnie Wpisy

39 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ta telegazeta to było coś niezwykłego. Do dzisiaj pamiętam, gdy miałem może 6 lat i po raz pierwszy dowiedziałem się o telegazecie. Od dziecka fascynowałem się sportem, we wszystkich odmianach, również koszykówka rzecz jasna. Spacerowałem akurat z tatą, rozpoczęła się rozmowa o sporcie, w pewnym momencie powiedział do mnie synu, potrzebna Ci telegazeta, wtedy będziesz o wszystkim wiedział, wszystkie wyniki znał. Pomyślałem ok, fajnie. Po kilku minutach mijaliśmy kiosk, to mówię do taty. Tato, to kupisz mi te telegazetę? Synu, telegazeta jest w telewizorze. Wtf w telewizorze, przecież to gazeta. Siedziało się z rana i sprawdzało po kolei wyniki, fajne czasy 😀

    (25)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    I takich artykułów tutaj trzeba! Brawo BLC!
    Btw. Życiowy partner mojej siostry, Włoch z Mediolanu, na przełomie lat 80./90. był koszykarzem w Italii i opowiadał mi ostatnio o tamtych wspaniałych czasach prosperity włoskiej koszykówki. Grał nawet dwukrotnie przeciwko Toniemu Kukoczowi!

    (15)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny art. nie moje czasy co prawda, także tym bardziej fajnie się dowiedzieć jak to wszystko wtedy wyglądało, dzięki!

    (10)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Pewien piećdziesięcioletni koleś na grupce opowiadał mi parę lat temu, że oglądał Larrego Birda od początku kariery na żywo mieszkając w Polsce. W związku z tym tylko on może komentować jego grę.
    Wniosek?
    BLC pomieszał daty

    (-6)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Na przełomie wieków,jeszcze przed erą Canal plus była Wizja Sport a w niej program”Nba Jam”.Pokazujący koszykarzy zza kulis-to Eddie Jones na rybach,Shaq w studio muzycznym czy T-mac odwiedzający swoje rewiry z lat młodości.Jednak czasy TVP najbardziej nostalgiczne,dla mnie najmocniej lata 93-97.Ryszard i Włodek na zawsze w pamięci.

    (14)
    • Array ( )
      Big Fundamental 20 lipca, 2021 at 16:05

      Ale finaly ’98 też byly w TVP? Czy już w TVN? Bo pamietam że oglądałem je na żywo przecież a TVN nie miałem wtedy w domu bo byl tylko w dużych miastach…;)

      (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja oglądałam powtórki na DSF-ie. I pamiętam jeszcze fajny chyba miesięcznik o NBA z duzymi plakatami 🙂 i podworkowe mecze, gdzie wszyscy byliśmy kimś ze składu Chicago ( ja byłam Tuckerem :))

    (8)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Piękne czasy, gdy kosze wisiały na niemal każdym podwórku, a na prawdziwych boiskach roboiskach robiły się kolejki do grania. Każdy mecz to było święto, A ogladanie finałów 92 na bialo-czarnym tv podłączonym do radiowej anteny dipolowej to u mnie wciąż żywe wspomnienie.

    (7)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie czytajac jeszce arta.. Lza sie w oku kreci .Niedopomyslenia jest teraz to jak byla w latach95-00 Poularna koszykoeka w Polsce .ja osobiscie chodzilem w kazdy wtorek i piatek do swojego dziadka.On mial satelite i 40min skrotu meczow Nba… no i nasze tvp 2 tvn czy wizja Sport te stacje pokazywaly wtedy mecze w Polsce .To byly czasy.. No i juz wspomniane tutaj nie raz ste 265 266 267 268 Apropo wie ktos??to dalej istnieje???Ciekawi mnie to … pozdro staruszki:))))

    (7)
    • Array ( [0] => contributor )
      PATRON

      siema
      mam i odtwarzacz i video 🙂
      wszystko sprawne, jakies 2 lata temu w serwisie, także ten…
      mam też ze 30 kaset z meczykami albo i wuęcej
      jeden z kumpli nagrywał mecze z satki i przynosił do mnie, ja kopiowałem to i szło w osiedle…
      dżizas, ile wspomnień
      ostatnio wspominaliśmy z kumplami jak suns z barkleyem grali w finałach… i leciało się do budy niewyspany jak cholera,ale co tam…
      dsf, screensport, wizja sport no i oczywiście hej hej tu enbiej
      telegazeta rządzi cały czas 🙂

      dzięki za wspominki i pozdro dziadki !!

      (8)
    • Array ( )

      Ja mam finały Bulls z Utah i z Seattle.
      Nagrane na magnetowidzie w trybie longplay. Chciałem nawet digitalizować ale magnetowid już umarł. Ciekawe czy te kasety jeszcze trzymają zapis. W sumie kasety z Commodore 128 jeszcze kilka lat temu działały…

      (4)
    • Array ( )

      drupi, vhs na bank są na chodzie. mi każda opala, jedynie może pruszyć lekko 😄 albo kolor zanikać. ale jak się trochę poprzewija albo potrzyma na pauzie, to będzie git. wiesz, stare sposoby 👍

      (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Pierwsze mecze to kanał Screensport na satelicie. Przełom lat 80tych i 90tych.
    Pierwsze finały Detroit Portland

    (6)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Rocznik 82. W kolejce trzeba było stać do grania na boisku. Telegazeta sprawdzana zaraz po powrocie zw szkoły 😊

    (4)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    … i te niezapomniane mecze na ogródku u Zająca. Telewizor 14 cali, kawałek druta za antenę i grupa wariatów dla której koszykówka do dzisiaj jest miłością życia.

    (2)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Z sentymentem wspominam te czasy… całe ściany w plakatach, wysyłanie listów do klubów z prośbą o gadżety, naklejki, autografy (według szablonu listu w języku angielskim, który krążył po osiedlu), własnoręcznie robione klubowe koszulki z własnym nazwiskiem, pierwsze Reeboki z pompowanym językiem, dziesiątki kaset video z meczami gwiazd i NBA action, bezcenny film o Michaelu Jordanie( przegrywany tyle razy, że ledwo widać Micheala), własnoręcznie nagrywane kompilacje wsadów … spisywanie wyników z Przeglądu Sportowego do specjalnego zeszytu.
    Dzięki Davidowi Robinsonowi nauczyłem się grać na saksofonie, gdyż wyczytałem w jednej z gazetek, którą przysłali mi z San Antonio Spurs, że Admirał gra na saksie… zostało mi kilka pamiątek, które wywołują uśmiech na twarzy. Uff. Skończyłem. Pozdrawiam serdecznie autora gwiazdybasketu- jesteś dla mnie MVP internetu…

    (8)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Ach, pamiętam to dobrze. Program z Obuchowiczem i Łączyńskim to była podstawa, podobnie jak hej, hej tu nba. Na podwórku było się wtedy albo Jordanem albo Magiciem. Pamiętam też transmisje na DSF 😊

    (2)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Teraz wstajesz o 6-7 odpalasz fona i sprawdzasz wyniki,,, 20 lat temu telegazeta str 265 i wyniki okolo godz 11 :)))) cos jak Bartek z artem:))))na pare stron ,a wtedy jak mowie pare suchych stats:)

    (4)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tego co pamietam to na 90% pierwsze były w naszej TV finały 90r Detroit-Portland. Na 100% były już następne Bulls-Lakers, w lipcu były retransmisje, kojarzę, ze wakacje już były. Kolejne Bulls-Blazers to mam na VHS, retransmisje były robione tak, ze 1 i 2 kwarta w skrócie i dopiero 3 i 4 już w całosci. Poza meczem nr 1 w którym Jordan trafiał trójki jak maszyna, tam wyjatkowo pokazali pierwszą połowę. W 93r finały były już na żywo. Nie zapominajmy o Barcelonie 92 i Dream Teamie, igrzyska zrobiły grę dla popularnosci NBA w Polsce. Zresztą pierwszs transmisja na zywo ze Stanów to mecz gwiazd z Utah. Włodek machał zadowolony do widzów. Hehe. Finały 94 zbiegły sie z mundialem w USA, kończyło się studio piłkarskie i zaczynało studio NBA. Był Magic Basketball, Probasket, ale był też tygodnik Basket o lidze polskiej i NBA i cotygodniowy sobotni dodatek o koszu do Przegladu Sportowego. Rano przed 7 był sport telegram, zawsze kilka informacji o NBA było, zresztą te kilkanaście sekund codziennie nagrywałem 😃 z czasem robił się dłuższy materiał i było co ogladać. Czapki, kurtki, koszulki, piłka Wilsona z Mourningiem, plakat Ewinga i Barkleya z Holandii. Szkoda transferu NBA do TVN, Włodek był po prostu lepszy od Michałowicza. Ech… fajnie było.

    (8)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Super art, uwielbiam te historyczne smaczki. Przydałoby się nieco więcej info o tym meczu Maccabi-Bullets – kto grał, jakie miał staty itp.
    A czy przypadkiem w latach 60-tych nie gościła w Polsce drużyna Bostonu z Billem Russelem? Chyba nawet sami kiedyś o tym pisaliście 😉

    (2)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja jeszcze przypomnę taką gazetę co się nazywała MECZ (chyba to był tygodnik). W większości traktowała o piłce nożnej ale zdarzały się obszerne artykuły o NBA. To było moje pierwsze źródło informacji.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu